poniedziałek 27 Maj, 2019
Headline

Co to była sztuka totalna? (9)

img320Teoria sztuki

 

   Najprostszy wykład tego terminu to sztuka totalna (tot art – total art), co w zależności od obranego kierunku interpretacji mogło przybierać postać oksymoronu (jeśli totalna – totalitarna, to przecież nie: sztuka, nie twórczość, nie kultura (uprawa), a niszczenie; działalność nie nakierowana na człowieka, nie dla dobra człowieka, ale aby nim zawładnąć, czy go zniszczyć – tak czy tak: zniszczyć). Miałoby to wtedy charakter wyzywającej prowokacji, może raczej bolesnego szyderstwa, z bezsilności: kto znajdzie, kto da na to odpowiedź – mydło z ludzi, ha! No i co? – mamy tak żyć znowu dalej, tak jak wcześniej: pisać wiersze, sonety kunsztowne, ładne, o miłości? Uczyć się muzyki, chemii, budować optymistyczne społeczeństwo? Przecież wiadomo, że tego się nie da poskładać. Bez odpowiedzi – wegetujemy, trwamy jedynie. A nadto przecież – żyjąc w  totalu, bez szans. A zatem to raczej rozpaczliwa figura, raczej: szaleństwo, żeby nie zwariować. Może też poszukiwanie czegoś jeszcze nieznanego – bo wszystko, co znane, nie niosło odpowiedzi, to opisane w pojęciach, przedstawione. Może ten sens objawi się zatem jakoś inaczej, w jakimś paroksyzmie, w każdym razie nie możemy wyjść dalej poza bezsilność – jeśli jesteśmy bezsilni, to już wszystko, co możemy zrobić?

   To jest jakby wymaganie ponad nasze siły – no, jak możemy nadać sens, przywrócić sens? Wyrwać się i z tej niewoli i z tych cmentarzy, z tych nie wiadomo już dlaczego cieknących łez. No, wiadomo – zabili, zarżnęli, zamordowali, zmielili, zrobili mydło, tu zakopali, a tu następni dalej swoje, o tu, wystaje ręka – no i czego krzyczysz, żyj. Onuce, gumofilce. Marsz. „Do woja marsz, do woooja”, za Sowiecki Sojuz, z bratnią Armią Czerwoną, za sojusz i postęp…    –  –  –  No to my – przebijemy to wszystko. – Przebijam! – Więc to jest to pyszne i właściwie: totalitarne. Sztuka totalna.

   Ale totalność można było rozumieć jako ogarnianie wszystkiego. Sztuka totalna bliżej znaczenia – wszystko ogarniająca, robiąca sztukę z tego, co popadnie, co się nadarzy. Przytulająca, podnosząca. Skądinąd to zwykłe znalezienie się w sytuacji – jesteśmy niewolnikami, osaczono nas, odebrano nam głos – a my, w podartych butach, nędznych ubraniach – i tak zrobimy wielką wolną sztukę – ze szmat i z papierów, z paprochów, wejdziemy w każdą lukę, wykorzystamy sposobność. Nie damy się zabić, będziemy żyć i tworzyć – głośno. Nie popełnimy samobójstwa. Nie zreglamentujecie naszych pomysłów – wreszcie – zaczniemy was używać, zrobimy wam taki total, że nawet się nie połapiecie – o co chodzi i co się stało.

   Ta totalność to też – wszystkie dziedziny tworzenia, mieszanie profesjonalistów z ignorantami, raczej skupienie na tym, co się dzieje, wydarza, niż na dziele.

   Malowaliśmy nie takimi kolorami i rodzajami farb, jakich chcielibyśmy, albo jakich należałoby użyć – ale jakie akurat mieliśmy, jakie się znalazły, jakie zdobyliśmy, jakie były dostępne. Podobnie z rekwizytami, podobnie z drukiem.

   W pewnym momencie filmu Dach słyszeć możemy słowa, wypowiadane przez Pawła Konnaka:  Jackson Pollock przy mnie to – gnojek. Z jednej strony to oczywiście żart, śmiejemy się z tego, ale gdy pomyślimy, że nad karierą Pollocka pracował aparat państwowy wielkiego, bogatego kraju, że w jakimś sensie była to twórczość jednak nakręcona, wymyślona – to zaczynamy inaczej o tym myśleć, że, mianowicie, ten autoironiczny żart jest raczej przeczuciem pewnej ukrytej rzeczywistości. Bo nosimy pewne wyobrażenie o tym, jaki jest świat, co jest ważne w sztuce, a przecież propaganda, ideologiczne interesy etc., nie są własnością sowietyzmu jedynie.

   CIA swoje wpływy w świecie sztuki rozciągnęła w sposób bardzo umiejętny, posiadając sieć agentów w mediach i instytucjach oraz ważne kontakty z milionerami. Jednym z przykładów niech będzie funkcjonowanie Kongresu Wolności Kultury, utworzonego w 1950 roku i finansowanego przez Office of Policy Coordination, komórkę CIA, kierowaną przez Toma Bradena. Zadaniem Kongresu, działającego w latach 1950-1967, było m. in. propagowanie ekspresjonizmu abstrakcyjnego w kraju i poza jego granicami. W sukces nowego kierunku zaangażowano wielu najbogatszych ludzi na świecie, jak choćby Juliusa Fleischmanna, który za pośrednictwem Farfield Foundation, dotowanej pieniędzmi CIA, sprowadził do Londynu wystawę „The New American Painting” czy Nelsona Rockefellera, którego matka była jedną z fundatorek nowojorskiego Museum of Modern Art. W samym muzeum ważne stanowiska obsadzono osobami, związanymi z agencją, np. wspomniany Tom Braden był sekretarzem wykonawczym zarządu muzeum. Po latach tłumaczył, że ekspresjonizm abstrakcyjny miał być dowodem na wolność twórczą, panującą w USA. Wolność, której z kolei nie mogli doświadczać ograniczani przez władzę artyści zza żelaznej kurtyny. 

   Rozkwitała więc nowa sztuka amerykańska ze stolicą w Nowym Jorku, który miał stać się tym, czym kiedyś był Paryż – stolicą kultury i to kultury Zachodu. Oto, jak Nowy Jork ukradł Paryżowi ideę sztuki nowoczesnej, a amerykańska sztuka awangardowa stała się dowodem na ducha wolności i kreatywności, którego brakowało w świecie kreowanym przez Stalina, gdzie tłamsiło się wolność przemocą.

                                                                                       Justyna Żarczyńska, Sukces polityczny

  Zdjęcia Pollocka ukonstytuowały ambiwalentny wizerunek artysty jako geniusza, a jednocześnie prostego chłopaka z Wyoming – „człowieka z Zachodu”, który był ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Wyobrażenie kowboja, chodzącego w brudnych butach, klasycznych dżinsach i koszulce (…), który tworzy niespotykane obrazy, było doskonałym zabiegiem marketingowym.

                                                                Angelika Warlikowska, Pollock – demitologizacja

   No comments. Ale, wracając do naszej opowieści: niektóre rekwizyty, materiały do nas „przychodziły” – ktoś je przynosił, wynajdywał, załatwiał, niektóre przywłaszczaliśmy jakby drogą ekspropriacji. Pewnego razu uprowadziliśmy z pewnej instytucji wielki transparent (7 metrów?) z hasłem „Niech się święci Pierwszy Maja”, który przemalowaliśmy na: Miesiączkuje woźna, będzie zima mroźna (przysłowie, autorstwa a). (cdn.)  

Zbigniew Sajnóg  

Dokumentalne zdjęcia z imprez Totartu – Arkadiusz Drewa

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*