niedziela 19 Styczeń, 2020
Headline

Łatwo jest pluć na Wałęsę, trudniej na siebie! (2)

Nasuwa się inne ważkie pytanie: jak to się stało, że jego duchowni promotorzy z JP II włącznie, nie dostrzegli tych kardynalnych przywar i słabości, cechujących małego człowieka? Człowieka, który dziś broni się przed atakami na własną osobę, kryjąc swoich oprawców (wiedząc być może, iż tak trzeba?): Taki śmieć Cenckiewicz rozlicza Wałęsę, pier… dolony wnuczek SB-ka. Oriana Fallaci – włoska dziennikarka i pisarka, wspomina swój słynny wywiad z Lechem Wałęsą. Wałęsa nie podobał się jej jako człowiek, ale musiała kłamać w dobrej sprawie: albo przysłużyć się Rosjanom i napisać, że Wałęsa jest prymitywnym, podstawionym człowiekiem, albo pomóc walce o odzyskanie demokracji i napisać, iż „Lechu” jest w porządku. Wybrała kłamstwo.

Z wywiadu z Wałęsą zapamiętała jeszcze jego niewyobrażalną pychę: On był wtedy taki pewny swego, taki nadęty, że powiedział jej: »Zobaczy pani, że ja zostanę prezydentem«. Czyli już  w marcu 1981 r., siedząc wygodnie we własnym mieszkaniu, jakby patrząc w czarodziejską kulę – Wałęsa wiedział, co go spotka. Jego towarzysze-promotorzy mieli dla lidera „S” gotowy scenariusz, przyszłość dla niego i całej tej fikcyjnej opozycji, która jest dziś przeciwwagą dla układu post-pezetpeerowskiego.

Co z tego że z Sejmu wygoniliście „dziadków” z betonu… Ludzie SLD jak prawdziwi cwaniacy, dalej wyłudzają VAT na 42 miliardy rocznie. Ta mafia wywodzi się z PRL! Bronią jej sędziowie rodem z PRL! Chronią ją media i redaktorzy, rodem z PRL! Na ulice wychodzą również „niezadowoleni”, dziś na budżetowych – suto opłacanych wakatach – mentalnie ciągle w PRL!

PRL wyprodukowała  Wałęsę do prostej destrukcyjnej roboty, ale komuniści nie chcieli rozlewu krwi i rolą Wałęsy było gaszenie nastrojów rewolucyjnych. Zaczęło się już w grudniu 1970 roku, kiedy Wałęsa starał się nie doprowadzić do przelewu krwi, wzywając robotników do nie wychodzenia na ulice Gdańska. Jego postawa jest koncyliacyjna, nie rewolucyjna. Wałęsa gaszący strajki (ostatni raz przed „zwycięstwem” – w roku 1988), przeciwstawiający się radykalizmowi i jego eksponentom, ogrywa Gwiazdę i Kuronia – tak gnębionego przez aparat PRL.  Ta „zdrada” ideałów Solidarności to także umiarkowani doradcy i Kościół katolicki ze Stefanem Wyszyńskim i Józefem Glempem na czele, którzy wszystko gasili, a gdy trzeba było – kierowali na złe tory.

Jedynie słuszne postulaty wynosili wtedy związkowcy z „dołów” (WZZ), które chciały wtedy „poprawić socjalizm” w duchu trockizmu i samorządowej, antypaństwowej utopii. Środowiska KOR już wtedy widziały siebie u władzy i nie był to tylko proroczy sen. Anna Walentynowicz jasno się do tego ustosunkowała. „MYŚMY NIE CHCIELI ŻADNEGO KOR-u!”. Za to KOR chciał już podczas Festiwalu Solidarności podpalać Polskę, co w konsekwencji doprowadziło by do interwencji sowieckiej i krwawej łaźni, o wiele gorszej niż stan wojenny. Bajki o tym, iż Sowieci wchodzić nie zamierzali, są dla młodzieży. I to nie najbardziej lotnej… Ale historię piszą ci, co u żłobu… Toteż milczy się skutecznie o studenckiej kontrkulturze l. 70. XX w., choć to ona, nie KOR, wpłynęła na zmianę świadomości Polaków i pozwoliła im na społeczne przebudzenie latem 1980 r. KOR i ROPCziO zawłaszczyły ten fragment dziejów, którego były realnie epizodem – i to utrzymywanym za pieniądze CIA i Watykanu.

