wtorek 16 Lipiec, 2019
Headline

Na zgliszczach pomników

Polscy politycy w pogłębiającej się niemocy państwa, rozrastającej się biurokracji i „demokracji partyjnej”, czyli luksusów dla wybranych – postanowili wziąć się za łby, zasłaniając tym swoją niemoc. Wszystkie awantury, zarówno ta pierwsza, która dotyczyła Trybunału Konstytucyjnego, jak i ostatnia, wywołana ograniczeniem praw dziennikarzy w sejmie oraz niezgodnym z procedurą głosowania w polskim parlamencie uchwaleniem budżetu na rok 2017, są tylko grą i zabawą „prawicy” o różnych odcieniach, na siłę pragnącej się czymś wyróżnić.

Wszelkie spory można oczywiście szybko rozwiązać, ale po co, skoro na takim konflikcie można płynąć miesiącami, przykrywając wszelkie nieudolności. POPiS to już przeszłość? Wolne żarty! Kiedy trzeba – obie partie „prawicowe” potrafią napsuć tyle, ile się da! Tyle, że jedna robi to w imieniu Niemiec, druga w imieniu USA i jak widzimy dziś po Chanukowych świecach – w imieniu Izraela. Strony te bowiem niejeden raz zgodnie głosowały w sprawach dla Polski najistotniejszych – m.in. na rzecz faszystowskiej Ukrainy czy baz NATO w Polsce – zgodnie popierały i popierają antyrosyjską politykę Warszawy, permanentną – obejmującą ludobójstwo chrześcijan – wojnę USA-UE-Izraela-NATO na Bliskim Wschodzie. Zgodnie też – ratyfikowały w 2009 roku – gdy zasiadał w sejmie nie tylko PiS, ale również trzon obecnej opozycji – podpisany przez Lecha Kaczyńskiego antychrześcijański Traktat Lizboński. Problemem takiego zarządzania krajem jest widoczny obraz bezsilności i słabości jego sterników i decydentów. U jednych wzbudza to śmiech (Rosja), ale innym dodaje wiatru w nacjonalistyczne żagle (Ukraina). Pamiętajmy, że jeszcze niedawno płonęły wsie a sąsiedzi gotowi byli to czynów niegodnych.

Polacy przez wiele lat oskarżani byli o antysemityzm i wspieranie (jak argumentują dziś Niemcy) zupełnie dobrowolne i ochocze ideologii rasowej i planu eksterminacji osób niższych rasowo (o dziwo, przecież Słowianie również do nich się zaliczali). W sporze o Jedwabne zabierają głos archeolodzy, historycy, arytmetycy (od liczenia pomordowanych), wreszcie moraliści. 10. lipca 1941 r. część mieszkańców miasta Jedwabne plus wielu mieszkańców sąsiednich miejscowości (przybyłych w tym celu raczej pod karabinami) przy asyście wojska i prawdopodobnie ukraińskich jednostek SS – przystępuje do pogromu Żydów. Pani Hieronima Wilczewska miała wtedy 8 lat i wie, co widziała. Staruszka stanowczo twierdziła, że jednak nie Polacy byli sprawcami tego mordu, ale Niemcy w czarnych mundurach – jak wynika z jej wypowiedzi – SS i Gestapo. Być może nie tylko Niemcy. W ciągu 6 dni, przechodząc wielokrotnie lub przystając obok stodoły, która stała się miejscem kaźni Żydów z Jedwabnego, pani Hieronima była naocznym świadkiem niemieckiego mordu, tragedii i konania tych ludzi, co ciągnęło się niemiłosiernie. Zapędzonym przez SS i Gestapo do stodoły Żydom kazano wchodzić i układać się warstwami na sobie z powodu braku miejsca. Niemcy wrzucali następnie małe żydowskie dzieci na samą górę. Straszliwe bestialstwo, całkowity brak zasad i upadek człowieczeństwa. Czy Polacy brali w tej rzezi udział, czy byli biernymi obserwatorami – nie ma już teraz większego znaczenia. Liczy się kontekst wydarzeń. III Rzesza, jako krwawy okupant sprawowała wtedy nad tym terenem kontrolę nie tylko formalną, ale i faktyczną: umundurowane formacje niemieckie były na miejscu jako forma ochrony i jako oprawcy. W dodatku, jak się wydaje, raczej zachęcały do rzezi, a może nawet ją organizowały i czynnie pomagały – niż powstrzymywały zbrodniarzy. Ponadto do zbrodni zachęcała jedyna i słuszna ideologia narodowych socjalistów. Polskich chłopów możemy jedynie winić moralnie, kiedy mogli a nie pomogli rodzinom żydowskim w jeszcze większym stopniu, dając im ocalenie. Nie zapominajmy jednak dekretu hitlerowców, który mówił, że za ukrywanie Żyda ginie cała polska rodzina. To nie były żarty. Żydzi domagali się od Polaków przeprosin i takie uzyskali – 10. lipca 2006 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski stanął przed kamerami i solennie przeprosił. Jednak to nie Polak powinien za tę zbrodnie przepraszać a Niemiec Hieronima Wilczewska , ówczesny prezydent Republiki Federalnej Niemiec) – w linii prostej potomek państwa, które wywołało wojnę i wprowadziło w życie Holocaust. Polacy byli niewolnikami zbrodniczego okupanta. Nie istniała żadna siła państwowa (państwa polskiego), która mogłaby temu prawnie i politycznie zapobiec, nawet marionetkowej Generalnej Guberni! Żadne też państwo polskie – ani rząd londyński, ani tzw. państwo podziemne – nie miało żadnej możliwości, by przeszkodzić w tej zbrodni. Nie było tam żadnych umundurowanych i uprawnionych do działania polskich policjantów ani żołnierzy. W roku 2006 Państwo Polskie mogłoby zrobić w tej sprawie tylko jedno – nie przepraszać a korzystając z precedensu norymberskiego (że zbrodnie ludobójstwa nie ulegają przedawnieniu), znaleźć polskich zbrodniarzy z Jedwabnego (jeśli jeszcze żyją i jeśli nie zostali już raz skazani – a zostali: przez sąd w PRL – non bis idem!) i skazać ich za tę zbrodnię.

Jednak okazało się inaczej i nie tylko, iż musieliśmy posypać sobie głowę popiołem, ale też i swe emocje trzymać na wodzy, mając nad głową… prawo karne. Za „Nie przepraszam za Jedwabne” skazano (słusznie czy niesłusznie) skrajnie prawicowych bojówkarzy z Białegostoku, przyklejając wyrok do paragrafu o mowie nienawiści  oraz nawoływaniu do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych. Białostocczanie otrzymali 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz kary po 500 zł grzywny. (Cdn.)

Roman Boryczko,

styczeń 2017

.

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*