poniedziałek 27 Maj, 2019
Headline

KULTURA HASEŁ

zdjecie0740Nieważna kultura, ważne hasło, które musi brzmieć tak, by przyciągnąć masy, co z dekady na dekadę stają się coraz bardziej wyłącznie konsumentami. Przez lata zadbano o to, by gawiedź została substancją gąbko-podobną – pochłaniającą wszystko, co podadzą im animatorzy tzw. kultury. Nie krytycy, bo krytyka sztuki przestała właściwie istnieć, pełniąc tylko rolę przekaźnika „ustawek” marchandów, jacy z każdej pracy są w stanie wykreować arcydzieło, zarobić na nim i grę z niedouczonym nabywcą zacząć od nowa…

Gawiedź ma konsumować, ale nie za darmo, musi zapłacić pełnoprawnymi biletami NBP albo wirtualnej „unii” europejskiej. Działanie takie, choć „nowoczesne”, znane jest nie od dzisiaj. Z historii możemy przypomnieć sobie tożsame masowe spędy z podobnie brzmiącymi hasłami. Nasuwa się nieodparcie pytanie – co w tym wszystkim jest ważne? Czy jeszcze kultura czy wielkość masy?

100_6468

Już za czasów „Ulicy Wszystkich Świętych” Jacek Zalewski zauważył, iż reklama potrafi postawić znak równości pomiędzy papieżem, piosenkarką a imprezą piłkarską. Wówczas to jeszcze dziwiło…

W takim, kreowanym przez media i tych, którzy kryją się w ich cieniu, „gwiazdozbiorze” (nic, że chwilowym, bo jutro dzisiejsze sławy zastąpią inne, także na miesiąc czy rok) nie mamy co marzyć o rozwoju kultury. Zabita bowiem zostaje istota tworzenia – indywidualność, odmienność…

Wytresowane już przez wielkonakładowe media (ratunkiem dla mózgów i dusz są wyłącznie media „niszowe”) tłumy mają się podporządkować głośno brzmiącym hasłom.  Przypomina to stado, prowadzone w kolorowy, iluzyjny świat reflektorów. W momencie, kiedy z jakichkolwiek przyczyn zabraknie prądu – pojawi się w nim tylko zmęczenie i pustka. Rockowy poeta i muzyk, Jim Morrison, napisał: „Jeśli moja poezja ma jakiś cel, to jest nim ocalenie ludzi od postrzegania i czucia w ograniczony sposób”. Toteż nie był członkiem stada i szybko odszedł.

220px-jim_morrison_in_1968

Występy Morrisona i „The Doors” bywały happeningami o konkretnym przekazie…

Może i lepiej, bowiem, znając jego teksty mamy prawo pomyśleć, iż ów autor niezbyt świetlanych interpretacji rzeczywistości byłby zapewne przerażony, gdyby kazano mu szukać kultury pośród tych propozycji, jakie przynosi rok 2016, czy każdy inny ze współczesnych.

Zamiast bowiem dzieł sztuki mamy teraz obowiązek zderzać się z toczącym się walcem tzw. projektów. Na dodatek drogich i karmiących głównie urzędników, nie artystów. Twórcy stali się dyżurnymi do zabawiania publiczności i utrzymywania tabunów biurokracji. Nawet małpę można wytresować tak, by za $1 przynosiła z drzewa świeży owoc banana. Tryby, w które próbuje się wrzucić artystów, mają takie właśnie zadanie – wyuczenie twórców ścisłego wypełniania oczekiwań mas i ich gustów, nie najwyższego przecież lotu. Być może już teraz mamy do czynienia z sytuacją, o której śpiewał Morrison:

 

When the music’s over

Turn out the lights

(Kiedy wybrzmi muzyka

Pogaście światła)

When the Music’s Over, na: LP Strange Days, 1967

 