Robotnicy z „dołów” nie zdawali sobie sprawy, że pomysły, jakie rodziły już się w głowach inteligentów i resortowych kadr były zbieżne, dlatego KOR z Kuroniem na czele – chciał wyeliminować Wałęsę przy pomocy informacji o jego związkach z SB (o których wiedziało wielu, ale KOR miał może na to papiery?). Być może już wtedy zaczęła się wojna na górze o przyszłe stołki (nikt by się nie spodziewał, iż z odległego mirażu ludzi tych życie = historia = służby wyniesie na piedestał). Ci, co walczyli o lepszy socjalizm poszli na manowce historii (Gwiazdowie, Anna Walentynowicz, Kornel Morawiecki, Janusz Waluszko). Za to pozostali, kiedy trzeba było, potrafili się zjednoczyć grając w jednym teamie (KOR i „doradcy” oraz druga Solidarność, to oni zasiedli do Okrągłego Stołu)! Magdalenka i Okrągły Stół trwają nadal, tzn. trwają i realizowane są poczynione wówczas ustalenia. Polska scena polityczna (o gospodarce teraz nie mówię) – być może zgodnie z ustaleniami – została zabetonowana przez układ i skanalizowana w obszarze każdej niemal sfery: od prawicy w postaci PC/PiS, poprzez socjalistycznych demokratów w stylu postkomunistycznej SLD oraz postsolidarnościowej UD/UW/demokraci a dziś przez liberałów w postaci KLD/PO i po części .Nowoczesną, skrajnych i prawdziwych liberałów w postaci ruchów J. Korwin-Mikkego, itd. Nie wiem, na ile zostało zinfiltrowane środowisko narodowe, ale przyjmując tą pierwszą opcję, takie ZCh-N nasycone agenturą komunistyczną, było tylko namiastką narodowców. Tak więc – jeżeli taka jest prawda – to dalej nami rządzi układ magdalenkowo-okrągłostołowy pod patronatem wschodnich i zachodnich środowisk z obszaru finansjery i korporacji. Dzisiejsza odsłona  rządu PiS-u jest kolejnym aktem owego porozumienia.

Jednak oddać należy Jarosławowi Kaczyńskiemu, że bracia Kaczyńscy wyłamali się z tego porozumienia już w 1991, idąc politycznie w swoją stronę a okopując się w twierdzy ostatecznie po upadku rządu J. Olszewskiego. Za taką interpretacją przemawia niemal 25-letnia polityka nienawiści polskojęzycznych mediów wobec obydwu braci (prowadzących mimo wszystko politykę wasalizmu, daleką od rewolucji Viktora Orbana), zakończona niespodziewaną (?) katastrofą smoleńską. Pamiętajmy, iż Jarosław Kaczyński też miał lecieć do Katynia, podobnie jak Antoni Macierewicz… Nie polecieli i tylko przez przypadek – nie zginęli. (Cdn.)

Roman Boryczko,

luty 2017

 

 

 

What Next?

Related Articles

2 komentarze to "Łatwo jest pluć na Wałęsę, trudniej na siebie! (2)"

  1. Zbigniew napisał(a):

    Miły Panie, ciekaw byłbym rozwinięcia Pańskiego zdania:

    milczy się skutecznie o studenckiej kontrkulturze l. 70. XX w., choć to ona, nie KOR, wpłynęła na zmianę świadomości Polaków i pozwoliła im na społeczne przebudzenie latem 1980 r. KOR i ROPCziO zawłaszczyły ten fragment dziejów, którego były realnie epizodem – i to utrzymywanym za pieniądze CIA i Watykanu.

