środa 17 Lipiec, 2019
Headline

„Jeszcze w zielone gramy”

Dawno przeminęła data święta, poświęconego matce, po co więc wracać do tego tematu i to w relacji z przebiegu wernisażu?

Słowo matka, to pojęcie szerokie, głębokie i tak wielkie w swoim wymiarze, że nigdy tego słowa za dużo, zaś temat związany z wernisażem grupy Ossianart, z tą właśnie materią ma wyjątkowo wiele wspólnego.

Pilchowiccy artyści w sposób szczególny traktują naturę, traktując to zjawisko niczym czułe spojrzenie matki. Któż lepiej bowiem potrafi przekazać swoje odczucia jak nie artysta malarz, czy poeta…  Podziwiając prace poszczególnych członków grupy, zauważymy, że na wielu z nich pojawia się wątek naturalnego piękna wiejskich pejzaży, z załamanymi pod ciężarem czasu ogrodzeniami z drewnianych sztachet, na których dumnie paradują gliniane naczynia. Tuż obok zydelek, siedząc na którym jeszcze przed chwilą gospodyni obierała ziemniaki na obiad dla rodziny. Leniwy kot siedzi na parapecie okna i te łąki ukwiecone, z polną dróżką, wiodącą na skraj lasu… Oto suknia matki natury, bez betonu, zimna, chłodu fabrycznych hal i autostrad, które tną ciało matki naszej i jątrzą i cuchną ropiejącą raną cywilizacji.

W piątek, 7. czerwca odbyła się TRZECIA edycja wystawy pilchowickich artystów plastyków Ossianart, pod tytułem Jeszcze w zielone gramy. Wernisaż o tej nazwie poświęcony został  w całości dorobkowi pilchowickich artystów na przestrzeni 3 ostatnich lat. Warto przypomnieć, że to od  tego czasu Ossianart działa wspólnie z przyjaciółmi ze  Strzelec Opolskich.

Z tego też powodu wyróżnia tę wystawę różnorodność przedstawianych tematów. Od marynistyki Danusi, poprzez obiekty sakralne i drewniane kościółki Agnieszki, akty i postacie kobiece Klaudii, pejzaże i martwą naturę dwóch El, po portrety i wzorujące się na wielkich mistrzach dzieła naszego Henryka i pełne tajemniczości prace Magdy, z zawartą w nich magią i marzeniami, wiejskim teatrze marzeń Bernadety, niepowtarzalnym kalejdoskopie barw Gabrysi i Krystyny – na obrazach Kozakiewicza, opiekuna grupy kończąc… Kobieta jako postać niezwykła, tajemnicza, piękna. Kobieta jako matka w całej okazałości swojego macierzyństwa i ta, której dotykamy co dnia, nie zdając sobie często z tego sprawy – MATKA NATURA. Oto tematy przewodnie każdej z wystaw tej barwnej gromadki zawsze uśmiechniętych, radosnych postaci – uczniów czarnoksiężnika Ossiana Kozakiewicza.

Różnorodność tematyczna to nie wszystko, z czym spotkamy się na tej wystawie, bowiem każdy z artystów ma swoje odrębne postrzeganie świata, stąd też pejzaż wykonany przez Agnieszkę jest przecież tym samym, a jednak wygląda inaczej od tożsamego fragmentu krajobrazu, namalowanego inną ręką. Pociągnięcia pędzlem każdego z artystów są czymś, co można by nazwać linią papilarną każdego z nich. U jednych przeważają ciepłe barwy, a tuż obok dostrzegamy ostre wyraziste kolory tego samego tematu. Wernisaże, których bohaterami są nie jeden a wielu artystów, mają także swoją niepowtarzalną wartość i urok. Bogactwo i różnorodność tematyczna to niejako odkrywanie często bardzo prywatnych cech charakteru każdego z autorów prezentowanych prac. Malując nie zdają sobie często sprawy, że każde z pociągnięć pędzla odzwierciedla niejako ich nastrój i oddaje emocjonalne, bardzo głębokie niekiedy przeżywanie chwili.

 

Podsłuchane rozmowy

„Popatrz – zwraca się dziewczyna do chłopaka. Pamiętasz, to ten sam kościółek… To tam po raz pierwszy popatrzyliśmy sobie w oczy. Zadałeś mi pytanie, a ja odpowiedziałam tak… Ruszyła od tej chwili karuzela naszych marzeń, a potem któregoś dnia jako młode małżeństwo stanęliśmy w tym miejscu po raz kolejny, a ty powiedziałeś… –  Wiesz kochanie, dobrze by było mieć w domu obraz tego kościółka, bo to tu przecież wszystko się zaczęło. Czyżby naprawdę marzenia się spełniały? – Ktoś namalował początek naszego szczęścia – dopowiada sobie samej młoda kobieta”.

Tuż obok kolejna para podziwia wiejski pejzaż. „Szkoda, że nie ma już takich krajobrazów – zwraca się mężczyzna do kobiety, to pewnie z jakiegoś filmu artysta zaczerpnął pomysł do namalowania tego obrazu. Nieprawda – odzywa się głos nieco z tyłu. To przecież ulica w naszej wiosce, co dnia podążacie tą drogą do pracy samochodem, a późnym wieczorem wracacie z jeszcze większym pośpiechem do domu”.

Słuchając tych rozmów, wspomnień i „wernisażowych” dyskusji, trudno nam dociec, co w danym momencie jest ważniejsze, czy samo tylko piękno obrazu, a może równie ważne jest przesłanie danego tematu, dzięki któremu wielu z nas w namalowanych historiach dostrzega samych siebie. I jedno jest pewne w tym przypadku – to właśnie dlatego artysta powinien sięgać po pędzel i paletę, bowiem sztuka jest kobietą, z którą możemy bez grzechu zdradzać ukochaną osobę. Pieścić, całować, wielbić, bo w tym jedynym przypadku pobudza nas to uczucie, to utrwalania swojej miłości do tej wybranej przez serce, innymi słowy wyzwala w nas same tylko pozytywne odczucia. Należy także pamiętać, że artysta pozostawia w swoim obrazie nie tylko namacalne piękno ludzkich postaci, magii natury, ale oddaje i pozostawia kawałek samego siebie. Każdy z nich robi to inaczej. Inne „linie papilarne” pozostawia na swoim dziele, jednak za każdym razem towarzyszy temu jedno przesłanie: „Ukazać naturę w całym jej niepowtarzalnym pięknie i pozostawić ten ślad, jako namacalny dokument tym wszystkim, co już za chwilę zajmą nasze miejsce. Grajmy więc w zielone tu i teraz i nieprzerwanie, do końca świata i jeden dzień dłużej (według Jerzego Owsiaka). A tak naprawdę – czemu tylko jeden, a nie wieczność całą! Prawda? (Cdn.)

 

Foto i tekst:

Tadeusz Puchałka

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*