piątek 06 Grudzień, 2019
Headline

Maciej Bartków i jego książka „Werwolf na Górnym Śląsku” w Centrum Inicjatyw Społecznych w Rudzie Śląskiej

DSC_0660Maciej Bartków – dziennikarz, publicysta, pasjonat historii – przybył do Centrum Inicjatyw Społecznych na zaproszenie pani Agnieszki Płaszczyk, kierownika tejże placówki kulturalnej, aby opowiedzieć o trudnej drodze powstawania książki, a także o tym – czym były struktury partyzanckie Wehrwolfu. Podczas prelekcji przedstawił czas powstawania tej tajnej organizacji, a także kim byli ludzie, którzy stworzyli struktury tych jednostek.

Efektem żmudnego, trwającego kilka lat śledztwa, jakie przeprowadził Maciej Bartków jest książka, opierająca się całkowicie na materiałach źródłowych. Jego determinacja a także wrodzona solidność i rzetelność sprawiły, że publikacja ta stanowi przełom, biorąc pod uwagę temat przez lata był przemilczany, a liczne drażliwe fakty po prostu „zamiatano pod dywan”.

Bartków przeprowadził mnóstwo spotkań, dziesiątki wywiadów, odwiedzając wielokrotnie archiwa IPN… Tym samym doprowadził do odnalezienia setek nieznanych dotąd dokumentów, wiele z nich obala całkowicie dotychczasową wiedzę na temat Wehrwolfu. Przy tej okazji należy wspomnieć iż dziennikarz jest także autorem książek, z których na szczególną uwagę zasługują między innymi „Tajemnica Szybu Południowego” oraz „Werwolf* – propaganda PRL”. Więcej na www.technol.anv.pl

 

Wilcze stada na Górnym Śląsku

 

„Werwolf znaczy wilkołak”

Zadaniem niemieckich organizacji partyzanckich było utrudnianie marszu aliantów na Berlin. W razie ewentualnej klęski Niemiec, oddziały niemieckiego podziemia – wzorujące się na polskiej partyzantce, miały prowadzić akcje dywersyjne z użyciem broni i materiałów wybuchowych.

DSC_0647

PODRĘCZNIK NIEMIECKICH PARTYZANTÓW. NA ZDJĘCIU TAK ZWANA ,,LISIA JAMA” – PRZYKŁAD JEDNOOSOBOWEGO SCHRONU

Latem 1943 roku – wspominał Bartków podczas prelekcji – Heinrich Himmler zwołał tajną naradę, w której brało udział kilku wysoko postawionych urzędników państwowych III Rzeszy, obecni byli także oficerowie SS. Wtedy to powstał plan „W II” („Wehrwolf”). Jesienią 1944 roku odbyła się kolejna narada, podczas której postanowiono zmienić i zmodyfikować plan poprzedni, uzupełniając jego treść o prowadzenie walki podziemnej w przypadku okupacji Niemiec przez aliantów. Ojcem tego przedsięwzięcia stał się Reinhard Gehlen. To on opracował plan, wzorujący się na strukturach podziemnej walki polskiego ruchu oporu. Korzystał przy tym z materiałów, zgromadzonych przez warszawskie Gestapo. Doświadczenia walki podziemnej czerpano z dokumentów, przejętych po stłumieniu Powstania Warszawskiego. Wiedzę na temat walki podziemnej czerpano także z dokumentów AK. Nigdy jednak Wehrwolf nie urósł do takiej wielkości jak Armia Krajowa.

Autor artykułu „Werwolf na Górnym Śląsku” patrz (www.pogromcymitowhistorii.pl / werwolf –na – gornym – slasku), Tomasz Borówka pisze: […] W sieci” żądnych wykazania się sukcesem organów bezpieczeństwa nieraz dostawali się nie mający nic wspólnego z dywersją dezerterzy z Wehrmachtu, nastolatki z HJ, czy prości ludzie, którym na siłę przypisywano członkostwo w Werwolfie, do którego – a jakże – sami się przyznawali. Werwolf podkreśla autor w dalszej części artykułu po prostu był przydatny komunistycznej propagandzie […].”

DSC_0654

Był to temat sprzyjający represjom wobec rzeczywistych struktur polskiego podziemia niepodległościowego. Innymi słowy ówczesne władze celowo wrzucając obydwa tematy do „jednego worka” i nazywając je bandytyzmem, zacierały różnice pomiędzy Werwolfem a ,,Żołnierzami Wyklętymi”. Prawdą jest, że Wehrwolf istniał, nigdy jednak nie urósł do potęgi tak wielkiej chociażby, jaką były polskie bojowe struktury podziemia niepodległościowego.

W ostatnich dniach wojny na Górnym Śląsku wylądowali niemieccy spadochroniarze. Ich zadaniem było utworzenie oddziałów partyzanckich wiernych III Rzeszy. Tylko niewielu ocalało, los większości z nich pozostaje nieznany. W planach oddziałów było organizowanie poważnych akcji dywersyjnych, takich jak wysadzanie mostów czy ataki na obiekty militarne. W tym celu opracowany został podręcznik zatytułowany „Wskazówki dla partyzantów”, w którym w precyzyjny sposób określano, jak powinien zachować się „partyzant” na ziemiach przejętych przez wroga, na licznych ilustracjach pokazywano sposób maskowania, rodzaje okopów chroniących żołnierzy itd.

DSC_0662

Znane są przypadki działalności grup niemieckiego podziemia na terenach ówczesnego powiatu pszczyńskiego. Jak wynika z dokumentacji archiwalnej w kwietniu 1945 roku zaobserwowano kilka przypadków zrzutów spadochronowych niemieckich dywersantów.

Jak informował ówczesny starosta pszczyński, odnaleziono na terenach pobliskich łąk cztery skrzynie, zrzucone na spadochronach. Dwie z nich zawierały broń automatyczną, trzecia chleb, czwarta konserwy i papierosy. W dalszej części raportu czytamy, iż podczas akcji jeden ze skoczków został zabity. W tym czasie został także wykryty aparat nadawczo-odbiorczy w lasach niedaleko miejscowości Tychy. Podobne zrzuty zostały odnotowane 15. kwietnia tego roku na terenie Wyr, Orzesza i Lędzin. W większości przypadków dywersanci zostali ujęci, kilku udało się zbiec. Wiadomo, że podobna działalność była znana na terenie Zabrza i Gliwic. Więcej nieznanych faktów poznamy, czytając książkę autorstwa Macieja Bartków „Werwolf na Górnym Śląsku”.

 

*Werwolf pisownia spolszczona 

Tadeusz Puchałka

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*