czwartek 14 Grudzień, 2017
Headline

Ciapaty świecie, gdzie wy idziecie? „Po tamtej stronie”. O filmie i nie tylko… (2)

Wikström (Sakari Kuosmanen) jest nobliwym fińskim komiwojażerem. Zajmuje się obwoźnym sprzedawaniem markowych, eleganckich męskich koszul. Ma piękny czarny samochód z epoki i żonę alkoholiczkę. Mężczyzna posiada jednak w sobie nutę wykolejeńca, oprycha i cwaniaka. Nie chce żyć jak „Bóg przykazał” i postanawia rozstać się ze swoją profesją, wchodząc w biznes, który jak mawiają w Finlandii – jest złotym interesem. Własny bar, gdzie pije się ze smutku a jeszcze więcej z radości. Wikström wygrywa dużą sumę w karty i nabywa zadłużony bar wraz z personelem (obibokami o twarzach kompletnych degeneratów). Jego ludzie są w stanie serwować tylko alkohol, wszelka próba gastronomii kończy się, jak w przypadku wprowadzenia kuchni orientalnej – do sushi użyto w zastępstwie solonego śledzia. Na śmietniku przy swoim barze Wikström spotyka śpiącego Khaleda z tym, że bar jest Fina a miejsce jest sypialnią bezdomnego uchodźcy. Między mężczyznami wywiązuje się bójka (dają sobie po mordzie) po czym Wikström proponuje zupełnie sobie obcemu mężczyźnie pomoc, pracę i kąt do spania. To zupełnie surrealistyczne, bo Aki Kaurismäki nie zastosował tu patentu z Oskarem Schindlerem, ratującym Żydów – jak się okazało potem, dla pieniędzy – czy Polki, Ireny Sendlerowej, działaczki PPS, bohaterki, która uratowała 2500 żydowskich dzieci ot, z potrzeby serca. Po wojnie Sendlerowa została zapomniana i ledwie uszła z życiem z rąk „patriotów” z NSZ – za „orli nos i poglądy komunistyczne”.

Wikström nie ma w pomaganiu żadnego interesu, ono jest chyba wypadkową jego mrocznego ja. Przygarnia renegata, bo sam chce nim być. Pomaga uchodźcy zalegalizować się, fałszując dokumenty, daje pracę i nadzieję, ściągając do Finlandii na własny koszt siostrę Syryjczyka. I tu dochodzimy do powtarzalności pewnego mechanizmu. Niezależnie od okoliczności dziewczyna rozpoczyna procedurę – bezduszną, pozbawioną sensu drogę o niewiadomym zakończeniu. Tak chyba jest łatwiej wszystkim ceniącym sobie święty spokój i widzącym tylko czubek własnego nosa. Świat nie pochylił się nad jednym małym rozbitkiem, wszystko pozostało po staremu. Ci co pili pić będą, ci co zostali abstynentami, wytrwają w swym postanowieniu.

Mimo dysproporcji sił, w czasie wojny Finlandia skutecznie broniła się przed agresją Sowietów. Armia Czerwona poniosła w czasie konfliktu wielokrotnie większe straty w ludziach niż wojsko fińskie. Finowie zniszczyli również ogromną ilość sowieckich czołgów i samolotów. Uratowanie swojej suwerenności Finowie zawdzięczali przede wszystkim sytuacji międzynarodowej. Do Finlandii zaczęła trafiać pomoc z całego niemal świata. Nawet odległe państwa – tak jak Stany Zjednoczone – dostarczały broń na bardzo korzystnych warunkach. Do Suomi zaczęli również masowo przyjeżdżać ochotnicy, przede wszystkim ze Szwecji, Węgier i Włoch. Finowie w przeciwieństwie do Polaków, swą 104-dniową wojnę wygrali, bo mimo utraty części terytorium, nie stali się kolejną republiką sowiecką! Fakt, iż musieli stoczyć kolejną wojnę ze Związkiem Sowieckim w latach 1941-1944, jednak i wówczas udało im się obronić swoją suwerenność. Praktycznym tego wymiarem było to, że Finów nie wywożono na Syberię, a bohaterowie wojny mogli umrzeć we własnych domach. Finowie, jak na Skandynawię, są bardzo pragmatyczni i co roku deportują dwie trzecie, czyli około 65 procent Somalijczyków, Irakijczyków czy uchodźców z Afganistanu. Na naciski środowisk muzułmańskich co do noszenia islamskich chust jako elementu policyjnego munduru, rząd w Helsinkach kategorycznie odmówił. W przeciwieństwie do Finów, Szwedzi pozwalają służyć w policji muzułmankom w chustach. „Chusta, turban czy żydowska jarmułka są dozwolone, ponieważ policja chce w swoich szeregach funkcjonariuszy z różnych kręgów kulturowych”. Jednocześnie aż kilka tysięcy kobiet padło w Finlandii ofiarami zabójstw honorowych a fińscy psychologowie społeczni zastanawiają się nad stosowaniem „manipulacji” w ociepleniu wizerunku samej emigracji islamskiej.

