poniedziałek 06 kwietnia, 2020
Headline

Kim musi zginąć w imię demokracji!

100 dni prezydenta Ameryki Pn., Donalda Trumpa, już za nami. Nazywany przez oponentów „agentem Moskwy” raczej z gracją wywinął się z tego określenia. Polska zyskała amerykańskie bazy bojowe na terenie naszego kraju ,lecz widząc nadchodzące prawo anty emigranckie jakie szykuje USA raczej trudno będzie oczekiwać zniesienia wiz dla Polaków. Trump miał postawić na lepsze stosunki z Rosją – lecz tę deklarację szybko zmienił. Wygląda na to, iż sankcje gospodarcze, nałożone na Rosję za aneksję Krymu i pomoc na Ukrainie dla zbuntowanych republik będą nadal stosowane. Donald Trump po ataku chemicznym w Chan Szajchum, miejscowości, leżącej w kontrolowanej przez siły milicji islamskich i Al Khaidy prowincji Idlib na północnym zachodzie Syrii, oskarżając siły rządowe i samego prezydenta Baszszara Hafiz al-Asada zastosował wariant nagłego ataku. Siły syryjskie twierdziły, że owa katastrofa chemiczna była skutkiem zbombardowania przez siły rządowe budynków, gdzie produkowana była przez siły anty-asadowskie broń chemiczna i uzdatniana ta ze składów, pochodzących z Iraku. Goszcząc delegację z Chin Donald Trump pokazał pozę „twardziela” i podjął decyzję w wąskim gronie swoich współpracowników o zbombardowaniu syryjskiej rządowej bazy Szajrat. Wcześniej o tym fakcie zostali poinformowani Rosjanie, mający bazy na terenie Syrii, między innymi dzięki czemu Syryjczycy zdążyli usunąć z lotniska wszystkie swe nowoczesne samoloty. To był akt bezmyślny, w wykonaniu Trumpa – ale nie jedyny. Donald Trump stał się teraz zakładnikiem swoich oponentów jako niesforny szeryf, działający pod wpływem impulsu. Wie, że działania zbrojne to biznes raczej bardzo wątpliwy, ale za to bardzo intratny i pokazuje światu, iż znów wkraczamy w erę wojny!

W rozmowie z prezydentem Rosji przyznał, iż bestialstwa wojny w Syrii przekroczyły wszelkie granice, acz nadal brnie w retorykę zimnowojenną. Sam atak zresztą był aktem, pozbawionym ram prawnych. Agresja na Syrię podjęta została w sprzeczności z prawem międzynarodowym (brak sankcjonującej rezolucji ONZ) i wewnętrznym amerykańskim (brak zgody parlamentu USA). Do tego dochodzą doniesienia od Hillary Clinton, która z wrodzonym sobie wdziękiem, stwierdziła że przeforsowana przez nią interwencja w Libii „była pomyłką”. Również Colin Powell przyznał, iż mylił się odnośnie substancji w słynnej fiolce, którą potrząsał swego czasu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, prezentując ją jako „broń masowego rażenia Saddama Husseina”. W rezultacie tych „błędów” zniszczeniu uległy dwa państwa (Irak & Libia) a śmierć poniosło wiele milionów niewinnych ludzi. Z gracją baletnicy znikają całe narody, unicestwiane w imię amerykańskiego ładu.

Dziś na celowniku znalazł się ostatni dyktator z ostatniego komunistycznego, izolowanego w bezwzględny sposób państwa – państwa skansenu, państwa utopii. Korea Północna i jej boski przywódca Kim Dzong Un trwają na swym stanowisku od lat. Świat polityki, świat mediów, jak również wojskowi uważają przywódcę Korei Północnej za osobę chorą umysłowo, oderwaną od rzeczywistości, brnącą w dyktaturę szaleńca. Ostatnie 25 lat były ciężkie dla kierownictwa w Pjongjangu, które zmagało się z masowym głodem, utratą wszystkich sojuszników, oprócz coraz mniej ugodowych Chin, walką z supermocarstwem (USA)… Gdy na spokojnie przyjrzymy się Korei Północnej, zobaczymy państwo rządzone klanowo i klasyczną dyktaturę, która stara się przetrwać, mimo że cywilizacja wokół poszła tak daleko.

