niedziela 16 Czerwiec, 2019
Headline

Nieznośna lekkość iluzji – czyli ile „demokracji” w Demokracji

To czas, kiedy moja pięcioletnia córka zaczyna zadawać pytania, trudne pytania: co to są „argumenty”, co to są „fakty”? To czas, kiedy otwarty i czysty umysł zmusza stary, nieco usztywniony, do konfrontacji z istotą pojęć, z naturą znaczeń. Zapewne niedługo zapyta mnie, czym jest „demokracja” i dlaczego żyjemy w Demokracji?  Czasami myślę, że to tylko rytuał wrzucania kartek do pudełka z wąskim otworem, nazywanego – niekoniecznie symbolicznie – urną wyborczą, pojemnika, gdzie kończą swój żywot nadzieje wyborców. I może nic więcej, nic ponad to. Według wiedzy książkowej, „demokracja” to władza w rękach ludu; możliwość oddziaływania każdego obywatela na kształt państwa we wszystkich jego przejawach i aktywnościach, poczynając od sądownictwa a kończąc na kształcie szkolnej edukacji czy armii. Jak wiadomo – ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością, podobnie jak książkowa definicja psychiatrii z tym, czym ona się obecnie zajmuje.

W praktyce społecznej, rodzinnej czy zawodowej demokracja nie istnieje. Wojewoda nie uzgadnia z portierem budżetu, ordynator nie konsultuje ze wszystkimi pracownikami szpitala diagnozy, podobnie jak rodzice nie radzą się pięciolatki, jaki wziąć kredyt. Tłumacz nie pracuje nad przekładem ze swoją całą rodziną, znajomymi i sąsiadami. A jeżeli „demokracja” nie istnieje? Jeśli jest tylko zbiorowym wyobrażeniem, pewnym mitem na temat marginesu wolności oraz praw, o które i tak nieustannie musimy zabiegać. Może słowo „demokracja” stało się hipnotyzującą mantrą, odwracającą jedynie naszą uwagę od istoty problemu. Przecież najważniejszymi komponentami życia społecznego są kompetencje konkretnych ludzi, ich uczciwość i odpowiedzialność. Po prostu Etos. Czyż nie jest tak, że najgorsze prawa będą sprawiedliwe wśród ludzi mądrych, jak też wśród ludzi głupich najlepsze prawa staną się pospolitym łajdactwem (?).

W rzeczywistości politycznej, dzisiejsza Demokracja to nic innego jak barometr nastrojów tłumu. Jaka była ta „ateńska” – nie wiem, znam tylko model opisowy, a jak wiadomo modele opisowe swoje a życie swoje. Ta nasza, współczesna, to ograniczona ilość opcji i to zazwyczaj nie najlepszej jakości. Jednostka myśląca zawsze będzie się czuła nieswojo, mając świadomość mechanizmów, jakie stoją za „grzaniem  emocji” na polityczny bigos. Zresztą w tłumie człowiek prawie zawsze przestaje być sobą (Jednostką) a staje się bezosobowym elementem zbiorowości (Masą). Tłum musi skandować jednym głosem, przystępne dla wzajemnej identyfikacji hasła. Nośne są dobitne poglądy, uproszczenia jak i przerysowane kontury postaw.

Churchill miał powiedzieć, iż demokracja nie jest najlepszym z ustrojów, ale jak dotąd niczego lepszego nie wymyślono. Można z tym polemizować na wiele sposobów – lub nie. Sam pewnie chciałbym, aby na czele państwa stał ktoś etyczny, wyrazisty i przewidujący, otaczający się arystokracją ducha. Utopia? Pewnie tak, bo chociaż można wzdychać do postaci Marka Aureliusza czy Franciszka Józefa, to jednak o obecnej potędze istniejących mocarstw zdecydowały w przeszłości raczej tyranie niż walne zgromadzenia wspólnot plemiennych, na czele których stał szlachetny mędrzec. To nie demokracja szlachecka stworzyła obecną Rosję a Iwan Groźny, Lenin i Stalin. Niemcy czy Anglia swoją pozycję ekonomiczną zawdzięczają polityce ciągłej ekspansji i wewnętrznej hegemonii, podobnie jak USA czy Chiny. A może to właśnie „demokracja” przyczyniła się do osłabienia a następnie upadku Rzeczypospolitej? Może, gdybyśmy zamiast sejmików szlacheckich mieli Tyrana, to… No właśnie, to co?