Tymczasem w natłoku przeróżnych informacji dociera i ta: Polskę mamy dekomunizować do końca. Dla obecnych władz znaczy to tyle, że znikną nazwy instytucji, skwerów czy ulic, kojarzące się niektórym (bo nie wszystkim) z okresem tzw. PRL. Tymczasem, zestawiając dorobek 25-lecia wolnej podobno Polski ze sztuką tak pogardzanego okresu 1948-1989, możemy się przekonać, iż prowincją Polska dopiero się staje! Nie mamy już ani polskiej szkoły plakatu, ani polskiej szkoły filmowej, z grubsza ocalała ilustracja książek dla dzieci. Zanikł kabaret, bo z doświadczeń „Salonu Niezależnych”, „Protekstu”, „Bunkra” czy tych „poważnych”: „Elity”, „Dudka”, „Pod Egidą” następcy wniosków nie wyciągnęli. Są klownami, nie Stańczykami n-tej RP… Odeszły w zapomnienie legendarne kiedyś grupy literackie: „Teraz”, „Ogród/Ogród-2” czy „Próby”… Podobnie alternatywne teatry, z których niegdyś Polska słynęła… Zabrakło pieniędzy, cenzury (wymuszającej wieloznaczność) czy… ludzi?

Zamiast sztuki proponuje nam się estetyczny i etyczny minimalizm. Artyście nie wolno pokazywać swego stanu emocjonalnego. Ma być uśmiechnięty i sprawiać wrażenie zadowolonego – zatem kreacja w tandetnym, amerykańskim stylu. Nawet w okresie modernizmu po artystach pozostawały konkretne dzieła kultury materialnej: obrazy, książki, rzeźby czy partytury. Wszystkie niosły równie konkretny ładunek emocji i wiedzy o świecie i człowieku.

1

„Zainspiruj się Lublinem” – proszą biurokraci „od kultury”… Psując przy okazji panoramę Starego Miasta…

Ponowoczesność doprowadziła do sytuacji, gdy nieistotne jest dzieło, ważny jest rozgłos. Zjawiska z życia codziennego (sprzedawanie jemioły na bazarach, wiązanie sznurowadeł, obieranie ziemniaków) proponuje się jako osiągnięcia twórcze.

Pasieka, która postawiona w ogrodzie/sadzie ma swój odwieczny sens i miejsce, wyniesiona na dach przybytku kultury staje się karykaturą pasieki. Za sztukę uznawane jest przecież to, co do niedawna było elementem zwyczajności. Miast pokazywać młodym ludziom zwierzęta w ich naturalnym środowisku, zabiera się ich do cyrku lub ZOO. Wychowane między betonem a asfaltem pokolenia lepiej czują się w świecie seriali i pokemonów, niż w realiach rzeczywistości, której się boją. Stąd ich „zero-aktywność”. Bojaźń ta jest zaprogramowana przez specjalistów mediów i PR a także animatorów kultury wszelkiego szczebla. W tym kontekście nauczanie wysiewania marchewki na dachu poważnej podobno instytucji kulturalnej, staje się wydarzeniem doskonale przyswajalnym przez prowincjonalne mózgi.

100_7071100_7070

Centrum Spotkań Kultur. Wybetonowane klepisko przed nim, nazwane placem Teatralnym, służy głównie skacowanym studentom i deskorolkowcom 

Patrząc choćby na lubelskie Centrum Spotkań Kultur widać, jaką drogę przechodzi myśl ponowoczesna. Najpierw za pieniądze nas wszystkich wybudowano betonowo-szklane straszydło w stylu Alberta Speera, zabijając wszystko, co naturalne – a następnie na siłę chce się reanimować to, co już zostało zniszczone i bezpowrotnie zalane cementem, również ludzkie mózgi.

100_8312

Nowa dyrektorka lubelskiego Muzeum na Zamku doskonale wpisała się w ponowoczesny brak estetyki – rozpinając na ogrodzeniu budynku dziesiątki bannerów, reklamujących aktualną wystawę. Wypadałoby chyba poprosić ją o umiar…

Przy takim sposobie funkcjonowania „animatorów kultury” – artyści-indywidualiści, ci prawdziwi, stają się zbędni. Liczą się hasła i dyżurni – zawsze posłuszni i dyspozycyjni wobec tych, co płacą – zabawiacze, zaspokajający chwilowe potrzeby mas.

 

Mariusz Kiryła

Zdjęcia:

Agnieszka Brytan,

Mariusz Kiryła,

Lech L. Przychodzki,

Jacek Zalewski

 

 

 

What Next?

