czwartek 12 Grudzień, 2019
Headline

„Inny Świat” po raz pięćdziesiąty!

Zależnie od czasu, listonosz albo zostawia przesyłki w skrzynce na parterze, albo wsiada do windy i podrzuca je bezpośrednio do domu. Tym razem list z pieczątką „Mielec 3” czekał na dole.

W kwietniu kilka tygodni minęło mi na Ponidziu, czyli o rzut beretem od Mielca, ale jednak przez Wisłę. Co niekiedy bywa przeszkodą nie do pokonania, a nie widzieliśmy się z naczelnym „Innego Świata” i jego żoną lekko 4 lata. Można by nawet sprawdzić, ile dokładnie, ale po co? W życiu jest tak, że ludzie spotykają się, coś wspólnie robią, aż nagle albo braknie zdrowia, albo przychodzi wypalenie pracą. Trzeba tedy najpierw się pozbierać, potem zaś zająć czymś zupełnie innym. Tak było i tym razem, choć po Magazynie Elbląskim „TygiEL” – „Inny Świat” stał się tym periodykiem, którego trzymałem się najdłużej – dobrych kilkanaście lat.

Kto kiedykolwiek współpracował z jakimś pismem lub je redagował wie dobrze, iż o intensywności i jakości współpracy decydują ludzie. Zazwyczaj redaktor naczelny lub sekretarz redakcji. Światopogląd jest ważny, ale nie do końca. „Tyglem” przez lat 20 kierował niezmordowany Ryszard Tomczyk, twórca cudnych obrazów i mądrych książek. Po jego rezygnacji (wiek, zdrowie…) kwartalnik upaść musiał. Jeszcze przez 2 czy 3 lata udawaliśmy normalne funkcjonowanie i tytuł definitywnie zniknął z rynku.

Mielecki „Inny Świat” to przez wszystkie 50 edycji serce i praca Janusza Krawczyka, któremu Bozia dała umiejętność współpracy z ludźmi i cierpliwość. Zakrętów wszak pismo przebyło kilka, ze wszystkich jednak wyszło obronną ręką, bo… naczelnemu „chciało się chcieć”!

Razem z półrocznikiem rosło pokolenie ludzi niezadowolonych z realiów społecznych, ludzi, co uwierzyli, iż „inny świat jest możliwy”. Jak dotąd – nie jest, ale winę za taki stan rzeczy ponoszą ci, którzy uznają własną bierność za stan gwarantujący im bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Inaczej biorąc – stan konieczny do przeżycia.

Kto z owych (niekoniecznie już młodych) „wychowanków” „IŚ” pozostanie przy jakiejś formie społecznego aktywizmu – to rzecz inna. W wielu przypadkach aktywizm kończy się na wyjeździe poza granice RP. Istotnym jest fakt, iż Janusz i kolejni jego współpracownicy starają się od lat, by społeczeństwa rządziły się przede wszystkim same, w oparciu o realia konkretnych miejscowości czy zakładów pracy. I by jak najmniej dało się im narzucić z wysokości tej czy innej stolicy, tego czy innego rządu, albo prezesa ponadnarodowej korporacji.

Jednym słowem proponują ludziom drogę ku wolnościom (przeróżnym), ku rozwojowi duchowemu i współistnieniu na równych zasadach z obywatelami o innych poglądach czy odmiennym kolorze skóry. Nie w smak im natomiast feeria paragrafów, którymi władze różnych szczebli niewolą jednostki i całe społeczności. Czy nazwą się przy tym wolnościowcami czy anarchistami – to dla Czytelników „Innego Świata” istotne najmniej (dla Janusza na pewno nie).

Pisałem kiedyś czy mówiłem przy okazji jakiegoś wywiadu, iż moim zdaniem każdy artysta, uczony, wynalazca – słowem ludzieniek aktywny, ze smutnym zdziwieniem spoglądający w stronę współczesnego pokolenia zero-aktywnego – musi choć trochę myśleć i zachowywać się niczym anarchista. Jednostka podporządkowana nie przyjmie postawy twórczej, bojąc się o utratę tzw. świętego spokoju.

Co prawda anarchizmów jest tyle, ilu anarchistów, ale gdy przyjrzymy się solidniej realizatorom innych idei, to rzecz ma się podobnie. Tylko uczonym głowom z tytułami jakoś wstyd jest do tego się przyznać.

Red. Janusz Krawczyk

***

Naczelnemu „Innego Świata” zdrowia życzę, bo bez niego i z autorami gadać trudniej i obmyślać kolejny numer półrocznika. A 50 edycji „IŚ” to na polskie warunki osiągnięcie na miarę zdobycia K2. Zdrowia więc i ludzi dokoła pisma, gdyż ich obecność warunkuje utrzymanie wokół periodyku aury czegoś niepowtarzalnego.

I kto powiedział, że to, co wartościowe w n-tej RP, musi powstawać w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu? A taki Mielec to pies?

PS: Czasem aktualizowana strona pisma – http://www.innyswiat.most.org.pl/

Fot. J. Krawczyka i tekst:

Lech L. Przychodzki

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*