W myśleniu o modelach teoretycznych jesteśmy więc uwięzieni między dwoma utopiami: „absolutyzmu” – struktury hierarchicznej oraz „demokracji” – władzy, sprawiedliwie rozdzielonej pomiędzy lud, pomiędzy wolnych obywateli. W praktyce Demokracja jest polem ciągłej próby sił, pomiędzy wąskimi „elitami” a pewnym napięciem wewnątrzspołecznym, mającym charakter zarówno ekonomiczny jak i światopoglądowy. Tym, co powoduje, że ta sytuacja nie mogła i nie może osiągnąć homeostazy, jest ciągły postęp przemysłowy (obecnie technologiczny) oraz połączona z nim kumulacja kapitału i zmiany kulturowe. Ustroje polityczne czy  państwowe schyłku ery post nowożytnej, w głównej mierze zostały ukształtowane przez interesy elit finansowych, nowej, rodzącej się burżuazji oraz ich chęć zysku – innymi słowy: chciwość. Z czasem owe elity wypracowały wyrafinowane techniki inżynierii społecznej, połączone z  cynicznymi metodami maskowania swoich prawdziwych intencji. Obywatele mają być tylko biernymi konsumentami rzeczywistości  medialnej, nieustannie przekonywanymi o konieczności płacenia podatków i toczenia wojen – o ironio – w „obronie demokracji”. Bronią, skuteczniejszą w terroryzowaniu ludzi od kolby karabinu, stał się papier – czy to w formie gazety czy pieniądza.

Obecnie, systemy parlamentarno-partyjne w Demokracjach różnych krajów są odzwierciedleniem metody „złego i dobrego policjanta”, dając poczucie wyboru pomiędzy „czymś” a „czymś”. W dalszej perspektywie, Demokracje poszczególnych państw są zagrożone wchłonięciem przez „MetaDemokrację”, na czele której staną kapłani „nowego porządku” globalnej ekonomii – „ArcyDemokraci”. Istotna dla osiągnięcia takiego celu jest marginalizacja podmiotów państwowych oraz narodowych, zniesienie „własności prywatnej”, zaś kluczowa kumulacja kapitału w strukturach całkowicie „niedemokratycznych”. Marketing tej formy zarządzania będzie się opierał na modelu marksistowsko-leninowskiej, autorytarnej ideologii (nie podlegającej kontestacji) oraz na ciągłym lęku przed zagrożeniami, a to kryzysem finansowym, prawicowym fundamentalizmem, religijnym fanatyzmem – od wewnątrz struktury, a to terroryzmem czy epidemiami różnych odmian „gryp” – od zewnątrz. Nic się tak nie sprawdza jak zarządzanie poprzez kryzys, poprzez strach. Zmiana społeczna stanie się o wiele bardziej drastyczna niż ta, dzieląca wspólnoty plemienne od społeczeństw początku XX w. Kto nie wierzy, niech wygoogluje sobie wykłady Idy Auken lub posłucha Barbary Lerner Spectre. Nastąpi przewartościowanie pojęcia „demokracji”; podobnie jak w Stalinowskiej Rosji idee  „wolności” czy „sprawiedliwości” całkowicie utraciły swoje pierwotne  znaczenia. Można  powiedzieć  w sposób przerażający – demoniczny.

I nawet jeżeli myślimy lub mówimy „demokracja”, to ulegamy iluzji, że jest to pojęcie precyzyjne, odpowiadające rzeczywistości politycznej czy społecznej. To raczej zbiór naszych przesądów i wyobrażeń. W zbiurokratyzowanej Demokracji dnia dzisiejszego, ciężko jest myśleć perspektywicznie, kategoriami dobra wspólnego, a łatwiej własnym, doraźnym interesem. Jak wiadomo, większość ludzi wybiera te wygodniejsze dla siebie rozwiązania, podobnie jak woda płynie zawsze w kierunku depresji; myślenie o wspólnocie cechuje zdecydowaną mniejszość. A przecież machina oświaty wmawia nam od dziecka, że  jesteśmy równi oraz równo uprawnieni w decydowaniu o sobie i innych, że taka jest właśnie natura i istota „demokracji”. Ciekawe jest natomiast, iż   nowoczesne systemy edukacyjne nie zajmują się specjalnie etosem społecznym czy inteligenckim, a nastawione są głownie na produkcję jednowymiarowych specjalistów, „akademików” bądź kadr dla korporacji.

We współczesnej Demokracji zbyt łatwo rozkłada się odpowiedzialność na większą ilość czynników oraz rozmywa decyzyjność. Zachodnia Demokracja pielęgnuje populizm i oportunizm, niszcząc na każdym kroku przejawy światopoglądowego pluralizmu. Przewlekłą chorobą tego systemu jest etatyzm, biurokracja i nawarstwiający się brak kompetencji. Konsumpcja wyniesiona do rangi religii, skutkuje lenistwem umysłowym, acedią oraz apatią społeczną. Z każdym pokoleniem, polityczne elity Europy stają się coraz słabsze i miałkie. W dzisiejszej Demokracji – tak naprawdę – tylko wąskie grupy interesów załatwiają swoje sprawy pod powierzchnią głosowań i debat publicznych. A być może największy paradoks (Demokracji) polega na tym, że wynosi się do rangi autorytetów i mężów stanu ludzi, którzy w warunkach wspólnoty plemiennej mogliby być co najwyżej ekscentrycznymi świniopasami. Kto na tym korzysta? To pytanie retoryczne…

Jakub Pańków

Rysunki Autora

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*