Related Articles

One Response to "KULTURA HASEŁ"

  1. Kuba napisał(a):

    Jakie czasy taka sztuka, jaka sztuka takie czasy. Dzisiaj zwykły etatyzm , nepotyzm , kolesiostwo, bezmyślność i „hajs” miesza się z zimną kalkulacją czy też ambicjami elitarności. W hitlerowskich Niemczech jak i w stalinowskiej Rosji obowiązywał jeden, niepodważalny schemat kultury i sztuki, a co za tym szło cała machina administracyjno finansowa. Nie inaczej jest w obecnym czasie- postmodernistycznej rzeczywistości. Władza-Państwo-Centrala (brukselska, warszawska) daje pieniądze na kulturę i niejako samoczynnie tworzy się coś na kształt „Stowarzyszenia Pisarzy Radzieckich”. W takim to już jesteśmy -od dziesiątków lat -chocholim tańcu, jak nie z Moskwy to z Berlina idzie kaganek oświaty. A kto nie pasuje to ODMIENIEC, to NIEISTNIEJE, czyli na wewnętrzną emigrację… albo do szpitala wariatów. Zresztą każdy kto chadza własnymi ścieżkami nie podoba się kulturze sterowanej centralnie. Mniemam zresztą, że według „środowisk” i salonów kontestowanie istniejącego stanu rzeczy-jak nigdy chyba dotąd- świadczy o naiwności i życiowej nieporadności. Natomiast o ironio, forma prowokacji stałą się w obecnej sztuce pustą sztampą, zastępując paradoksalnie XIX- wieczny akademizm. Zwykła ignorancja, chorobliwe „parcie na szkło” oraz braki warsztatowe to „atuty” wielu wziętych współczesnych artystów. Na marginesie można zauważyć, że naziści nie tolerowali indywidualizmu i dlatego na wszystko co nie pasowało do schematu stworzono pojęcie entartete kunst – „sztuka zdegenerowana”. Koło historii toczy się jednak paradoksem i estetykę wojowników Arno Breckera zastąpiły obowiązujące w dzisiejszej sztuce „zagadnienia gender” oraz pluszowe misie w towarzystwie masturbatora i Ikony Matki Boskiej; autentyzm jak i twórcza szczerość stały się obecnie stygmatem porównywalnym –właśnie-do nazistowskiego entartete kunst. W Obecnie powstają jak grzyby po deszczu takie instytucje jak Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, a wszystko za pieniądze podatnika. Ministerstwo kultury nie żałuje środków. Potężne przestrzenie, beton i rozmach. Na ścianie budynku widnieje napis, iż „obecnie obserwujemy boleśnie pogłębiającą się przepaść pomiędzy twórcą a odbiorcą”. Zaiste złota to myśl. Niestety jednak, jak jedyne co ma się do zaoferowania to balangi towarzystwa wzajemnej adoracji oraz plastikowe jelenie owijane lampkami na choinkę, na modłę berlińskich galerii ( bo jak wiadomo my Polacy gęsi i swojej sztuki mieć nie możemy) to trudno się dziwić , iż „przepaść” się powiększa… i powiększa. I aż się prosić sparafrazować Witkacego, że ta demokracja cholernie szkodzi sztuce, ta cała armia miernych biurokratów i koniunkturalistów napinających się do roli kuratorów jak też znawców tematu. Czy jest możliwe, aby jakiś nowy Duchamp wniósł pisuar, by zdyskredytować śmieszność współczesnych przybytków kultury? Problem może polega tylko na tym, że obecnie w przestrzeniach wystawowych, przeznaczonych na promowanie tzw. sztuki współczesnej, przeważnie królują pisuary jak też ludzie powielający bezmyślnie kalki z napisem awangarda. Chcą szokować, ale jedyne co potrafią to prowokować bigotów, uderzając w symbole wiary jak i treści uznawane za patriotyczne czy tradycyjne. Niestety kotlet odgrzewany po raz setny źle smakuje, a dadaiści, bitnicy, hipisi jak i punkowcy wywarzyli już wszystkie możliwe drzwi społecznych prowokacji. Może nadszedł najwyższy czas na autorefleksje… by „przepaść” się dalej nie powiększała, a nasze pieniądze nie szły na kolejne monumentalne „centra sztuki współczesnej”, spełniające li wyłącznie funkcję lustra dla narcystycznych ( jak i hermetycznych) koterii.

Leave a Reply

Submit Comment

*