wtorek 16 Lipiec, 2019
Headline

Kamila Kania – saksofonistka z wielkim sercem

„Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się stosunkowo wcześnie – informuje 13-letnia saksofonistka. – Miałam 7 lat, kiedy po raz pierwszy zachwyciłam się dźwiękami płynącymi z saksofonu. Niedługo potem rozpoczęła się moja muzyczna edukacja, pamiętam, że już wtedy nie traktowałam tego tylko jako zabawę, a było to coś więcej. Każdą wolną chwilę spędzałam z moim instrumentem. Jestem mieszkanką Szczejkowic. W mojej rodzinnej miejscowości uczęszczam do Szkoły Podstawowej, zaś do Żor dojeżdżam do Szkoły Muzycznej I stopnia, gdzie uczę się w klasie saksofonu prof. Łucjana Brzozy.

Przygoda z saksofonem do zupełny przypadek, który sprawił, że już niebawem instrument ten stał się moim przyjacielem na dobre i na złe. Któregoś dnia, było to kilka lat temu, tata zawołał mnie do siebie i pokazał mi w komputerze występ holenderskiej saksofonistki Candy Dulfer… Byłam tak zafascynowana tym teledyskiem, że prosiłam tatę, aby powtórzył mi ten temat kilkakrotnie, po czym oświadczyłam, że ja także – podobnie jak holenderska artystka – chcę tak grać.

Rodzice zaryzykowali, zainwestowali we mnie dość poważną kwotę pieniędzy i zakupili dobrej klasy instrument. Od tej pory gram i nie rozstaję się z  saksofonem ani na chwilę. Miło wspominam występy z chórem Bel Canto z Chudowa. To z tym zespołem często występuję. Pamiętam ciepłe przyjęcie u ojców kamilianów w Zabrzu. Wiele zawdzięczam życzliwym osobom w moich Szczejkowicach, bliski mi jest także Gminny Ośrodek Kultury w Gierałtowicach. Wszędzie tam spotykam miłych ludzi – to bardzo pomaga.

Pamiętam, któregoś dnia, było to chyba styczniowe popołudnie, przeczytałam na jednym z portali o tragedii pewnej rodziny w Rudach Wielkich. Pomyślałam wtedy, że chciałabym dać tym ludziom kawałek swojego serca, odrobinę radości. Podzieliłam się moimi przemyśleniami z mamą. Powiedziałam wtedy, że chciałabym pojechać do Rud Wielkich. Poproszę, by pozwolono mi wejść z moim saksofonem na podwórko do państwa Moriców i zagram wtedy tylko dla nich. To będzie jeden z tych koncertów – powiedziałam wtedy – który zapamiętam do końca życia. Tak bardzo chciałam dać tym ludziom odrobinę radości, – pragnęłam tego z całego serca.

I pewnie doszłoby do naszego spotkania lecz w tym samym czasie zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się znajomy głos pana, z którym widziałam się kilkakrotnie podczas moich występów. Człowiek ten pytał mamę, czy mogłabym wystąpić na koncercie charytatywnym, którego celem jest pomoc rodzinie z Rud Wielkich. Zupełnie odjechałam, kiedy to usłyszałam. Popłynęłam na falach moich marzeń i zaparło mi dech w piersiach, przecież dopiero co mówiłam o tym mojej mamie.  Rodzice wyrazili zgodę, a ja nawet nie mogłam wypowiedzieć słowa, tak byłam tym wszystkim przejęta. Od tej chwili, rozpoczęły się intensywne próby pod kątem koncertu, który ma stać się dla mnie kluczowym wydarzeniem, uważam bowiem, że muzyk to osoba, jaka nie powinna grać tylko dla siebie. Swoją grą czy śpiewem artysta powinien dawać ludziom radość i nadzieję, tak myślę. Każde wyjście na scenę to kolejne wyzwanie, ale także dzięki temu muzyk nabiera doświadczenia, pozwala to także na pracę nad samym sobą. Jestem szczęśliwa, że będę mogła zagrać dla tej rodziny. Chcę, aby byli szczęśliwi, aby uwierzyli, że nie są sami.

Wielcy artyści, obok których przyjdzie mi stanąć na scenie, to ludzie o ogromnych sercach, zdaję sobie sprawę, że po raz kolejny obdarzono mnie wielkim zaufaniem, którego postaram się nie zawieść. Dam z siebie wszystko, tego jestem pewna, a na koniec chcę uściskać tych ludzi – zrobię to ja i mój saksofon. Ostatnie dni tuż przed koncertem spędzam w Przyszowicach, w otoczeniu pięknego pałacu i pod murami zamczyska w Chudowie. Lubię tam bywać, są to rodzinne strony mojej mamy, oczywiście zabrałam ze sobą swojego przyjaciela. Klimat tych miejsc pomaga mi nabrać sił, pomaga w przemyśleniach. Do zobaczenia na koncercie…”.

Wypowiedź Kamili Kani spisał i fotografie wykonał:

Tadeusz Puchałka

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*