czwartek 23 Listopad, 2017
Headline

ODWRACANIE KOTA OGONEM

Z wolna kończy się złota polska jesień. Coraz mniej kartek na ściennym kalendarzu z wyrazem październik, trochę szkoda… Listopad powita nas, jak co roku, gołymi konarami drzew, opadłe liście dawno zostały już przez nas zgarnięte do przydomowych kompostowni – na wiosnę jak znalazł pod nowe sadzonki. Deszczowo, chłodno, ponuro, owszem – lecz i ta pora roku ma swój urok. Już niedługo Wszystkich Świętych, Zaduszki, już samo wspomnienie o tym szczególnym okresie skłania nas do przyhamowania, zwolnienia, skłania nas do przemyśleń i to także jeden z uroków właśnie tej na pozór ponurej pory roku…

Długie wieczory to czas na bliższe przyjrzenie się samemu sobie, życiu w ogólnym tego słowa znaczeniu. Jak wygląda dziś świat, który nie jest przecież naszym dziełem, co zrobiliśmy z dziełem Stwórcy? Jak bardzo spieprzyliśmy robotę mistrza, nazywanego Bogiem. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”, jakże trudno ludziom, mianującym siebie panami tego świata, wręcz prześcigającym Boga w ich znajomości wszystkiego, przyjąć – tak marne przecież – ocenianie ludzkiej wartości. Niewielu z nas potrafi przyjąć do wiadomości, że nadejdzie czas, kiedy zmienimy się w ten właśnie proch marny.

Urok „późnej jesieni”. Minęła wiosna – czas budzenia się do życia, odradzania się przyrody na nowo, wraz z tym czas na miłość, planowanie, budowanie nowego gniazda, a już za chwilę lato. Pełni energii, jeszcze razem budujemy szczęście dla siebie i owoców naszej „wiosennej” miłości, ni stąd ni zowąd słońce jakby obniża swój lot, dzień jakby krótszy i nieco chłodniej. Na drzewach złocą się liście, radośni, staramy się wykorzystać ostatnie być może promienie słońca i planujemy ostatni wyjazd, „jeszcze” z rodziną za miasto. Późna jesień, to mgliste poranki, często pani zima daje nam o sobie znać i z rana widać na polach białą woalkę jej sukni, która pokrywa jeszcze na krótko, ale na coraz dłużej, pola łąki i dachy naszych domów. „Późna jesień” to często ołowiane chmury na niebie, ale też bagaż doświadczeń, bo przecież to już przedostatnia pora roku, minął więc jakiś czas a wraz z tym kolejna lekcja życia i ten ostatni czas, kiedy to nagle zauważamy, że zostaliśmy sami z bagażem życiowych doświadczeń, których nie jesteśmy w stanie udźwignąć, słabi, bez wiary, która uleciała z nas jakiś czas temu – bo przecież wtedy była wiosna, dopiero co wchodziliśmy w życie, a potem lato, kto by tam myślał wtedy o Bogu, a potem dorastające dzieci i ten nowy porządek, mówiący o dziwnej tolerancji, burzącej wszystko, co stanowiło o naszym fundamencie człowieczeństwa… Nie zauważyliśmy nawet w tym pędzie do szczęścia za wszelką cenę, że minęła złota jesień, a już niedługo znudzeni sobą odeszliśmy od siebie. Każdy w swoją stronę, w myśl tej dziwnej tolerancji, pozostawiając za sobą „spaloną ziemię”. Beznadzieja, niewiara i gorzki smak rozstania, które najbardziej odczuwają ci najsłabsi, bezbronni – dzieci – bo jeszcze nie nauczyły się zdrady, kłamstwa – owoce naszej dawnej miłości…

Dziwnie przypominamy sobie dawno już zapomniany cytat amerykańskiego pisarza, Nelsona DeMille, weterana wojny w Wietnamie Wszyscy jesteśmy pielgrzymami w tej podróży. Ale nasze mapy bywają lepsze i gorsze.

 Za oknem pola pokryły się dawno białym puchem, czas na strojenie choinki, ale przecież to jakiś zabobon, który gorszy innych, więc lepiej nie, niech stoi w kącie. W myśl dziwnej tolerancji na początku jakoś latem chyba, postanowiliśmy się odkochać, a potem zabrano nam dzieci także w myśl tego prawa, a potem jakoś na jesieni chyba pokłóciliśmy się z Bogiem, bo jakoś tak wypadało? A już za chwilę tego od nas zażądano, w myśl także tego prawa… Na szybach okien pokoju mróz namalował swój obraz… Piękny – przywołuje wspomnienia. Oczami wyobraźni wracamy do tamtych minionych chwil, kiedy to mała rączka zdrapywała biały kwiatek by spojrzeć na ośnieżone pola, synek tuż obok, ciepłem swojego oddechu zepsuł nieco robotę dziadka Mroza, by spojrzeć na świat jeszcze wtedy normalny, ze smutkami, radościami, bez narzucania dziwnych praw.

Zimny pokój, późna jesień, samotni…  Zmarnowaliśmy trzy pory roku, a teraz zima i czas odchodzić w myśl nowego prawa – w samotności. Bo nic nie jest tak martwe jak umarła miłość – przypominają nam się słowa Margit Sandemo, norweskiej pisarki.

