środa 21 Sierpień, 2019
Headline

Co to była sztuka totalna? (7)

img289Przyczyny głębokie (6)

   Opiszę jeszcze historię, która wiele wnosi do obrazu tamtych lat. Wiele mówi o naszym życiu, o naszych przeżyciach, o tym dygotaniu na krawędzi.

   Jeden z moich przyjaciół – nie wymienię nazwiska – poważnie chorował i był zmuszony poddać się operacji. Jakoś nie do końca dobrze ją wykonano, czy nie dopilnowano – dość, że konieczna była druga operacja. Przyjaciel mówił: zrobią ze mnie kalekę, nie chcę tak żyć. Zdobył pistolet, jakim sposobem – nie dociekałem. Miał zamiar, w razie gdyby go uczyniono kaleką – popełnić samobójstwo. No, ale nie miał nabojów. Postanowił zrobić je samemu. Był zdeterminowany. Zdobył, co potrzeba i rzeczywiście wykonał naboje. Ale stanął przed kwestią – a jeśli te jego produkty zawiodą, albo zadziałają na przykład za słabo? Postanowił je wypróbować. Zdobył schab z kością, zawiesił w pokoju na ścianie i strzelił. Wszystko zadziałało, ale rykoszet przeleciał mu koło głowy. Omal się nie zabiłem – zwierzył mi się poruszony.

         

   Chcę jeszcze o czymś napisać, ale naprawdę nie – aby epatować, a by opowiedzieć o ludzkim doświadczeniu. Na zajęcia uniwersyteckie jeździłem tramwajem ze Śródmieścia, więc przejeżdżałem codziennie w dnie nauki obok byłego laboratorium profesora Spannera. Dwa razy dziennie – w tamtą i z powrotem. Jak to napisałem: wstęp i posłowie do zajęć z literatury.

   Zazwyczaj wsiadałem rano, na ówczesnej Alei Leningradzkiej, w tramwaj linii 8 lub 13 i przy operze przesiadałem się w inny, jadący dalej prosto, przez Wrzeszcz. Otóż na liniach 8 i 13 jeździły wówczas tramwaje o modernistycznej stylistyce z lat pięćdziesiątych, o podługowatym „opływowym” kształcie, które dziś nazywa się ogórkami, chociaż wtedy przezwiska tego nie używano. Te tramwaje miewały przykrą dolegliwość – wpadały w dokuczliwy pionowy rezonans o szybkiej amplitudzie – takie gęste hopsy, takie dyganie, nasilające się zwłaszcza, gdy tramwaj jechał wolno, zwalniał. I kiedyś w takiej sytuacji doznałem erekcji i w tych hopsach wolno mijając laboratorium Spannera poczułem się niczym w jakimś panoptikum, w jakimś szyderczym cyrku, w jakimś spektaklu pośmiewiska – kim my jesteśmy, co to jest? Dokąd ciągną te pragnienia ciała, ku czemu powodują?  Niczym jakiś bio-muppet, marioneta w której – bez względu na okoliczności – rozkręca się nakręcona sprężyna, igra szydercy.

   Miłość służy wytwarzaniu surowca przemysłowego.

         

   Stan wojenny wygasał, wygasały demonstracje, wygasał sprzeciw, wygasała „Solidarność”. W końcu już nie było nawet ulotek, szara rutyna podobnych dni. Depresja, beznadzieja. Ustaliło się, tak już będzie, życie przecieknie między palcami.

   Jak wyraził to Antoni hr. Kozłowski w niezwykle trafnym stwierdzeniu z rodzaju tych, które zamykają dyskusję: Stan wojenny nie był (…) żadnym „mniejszym złem”, a tylko złem strategicznie optymalnym.

   Na przykładzie naszych rodziców widzieliśmy, że życie poczciwe, uczciwa, rzetelna, solenna praca, także twórcza – i tak owocują jedynie podtrzymywaniem egzystencji, są i tak sprowadzane do życia niewolnika z wydzielanymi racjami pokarmu. Że starania, odpowiedzialność i poświęcenia są marnowane, przygniatane głupotą, zżerane przez system. Są szarpaniem się i zostawiają gorzki osad. Albo się człowiek sprostytuuje, albo będzie snuł swoje życie, zdobywał pokarm, walczył o odkurzacz, myśli o automatycznej pralce będzie odpychał niczym primaaprilisowe wieści o sygnałach życia z jakiejś urojonej galaktyki.

img287

   Wtedy jeszcze przyszedł jeden cios, silny. Morderstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Co kto myślał, czy nie myślał – to był cios, pieczęć mordu. Pamiętam radiowe transmisje z sali rozpraw, przesłuchania wystawionych do osądzenia morderców. Zaległa gęsta ciemność. Nie w radio, nie tam w sądzie – w całym kraju. Czuło się ciemność w powietrzu, ciężki mrok. Mordują, po prostu mordują.