    Konkretnie chodzi o ten wątek dorobku kontrkultury, to byłoby ciekawe.

  2. Kuba napisał(a):

    Jakiekolwiek pewne twierdzenie, na temat tego co wpłynęło na zmianę świadomości Polaków jest moim zdaniem obarczone dużym ryzykiem, by nie powiedzieć z założenia błędem. Mój znajomy, którego ojciec był w czasach komuny powiedzmy artystą estradowym, a konkretnie reżyserem teatralnym, zapytał swojego ojca po latach, dlaczego oni ( środowisko teatralne)nie widzieli tego jak się rozmienia na drobne ideały Solidarności. Ojciec mu odpowiedział, że „oni” byli wtedy młodzi, mieli dość tego „syfu”, szarości, proszenia się o paszport, chcieli po prostu zmiany. Nikt wtedy, może poza nielicznymi jednostkami, nie wnikał w meandry polityki światowej i jej przełożenia na zmiany w Polsce. Gdyby Pan zapytał prostego robotnika z Huty im. Lenina, czy stoczniowca z Gdańska, czego oczekiwali , to paradoksalnie odpowiedzieliby podobnie jak przeciętny inteligent. Nikt nie wiedział kim są naprawdę ludzie pokroju Geremka, Balcerowicza, Michnika, czyje interesy reprezentują.
    W połowie lat 80., jako „wczesny”nastolatek, pojechałem z rodzicami do Frankfurtu nad Menem. Doświadczyłem tam swoistej epifanii, że jest taki świat. Szczerze wtedy znienawidziłem „socjalizm”, właśnie za tą szarość , puste sklepy, za ten „syf”. Też chciałem żeby u Nas było inaczej. Ameryka była dla zdecydowanej większości w Polsce w latach 80. ziemią obiecaną, ostoją wolności,demokracji i dobrobytu…o ironio.

    ***
    I taka dygresja.
    Kultura do 89. była w miarę zarządzana centralnie ( choć istniał wbrew pozorom pewien margines wolności), ale po 89. -moim zdaniem-została całkowicie przekazana w ręce Adama Michnika. Osobiście uważam, że autentyczna kontrkultura nie przekłada się na nic, jeśli chodzi o głębsze zmiany społeczne, już nie mówiąc o politycznych. Jest to pewnego rodzaju mit, utrwalany przez środowiska przychylne władzy, a pokrywający się niestety z pewnym idealistycznym i utopijnym marzycielstwem jednostek. Sam kiedyś w to wierzyłem, niemniej rzeczywistość, z czasem, obnażyła prawdziwe mechanizmy kształtowania „kultury”.Władza dba o artystów TYLKO wtedy jeżeli pomagają oni legitymizować taki czy inny porządek, nawet jeśli w grę wchodzi oszustwo na niebotyczną skalę, jak „upadek komunizmu” czy Okrągły Stół.”Kontrkulturę” chwali się po czasie, ale tylko pod warunkiem, iż nie sypała ona piachu w tryby „dobrych zmian”. Kontrkulturę tworzy natomiast każdy, kto ma odwagę mówić rzeczy niewygodne wbrew obowiązującym trendom, za cenę często intelektualnej emigracji i osamotnienia. Tak było chociażby z Herbertem, który jako jeden( a może jedyny) z nielicznych intelektualistów tego formatu , zakwestionował „autentyczność” Okrągłego Stołu. Herberta nie dało się całkowicie zamieść po dywan, bo jednak nie ten format. Udało się natomiast GW wykreować inne autorytety potwierdzające tezę. Jeśli zaś chodzi o prawdziwych kontestatorów i twórców kultury niezależnej, jednak „bez takiego nazwiska”, to wystarczyło tylko udawać, że nigdy nie istnieli. Ale to Pan świetnie zapewne wie.

Leave a Reply

Submit Comment

*