Co dalej, kiedy to „Prochem jestem i w proch się obrócę”, skostniałymi z zimna rękami sięgamy po zwitek paciorków, leżących na stole… Z chwilą, kiedy zaczynamy sobie przypominać słowa modlitwy, o której zapomnieliśmy chyba jakoś „latem”, ktoś odzywa się do nas jakby w środku. Czas na pokorę, przeproś, najsampierw tych, którym sprawiłeś ból, potem zacznij ze mną rozmawiać…

Czas minął, nie ma już kogo przepraszać, a Bóg, o którym zapomnieliśmy, stoi na końcu kolejki. Nadszedł czas odchodzenia, tak bardzo pragniemy, by ktoś ten ostatni raz dotknął naszej dłoni, spojrzał w oczy i szepnął – wybaczam, kocham. „I nie opuszczę cię aż do śmierci”, wykpione przez nas słowa wróciły, podkreślając jeszcze naszą winę. Na obrus stołu spadają krople jedna po drugiej, żal utraconej miłości a wraz z nią nadziei i wiary. „Ostatnia pora roku” – czy tylko dla mnie? Świat pogrąża się w chaosie na swoje życzenie . Dziesięć prostych słów, tylko to i nic więcej wystarczy, by spotkać się tam po drugiej stronie tęczy, by czas odchodzenia był tylko jeszcze jednym pożegnaniem na krótko, a teraz „Prochem jestem i w proch się obrócę” – i koniec…

Tolerancja… W myśl nowej definicji tego słowa, to nic innego jak tworzenie nieludzkich teorii, dyskryminacja ludzi wierzących, gdzie katolicy zostali zepchnięci na margines, wykpiwanie chrześcijan, opluwanie naszych wartości. W myśl hasła „tolerancja” organizuje się tak zwane parady równości, spychając tym samym katolików do miana ciemnogrodu, zacofania. Nietolerancję nazwano tolerancją. „Odwracanie kota ogonem” stało się fundamentem, szkieletem tworzenia nowej, demonicznej cywilizacji. Cywilizacji zła staczającego się, o co zresztą zabiegają uczestnicy tego rodzaju mitingów, ku bramom piekieł.

Halloween – zabobon, który stał się ogólnoświatowym świętem strachów, demonów czarownic i temu podobnych legend, delikatnie mówiąc z piekła rodem, popierany jest przez szkoły, a nawet przedszkola. Jakoś nikt nie odważył się stwierdzić, że to nic innego jak cofanie się do czasów palenia czarownic na stosie.

Dzieciaki biegają poprzebierane po wsiach i żebrzą o cukierka, grożąc przy tym zrobieniem psikusa temu, kto nie dostosuje się do żądań. Gdzie tu szukać pozytywnych oddziaływań tego, nie naszego przecież, zwyczaju? Który strój straszniejszy ten wygrywa w szkolnym rankingu na pomysłowość. Ani to wychowawcze, ani postępowe, a jakoś nikt nie nazywa tej mało z człowiekiem związanej rewolucji, zaściankowością. „Odwracanie kota ogonem” i robienie wody z mózgów stało się dziś normą, najgorsze jest to, że kultura zacofania wali do nas drzwiami i oknami. Co to ma wspólnego z cywilizacją – nie wiedzą pewnie nawet ci, którzy promują to dziwne święto, nikt też nas nie zmusza, by się do tej „sekty” zapisywać i czas, aby tego kota, który dostaje zawrotów głowy, postawić wreszcie na nogi.

Niestety dziwny spektakl, którego jesteśmy świadkami w dniu 31. października nie kończy się tego samego dnia. Coraz częściej jesteśmy świadkami podobnych, acz nie aż tak głupich, spektakli na naszych cmentarzach. Jeszcze trochę, a na mogiłach naszych bliskich stawiać będziemy grubego Santa Clausa z czerwonym nochalem i rozebrane do rosołu plastikowe śnieżynki ze światełkiem na baterie. Żadna to nowość, ktoś powie, od dawna robimy z naszych grobów odpustowe strzelnice, tylko z golizną jesteśmy na razie jakby ostrożni… Wystarczy jednak choćby kilka promieni słońca tego dnia, a Święto Zmarłych zmienia się w pokaz mody, trudno jest skupić myśli, kiedy męski wzrok kuszony jest kreacjami niektórych pań i często zastanawiamy się, czy owe panie przyszły się modlić, czy kusić nas swoim wyglądem. Należy pamiętać, że jest to miejsce o podobnym charakterze co kościół czy kaplica i wszędzie tam po prostu należy zachowywać się godnie…

Światło zapalonej świecy towarzyszy nam przez całe nasze życie. Począwszy od Chrztu Świętego, Komunię Świętą. Blask tego światła żegna nas, kiedy przychodzi nam rozstać się z tym światem. Paschał zapalony symbolizuje Zmartwychwstanie Chrystusa. Gospodarze zapalają gromnicę, błogosławiąc w ten sposób swoje pola. Zapala się świece podczas burzy, widzimy więc, że płomień świecy ma dla ludzi wierzących bardzo duże znaczenie, a tylko tacy przecież przychodzą odwiedzać swoich bliskich na cmentarzach. Czy zatem trzeba nam organizować pokazy sztucznych ogni na grobach naszych bliskich, a ścieżki cmentarne zamieniać na wybiegi dla modelek?

Tadeusz Puchałka

Fot.: Lech L. Przychodzki

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*