   I potem już depresja, depresja. Przemieszczanie się.

   To był najgorsze lata po stanie wojennym, 84 i 85 rok. Była taka stagnacja, (…) marazm w społeczeństwie. Struktury „Solidarności” rozbite przez reżim, w zasadzie brak jakichkolwiek struktur związkowych w zakładach pracy. Ludzie po internowaniu już zwykle nie wracali do działalności opozycyjnej. Część ludzi wyemigrowała. Liderzy opozycji nie mieli pomysłu, co robić dalej. Jaką obrać drogę. Z drugiej strony władza, ponieważ złamała umowę społeczną, postulaty sierpniowe (…) poprzez wprowadzenie stanu wojennego – dalej kontynuowała politykę represji wobec opozycji. Pojawił się typowy pat, jedna strona nie wiedziała jak wybrnąć z tego, jak wyjść z tej sytuacji i władza też nie próbowała (…) wrócić do dialogu.

                                                                                   dr Monika Litwińska, IPN Kraków

         

   W 1985 roku milicjanci zamordowali studenta UG.

   Marcin był wybitnie uzdolniony w dziedzinie chemii. Dwa tygodnie wcześniej rozpoczął studia w Gdańsku. Feralnego sobotniego wieczoru wracał do domu z dwójką przyjaciół. Prawdopodobnie uczestniczył we mszy św., odprawianej w intencji zamordowanego rok wcześniej księdza Popiełuszki. 

   Zatrzymano ich na ulicy Kaliningradzkiej w Olsztynie (dziś ul Dworcowa). Nie było powodu do interwencji. Może zomowcom nie spodobał się zbyt głośny śmiech młodych ludzi? Jedno jest pewne. Antonowicza zatrzymano, a jego kolegów po wylegitymowaniu zwolniono. Najprawdopodobniej zadecydowała gdańska legitymacja. Wkrótce po zatrzymaniu nieprzytomnego studenta przywieziono w stanie ciężkim do szpitala wojewódzkiego. (…) Nie odzyskał przytomności. Zmarł 2. listopada. Także po śmierci jemu i jego rodzinie nie dano spokoju. Nie wydano zgody na pochówek na cmentarzu komunalnym, inwigilowano osoby zaangażowane w przygotowanie uroczystości pogrzebowych, cenzurowano korespondencję. Uniemożliwiono stawianie zniczy w miejscu znalezienia nieprzytomnego studenta. W domu Antonowiczów założono podsłuch. Nagrywano nawet przebieg nabożeństw i rejestrowano wypowiedzi duszpasterzy akademickich. Obawy władzy okazały się zasadne. Pogrzeb Antonowicza przerodził się w wielką manifestację patriotyczną. W ostatniej drodze towarzyszyło Marcinowi kilka tysięcy osób, w tym wielka grupa studentów z jego macierzystej uczelni. W czasie pogrzebu przemawiał też rektor Uniwersytetu Gdańskiego, Karol Taylor, który wkrótce stracił stanowisko za domaganie się ukarania sprawców.

                                                      Artur Ceyrowski, Zatuszowana zbrodnia zomowców

(cdn.)

Zbigniew Sajnóg 

Dokumentalne zdjęcia z imprez Totartu – Arkadiusz Drewa

What Next?

Related Articles

3 komentarze to "Co to była sztuka totalna? (7)"

  1. Fernandela Paździoch napisał(a):

    Panie Zbyszku, na pana profilu w fajsbuku przeczytałam, że pracuje Pan obecnie w ZKM w Gdańsku. Co znaczy ten skrót „ZKM”?
    A tak w ogóle to pański profil, bo tam nic nie ma poza taką info, a dlaczego nie ma?

  2. Fernandela Paździoch napisał(a):

    Panie Zbyszku, czy Pan teraz też tak jeździ tramwajami?

  3. Fernandela Paździoch napisał(a):

    Panie Zbyszku, widziałam, że Konjo sprzedaje u siebie na fajsbuku fajne koszulki, ale nie ma do nich gaci. Pan tam zerknie, bo może i Pan by coś takiego mógl sprzedawać?, np. ze swoją gębą?, to by nawet szło chyba. Niech Pan nie wstydzi się!.

    Pozdrawiam i ściskam,

Leave a Reply

Submit Comment

*