Polska nie ma z tym problemu – my jesteśmy ofiarami. Przegranymi pokoleniowo. Jako społeczeństwo przyjęliśmy pozycję na klęczkach wobec wyzysku korporacji, tracąc prawie bilion złotych na drenażu polskiej gospodarki czy w relacjach z Unią Europejską, która nakazała Polsce pozbawić się suwerenności, tożsamości i gospodarki.

Finlandia jest również w Unii Europejskiej i nie wychylając się, nie naraża się na politykę Berlina, która wprost wraca do odbudowania mocarstwowości – tak Niemiec jak Rosji. Podpuszczana Polska staje w gardle Niemcom, chcącym nam zesłać wszelkie „plagi egipskie” w postaci nałożenia kar przez UE. Komisja Europejska oficjalnie wszczęła postępowanie w tej sprawie. Za politykę Prawa i Sprawiedliwości o nie przyjmowaniu w ogóle jakichkolwiek uchodźców dostaniemy prztyczka w nos. To od Niemiec. Z Rosją mamy już „militarne” stosunki, bo o gospodarczych za rządów PiS-u możemy zapomnieć.

Aki Kaurismäki w swym filmie Po tamtej stronie nie dał polskim widzom recepty na problem tak wiążący, bo problem żywych istot. Może to same społeczeństwa powinny dorosnąć do tego, by decydować, co dla nich dobre a co nie? Skandynawowie powoli stają się niewolnikami własnych, lewicowych asymilacyjnych eksperymentów, bojąc się wychodzić na ulice w obawie przed napaściami islamskich, znudzonych gangów. Również Polacy powoli przyzwyczajają się do ukraińskiej przestępczości z jednoczesnymi sygnałami władzy, że emigracji nie ma. Krakowskie media w ubiegłym tygodniu rozpisywały się o pogrzebie Grzegorza Kijowskiego, piłkarza klubu Garbarnia Kraków, rabunkowo zamordowanego przez obywatela Ukrainy. O Czeczenach nie wspomnę. W Polsce od dawna klany czeczeńskie budzą postrach. Neonaziści z Białegostoku potrafili podpalać drzwi zwyczajnym czeczeńskim rodzinom, gdy dochodziło do spięć z mafią – tak kolorowo już nie było.

Podobnie było w Katowicach. Do dziś u mieszkańców miasta na słowo „Czeczen” podnoszą się włosy na głowie, bo przeszli z nimi gehennę. W Olsztynie Czeczeni, byli członkowie Berkutu, w dyskotekach niejednego chłopaka pocięli nożami. Podobnie jest w Łomży, Grudziądzu czy samej Warszawie, gdzie nawet kibice Legii nie dotykają tego tematu.

Kaurismäki nie daje również gotowych recept na działanie. Nie wiem, czy lepsza jest bierność, zachowania oddolne przeciwko agresywnym emigrantom w samoobronie, czy tradycyjne zawierzenie tej kwestii politykom? W świecie permanentnej medialnej indoktrynacji – przeciętny Polak i Fin i tak już niczego nie rozumie…

Roman Boryczko,

 wrzesień 2017

 

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*