piątek 24 Maj, 2019
Headline

Dlaczego postanowiłem zostać rosyjskim agentem

Fantazjuję chwilami – jak dobrze (a może po prostu ciekawie) by było, gdyby któryś z reżyserów w padł na pomysł nakręcenia Konopielki 2. Tyle, że w nowej wersji wszystko powinno być na opak. We wsi, zamiast nauczycielki propagującej postęp, powinna się zjawić pani ekolog. Ludność miejscowa – zamiast zabobonnego lęku wobec sił natury – spędzała by czas przed telewizorem, zakupy robiła w pobliskim hipermarkecie, a podczas cotygodniowych imprez techno oddawała by się wyszukanej rozpuście, wzmacnianej wszelkimi możliwymi narkotykami, zaś rzeczone rośliny występowały by tylko pod postacią holenderskiego „skuna” – a nie łanów swojskiej konopi. Tło uzupełnić by mogła „przemysłowa produkcja rolna” w pobliskim latyfundium. Nikomu oczywiście nie przychodziło by do głowy ścinanie zboża sierpem z szacunku dla jedzenia (i strachu przed głodem), czy inne zabobonne rytuały, okazujące szacunek ziemi żywicielce.

Świat faktycznie został przenicowany, choć może nie aż tak, jak to przed chwilą odmalowałem. Z drugiej strony nikt nie drży już przed nieurodzajem i nie jada lebiody na przednówku. Bieda i nędza mają swe źródło nie w siłach natury – a organizacji społecznej.  Rozwój sił wytwórczych, zamiast zmienić nasze życie w lekkie, łatwe i przyjemne – uczynił większość populacji zwyczajnie zbędną. Czasem więc (dumając o współczesnym kryzysie) myślę, że to nic innego jak klasyczna „pułapka rozwoju” . Pomimo tak modnej ekologii, ziemia nie jest dawczynią życia. Jej wartość obdarto z wszelkiej mistyki. Jest wymierna i przeliczalna na złotówki, a jeszcze pewniej na złoto, będąc ucieczką i nadzieją wszystkich przestraszonych kryzysem. To/zło-Złoto daje bezpieczeństwo i dostatek. Tak właśnie mieszczański system wartości przesączył się przez wszystkie klasy i warstwy społeczne.

Kilka lat temu powstała technologia, pozwalająca eksploatować gaz, uwięziony w pokładach skał bitumicznych. Jest to metoda świeża i jak to z nowościami bywa – niczego nie wiadomo o niej na pewno. Zwolennicy twierdzą, iż jest całkowicie bezpieczna – przeciwnicy coś wręcz przeciwnego: że jest bardzo kosztowna, wymaga wielkiej ilości wody, powoduje skażenie środowiska w tym częste i nieodwracalne skażenie zasobów wodnych, leżących powyżej pokładów łupków. Już sam ostatni fakt każe krytycznie spojrzeć na entuzjazm technologicznych fascynatów. O ile bowiem bez gazu czy też z droższym gazem żyć się da, o tyle bez wody i na skażonej ziemi – już nie. Powstaje z wolna swoisty wyścig do technologii: Polska, Bułgaria czy Ukraina żyją nadzieją na stanie się gazową potęgą i wyrugowanie Gazpromu. W trakcie wyborów dowiedzieliśmy się, iż z tych złóż będą finansowane nasze emerytury – bowiem zgodnie z nową logiką ważne, byśmy byli bogaci – nawet,  gdyby to bogactwo polegało na życiu pośród toksycznej pustyni. Zło/to wszystko przyćmiewa. Tymczasem gazu na świecie jest mnóstwo. W Nigerii występuje w wielkich ilościach jako produkt uboczny przy wydobyciu ropy naftowej – jest tam bezproduktywnie spalany, gdyż nikomu nie opłaca się budować instalacji do jego uzyskiwania. Przy okazji warto na przykładzie Nigerii zobaczyć, jakim nieszczęściem może być bogactwo – kraj jest 11. na świecie producentem ropy naftowej, a mimo to pozostaje bardzo biednym i rządzonym przez skorumpowaną elitę. Patrząc więc na naszą historię ostatniego dwudziestolecia, trwającą przez ten czas prywatyzację i to, ile w owym okresie na podobnej polityce ekonomicznej zyskało społeczeństwo – można przypuszczać, że w wypadku gazu będzie tak  samo. Jeśli cena gazu dla końcowego konsumenta jest wynikiem gry rynkowej, nie zaś decyzji politycznych, to lawinowy wzrost konkurencji na tym rynku może doprowadzić do drastycznych spadków cen, kryzysu nadprodukcji, lawinowych bankructw spółek wydobywczych. Wyścig zaś – by być pierwszym, najtańszym i najbardziej konkurencyjnym, spowoduje cięcia kosztów – te zaś są zwykle największe w dziedzinie ochrony środowiska i bezpieczeństwa. Jeśli zaś ceny gazu i paliw stanowią pochodną decyzji politycznych, to i tak jedyny zysk pojawi się w postaci łapówek w kieszeniach polityków.

Od pierwszych informacji o gazie łupkowym obowiązuje tryumfalny ton, obfitujący w obietnice bogactwa, wszelcy zaś przeciwnicy – to już nie tylko oszołomy, ale agenci Gazpromu, Rosji itd… Cóż, trudno, zostaję rosyjskim agentem. Jeśli gaz faktycznie pod ziemią jest – to gdy obecnie zaniechamy wydobycia – będą go mogły ewentualnie używać przyszłe pokolenia, posługujące się mniej szkodliwymi technologiami. O ile jednak naszym życiem pozwoli się dalej rządzić politykom – w sposób, w jaki czynią to od przeszło dwudziestu lat – pozostaną w RP tylko przysłowiowe: bród, smród i ubóstwo… W dodatku wszystko toksyczne…

 

 Artur Kielasiak

What Next?

Related Articles

2 komentarze to "Dlaczego postanowiłem zostać rosyjskim agentem"

Leave a Reply

Submit Comment

*