sobota 25 Maj, 2019
Headline

Król jest nagi… Przypadki Bartłomieja Misiewicza

Nie żyjemy w normalnym kraju i tylko niebywali optymiści lub beneficjenci sukcesu (po linii partii wszelakich czy też przeróżnych związków wyznaniowych) twierdzą pewnie inaczej. Dla szarego zjadacza chleba „dobra zmiana” jest prawie niezauważalna. Nawet jej sztandarowy program 500+ w miastach nie trafia do grupy docelowej, czyli rodziców jednego dziecka, którzy często wiążą koniec z końcem – a do ludzi już na tyle zamożnych, że świadomie wybrali płodzenie dzieci. We wsiach czy małych miasteczkach popegeerowskich 500+ nie jest świadczeniem ku zwiększeniu dzietności a walką z ubóstwem i biedą. Ot, taka laurka kraju samych sukcesów!

Widzę to po sobie – pensja dziwnie ani drgnie, stojąc jak zaczarowana w miejscu a na każdym kroku zapowiadane są w sposób oficjalny (pod rygorem władzy), pod rygorem korporacji (OC+AC) dla samochodziarzy czy hurtem wszystkich – ustawa, wprowadzająca obowiązkowy abonament – podwyżki wszelakie. Moi mili, toniemy! Toniemy z gracją a media wraz z nieudolnym rządem i jeszcze bardziej zdeprawowaną „opozycją totalną”, grającą swe role na poziomie upośledzenia umysłowego, prowadzą nas za rękę jak ślepego we mgle ku katastrofie.

***

Ostatnie dni przedświąteczne upłynęły nam na oglądaniu spektaklu, poświęconemu niebywałej karierze pewnego młodego i jurnego młodzieńca, którego pod swe skrzydła wziął sam żelazny Minister Obrony Narodowej – Antonii Macierewicz. Bartłomiej Misiewicz od maleńkości był odpowiednio formatowany. Zero psot, głupot, dziewczyn czy innych skandalików. Do szkoły chodził w garniturze, jak zapamiętali go koledzy z klasy, a po bite 13 lat służył do mszy w roli ministranta. W szkole pełnił obowiązki przewodniczącego, więc politykę w skali mikro już jako tako liznął. Ów sprawdzony w bojach prawy młodzieniec za zgodą rodziców trafia pod skrzydła skrajnie prawicowego skandalisty, Artura Zawiszy, jako asystent społeczny posła RP. Tam naoglądał się pewnie wiele i z niejednego pieca chleb jadł, a i na niejednej mszy anielskie chorały śpiewał – więc z czystym sumieniem Zawisza przekazuje praktykanta w objęcia bardziej znanego polityka. Młody Misiewicz edukację łapie jak kilka srok za ogon. A to był na UKSW w Warszawie, ale studiów nie skończył, pojawił się u o. Tadeusza Rydzyka w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu – też bez finalnych sukcesów. Nie na darmo przylgnęła do niego ksywka „Tępe karczycho” – coś w tym jest – przez trzy lata mógł zrobić jakiś licencjat w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie i nikt by się już nie czepiał.  Do Antoniego Macierewicza Bartłomiej Misiewicz trafił jako siedemnastolatek a już w roku dla Prawa i Sprawiedliwości szczególnym (2010) znalazł się na szczytach – z rekomendacji Antoniego Macierewicza został mianowany szefem biura zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

W roku 2015 bez powodzenia startował do Sejmu w wyborach parlamentarnych z 4. miejsca na liście w okręgu piotrkowskim. Po wyborczej wygranej Prawa i Sprawiedliwości, 16. listopada 2015 został szefem gabinetu politycznego oraz jednym z najmłodszych rzeczników prasowych Ministerstwa Obrony Narodowej. Przed objęciem stanowisk w MON. niepewny swej szalonej kariery. przez kilka miesięcy pracował w jednej z aptek w podwarszawskich Łomiankach jako pomocnik aptekarza… Dzięki zażyłości z Antonim Macierewiczem w krótkim czasie zyskał jednak rozpoznawalność i apanaże, których może mu niejeden partyjniak z Prawa i Sprawiedliwości pozazdrościć! W ocenie autorów materiału na łamach radiomaryja.pl Misiewicz „swoje obowiązki wykonywał sprawnie”. Do niezłej pensji z ministerstwa dorabiał sobie w radzie nadzorczej spółki Skarbu Państwa, choć nie spełniał formalnych wymogów (legitymuje się tylko maturą, a wykształcenie wyższe dopiero z mozołem zdobywa. Specjalnie dla niego Polska Grupa Zbrojeniowa zmieniła swój statut i teraz sama matura daje miejsce w radzie oraz wynagrodzenie w wysokości 3,7 tys. zł miesięcznie). Według mediów zmieniono dla niego statut spółki, bo nie miał wyższego wykształcenia i kursu (który jest pro forma, więc nie zaliczył go chyba tylko skończony ignorant) dla członków rad nadzorczych.

Minister obrony tłumaczył, że Misiewicz jest jego bezpośrednim reprezentantem w PGZ, a w przemyśle zbrojeniowym nie ma wymogów dotyczących wykształcenia, liczą się inne cechy – lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność – które Misiewicz posiada. Bartłomiej Sebastian Misiewicz figurował także jako sekretarz rady nadzorczej państwowej spółki Energa Ciepło Ostrołęka, ale po naciskach – z tej funkcji zrezygnował. Oficjalny powód to niespełnianie wymogów, ale mogło chodzić o bardziej szczytny cel. Misiewicz zajmuje się konsultacjami do emitowanego w TVP programu Naszaarmia.pl, tym razem również już nie społecznie.

Bartłomiej Misiewicz rósł i rosła jego legenda oka i ucha Ministra Obrony Narodowej posyłanego na pierwszą linię frontu. Drżeli przed nim generałowie… Misiewicz na polecenie ministra Macierewicza miał przejąć od niesubordynowanego pułkownika Krzysztofa Duszy Centrum Eksperckiego ds. Kontrwywiadu NATO. Podobno w Centrum dochodziło do patologii, więc sam Misiewicz musiał wkroczyć do akcji i o świcie sprawnie do budynku wtargnął. Był z tego niezły medialny pasztet, bo w budynku znajdowały się dokumenty całej struktury NATO, a „abordażu” dokonały osoby nieuprawnione. Sąd jednak w późniejszej swej decyzji utrzymał decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, asystujących w działaniach, prowadzonych wobec Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu Wojskowego NATO. Tym samym sąd potwierdził, że działania Bartłomieja Misiewicza były zgodne z prawem. (Cdn.)

Roman Boryczko,

kwiecień 2017

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*