Kim Dzong Un nie zwariował a jest po prostu racjonalistą, wykorzystującym wszelkie atuty, które posiada. Jest dyktatorem, toteż musi uważać na czynniki zewnętrzne – tych jest najwięcej, ale też i wewnętrzne. Bez czytelnych sygnałów wielu generałów ląduje w obozach, bądź przed plutonem egzekucyjnym – niedawne zabójstwo na lotnisku w Kuala Lumpur Kim Dzong Nama, brata przyrodniego Kim Dzong Una, który też mógł być częścią jakiegoś spisku, pokazuje – jaką drogą kroczy dyktator. Dyktator musi też cały czas balansować w stosunku do swoich poddanych – ci od lat są na skraju ubóstwa, a trzeba dodać, że świat zewnętrzny usilnie dąży by „prawda” do nich dotarła. Przemycane są urządzenia dvd, balonami wypełnionymi helem transportowane są filmy dvd i wiadomości na pendrive’ach. Kim Dzong Un wie, iż jego jedynym atutem jest atom. Nie chodzi nawet o wojnę z całym światem, bo takiego konfliktu ten mały kraj nie jest w stanie przetrwać – chodzi bardziej o fakt trwania na swojej okopanej pozycji. Nie jest to łatwe i w ostatnim czasie reżim w Korei Północnej dostał ofertę nie do odrzucenia. Korea Północna ma zrezygnować z programu nuklearnego, otworzyć się na zagraniczne inwestycje, przyjąć programy, oferowane przez Bank Światowy i MFW. Kim Dzong Un pamięta dobrze, że identyczne postulaty wcale nie tak dawno przyjęła Libia, rządzona ówcześnie przez znienawidzonego „sponsora światowego terroryzmu” – Muammara Kadafiego. Kadafi chciał, by ludy Afryki zjednoczyły się pod jego przywództwem. Pragnąc wyprowadzić je z biedy i głodu rozpoczął wielki projekt irygacyjny a gwoździem do jego trumny stała się deklaracja wybicia dinara w złocie i odejścia od parytetu dolara i francuskiego franka. Rząd Francji dozbroił rebeliantów a w zamian zażądał 35-procentowego dostępu do libijskich złóż ropy. Na jaw wyszły też prywatne kontakty Kadafiego z ówczesnym prezydentem Francji, Nicolasem Sarkozy’m i fakt, że ten w poprzedniej kampanii przed wyborami z 2007 r. dostał od libijskiego dyktatora 50 mln euro (200 mln zł). Do Trypolisu jeździły prawdziwe pielgrzymki. Sarkozy jakoś nie brzydził się brudnymi pieniędzmi dyktatora, skoro mogły mu pomóc w zdobyciu prezydentury. Kolejną chrapką dla obalających reżim pułkownika Kadafiego był fakt, iż zgromadził on niezliczone bogactwa oraz rezerwy złota i srebra (po ok. 143 ton). Amerykanie, będący pod wrażeniem porozumienia z Libią w sprawie rozbrojenia nuklearnego, apelowali do północnokoreańskich przywódców, by uczyli się od tego kraju.

I Korea Północna  nauczyła się, nie ma co do tego wątpliwości, ale przyswoiła sobie całkiem inną lekcję: wojnę na pustyni, strefę zakazu lotów i zmasakrowane zwłoki Muammara Kadafiego, pokazywane ku przestrodze. Kim Dzong Un, jak widać, nie zwariował, broni się i używa takich samych metod, co kraj, określający się jako „krzewiciele pokoju, ładu i światowego szczęścia”. (Cdn.)

Roman Boryczko

 

Leave a Reply

Submit Comment

*