piątek 22 Listopad, 2019
Headline

Ciągle zdradzani Kurdowie!

Wiara polskich pseudoelit w nieomylność swoich wyroków woła o pomstę do nieba. Nieszczęśliwie położenie Polski nasuwa wrodzoną podejrzliwość, że nasi sąsiedzi za miedzą Niemcy i Rosja nie będą dla nas życzliwi i prędzej czy później będą chcieli zagrabić to, co nasze lub zmieść nas z mapy tego świata, co już przecież miało miejsce. Dziwaczny duopol (coś na wzór amerykańskich demokratów i republikanów) w naszym obskurnym grajdołku kończy się na czapkowaniu a to zachodniemu sąsiadowi, przewodzącemu Eurokołchozowi i skostniałej europejskiej biurokracji a to z farsą, z jaką mamy do czynienia dziś, czyli wsłuchiwaniem się na kolanach w głosy ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Izraela!

Zaiste dziwny to sojusz, bowiem są to państwa, które leżą od Polski o tysiące kilometrów i do tego oba te kraje w swych pragmatyzmach liczą się tylko z własnym interesem a nie z dążeniami i potrzebami największych choćby sojuszników i przyjaciół. W polityce nie ma rodzin i kochających się małżonków – są tylko wściekłe zakłamane psy, uwiązane u budy, przy kapiących złotem pałacach globalistów i światowych potentatów finansowych. Tak było od setek lat i właściwie nic się nie zmieniło.

Polska scena polityczna wydała z siebie minę pełną zaskoczenia, gdy USA ręką Donalda Trumpa zdradziły kluczowego sojusznika – Kurdów! Jakie jeszcze lekcje dla Polski wynikają z historii porzucenia Kurdów przez USA? Turcja dokonała inwazji na Rożawę, czyli na kontrolowaną przez siły kurdyjskie północną enklawę w Syrii. Stało się to możliwe po tym, gdy Washington dał Ankarze zielone światło do rozpoczęcia ataku. Jego celem – oficjalnie – jest przeciwdziałanie wspieraniu przez Kurdów syryjskich ewentualnej insurekcji kurdyjskiej w Turcji, ale tak naprawdę chodzi o zniszczenie faktycznej kurdyjskiej autonomii w Syrii.

Jest jeszcze delikatna, ciągle niedokończona kwestia – upadek Państwa Islamskiego (którego członkowie ciągle siedzą w kurdyjskich obozach odosobnienia), warto w tym momencie przypomnieć, skąd radykalny islam wziął się na tamtym terenie.

9. kwietnia 2003 roku wojska międzynarodowej koalicji pod dowództwem Stanów Zjednoczonych zajęły Bagdad, stolicę Iraku. Tego dnia został obalony generał Husajn, dyktator, który rządził krajem przez 24 lata i przez cały ten czas był popierany przez USA. Husajn po półrocznym okresie ukrywania, został pojmany przez Amerykanów w grudniu 2003 roku i oddany pod iracką jurysdykcję. Skazano go na śmierć, wyrok wykonano w 2006 roku. Do Iraku popłynął ocean dolarów, które to miały zaprowadzić na tamtym terenie pokój i demokrację, ustabilizować kraj, zrestrukturyzować armię i policję i podnieść państwo (jeszcze niedawno całkiem europejskie, jak na Bliski Wschód) z ruin. Irak był relatywnie stabilny (choć niezbyt demokratyczny) jako państwo, zszywał jakoś etniczny i religijny patchwork między Eufratem a Tygrysem. Obalenie tego tworu zwiastowało natychmiastowe problemy. Upadek reżimu dokonał się właściwie bez klęski armii, która biorąc pod uwagę rozmiar przegranej, wolała się poddać. Amerykańskie bombardowania Bagdadu rozbiły struktury hierarchicznej władzy i pozwoliły szybko wkroczyć (praktycznie bez wystrzału) do samej stolicy, a Husajna zrzucić z fotela.

Amerykanie szybko rozwiązali wszystkie struktury mundurowe (w tym elitarne jednostki Gwardii Narodowej), a na jej miejsce mieli powołać nowe struktury oraz zmilitaryzować policję w okupowanym państwie. Dla członków rządzącej za czasów dyktatury Saddama partii Baas przewidziano procedurę weryfikacyjną – ci, którzy jej nie przeszli, musieli szukać sobie pracy poza armią. Co może robić doświadczony wojskowy, członek służb specjalnych, tajniak, agent pod przykryciem w warunkach okupacji, która pozbawiła go pracy? Prosta zasada spowodowała, że korpus oficerski ISIS stworzyli bezrobotni z partii Baas, tworząc podziemie partyzanckie, ale też i szukając innych radykalizmów, które by usprawiedliwiły przemoc. Odwieczny konflikt sunnici kontra szyici rozgrywały na swoją rzecz także państwa Zatoki Perskiej, posiadające ogromne rezerwy złota i dolarów, które chętnie lokowały w powstanie turbo-radykalizmu. Arabia Saudyjska, mimo że najwierniejszy sojusznik Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, staje się cichym sponsorem wahabizmu – radykalnej interpretacji zasad islamu, która w saudyjskim wydaniu nierzadko potępia szyitów jako heretyków. Skrajny islam kiełkował w Pakistanie i górach Kaukazu (Czeczenia) i importowany w warunki Iraku stał się zalążkiem strasznej zarazy! Gdy wybuchła wojna domowa w Syrii, sponsorowana – a jakże – przez USA, świetnie uzbrojeni, wyszkoleni bojownicy ISIS rozpędzają swoją ofensywę a w każdym zdobytym mieście przejmują uzbrojenie od sił, wrogich Asadowi. (Cdn.)

Roman Boryczko,

październik 2019

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*