środa 26 Czerwiec, 2019
Headline

Okrutne dźwięki ciszy… (4)

„Nielegalne kwiaty, zakazany krzyż”. Problemem stał się skromny drewniany krzyż, przyniesiony przez harcerzy. Władza znalazła osobnika wykolejonego – Dominika Tarasa. Ten młodzian przy modlących się ludziach, zwanych „obrońcami krzyża”, zorganizował obrazoburczy piknik z biciem modlących się osób i oddawaniem na nich moczu. Oprawa muzyczna też nie pozostawiała złudzeń – utwór Barbra Streisand zespołu Duck Sauce (ang. Sos z kaczek), często przewijały się Kaczuszki oraz przebój discopolowej grupy Bayer Full  – Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina. To nie były wtedy odosobnione przypadki politycznego szczucia Polaków jednych na drugich. 19. października 2010 roku członek Platformy Obywatelskiej, w czasach PRL handlarz walutą i współpracownik milicji, Ryszard Cyba wyznacza sobie za cel zabicie Jarosława Kaczyńskiego.

19. października 2010 roku Cyba zaatakował pracowników biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi. Było to biuro posła do Parlamentu Europejskiego, Janusza Wojciechowskiego oraz posła na Sejm RP, Jarosława Jagiełły. Biuro znajdowało się na pierwszym piętrze kamienicy, podczas ataku przebywało w nim 5 osób. Ryszard Cyba wtargnął do biura i zaatakował jednego z pracowników biura, Marka Rosiaka, oddając w jego kierunku strzały z broni palnej. Było to 8 strzałów, cała zawartość magazynka. Cztery kule trafiły Rosiaka, który zmarł na miejscu. W szale Cyba atakował paralizatorem, a następnie nożem kolejnego pracownika biura, próbując poderżnąć mu gardło. Sprawca krzyczał, że nienawidzi PiS i że chce zabić Kaczyńskiego. Czy wtedy puszczaliśmy utwór Sound of Silence i pytaliśmy siebie, czy nie czas na pojednanie?

Dziś obie osie sporu mają swoich męczenników. Jarosław Kaczyński uległ wpływom doradców i duchownych (kard. Dziwisz) czy świeckich partyjnych (Adam Bielan, Michał Kamiński i Paweł Kowal) i przystał na pochowanie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, czym upartyjnił narodowy skarb. Oliwy do ognia dodawał również fakt, że wizyty na Wawelu partyjnych luminarzy z PiS-u są sponsorowane przez podatników – chodzi zarówno o transport działaczy PiS, jak i zabezpieczenie trasy przez policję. Nie przeszkadza to prominentnym członkom partii utrzymywać, że ich wizyty na Wawelu są… prywatne.

Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz został pochowany w Bazylice Mariackiej, obok najbardziej zasłużonych mieszkańców miasta. Pożegnali go przyjaciele, rodzina, współpracownicy, politycy, samorządowcy i dziesiątki tysięcy ludzi. Dziś wielu ludzi do kościołów przynosi zdjęcia Adamowicza w antyramach, zasłaniające św. Jana Pawła II. Epitafium jego śmierci będzie znaczyć tyle, co dzielić, walczyć i niszczyć z lubością…

 

Stefan, zabójca z teatru bulwarowego

Młody wysportowany mężczyzna, który wtargnął na scenę Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z zamiarem zemsty za doznane krzywdy, jak sugeruje dzisiejsza opozycja parlamentarna – swą nienawiść podbudowywał sączącym się z telewizji publicznej jadem. Ten młody człowiek deklaruje się jako przeciwnik polityczny Platformy Obywatelskiej, a że wybrał na zamach imprezę WOŚP, można domniemywać, że ciosy zadane prezydentowi Adamowiczowi były równocześnie wymierzone w Wielką Orkiestrę… i – co by nie mówić – w wielu Polaków, którzy z tą zbiórką się utożsamiają. Te kilka cech może świadczyć, że mord ten ma podłoże światopoglądowe i polityczne! Tylko dlaczego wybrał za cel prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, skoro ten został z Platformy Obywatelskiej usunięty?

Sam profil sprawcy pozostawia też wiele pytań. Gdy chłopak miał 12 lat, stwierdzono u niego zaburzenia emocji i zachowania. Uczył się kiepsko, więc skończył tylko szkołę podstawową. Nigdy nie pracował, utrzymywała go matka. Chłopak z ulicy znany był w świecie przestępczym. Jego kompan z celi i znajomy z podwórka, charakteryzuje Stefana W. jako osobę uzależnioną od różnych narkotyków, umiejącą się bić, żyjącą z rozbojów, kradzieży i oszustw. Chłopak twierdzi, iż Stefan wynajmowany był przez poważniejsze osoby do mokrej roboty, wymuszeń i ściągania haraczy. Rozmówca Interwencji przyznał, że był dilerem narkotykowym, więc jako kolega Stefana W. mógł wskazać go jako idealny materiał na wykonawcę roboty, o której zawsze marzył i do jakiej odpowiednio był przygotowywany przez osoby zainteresowane. (Cdn.)

Roman Boryczko,

styczeń 2019

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*