piątek 23 Sierpień, 2019
Headline

PASTERKA GŁOSEM „SKOWRONKA” WYŚPIEWANA

Tradycyjnie bożonarodzeniowa noc w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej powitana została koncertem kolęd w wykonaniu miejscowego chóru Skowronek pod dyrekcją Beaty Stawowy (akompaniament Mirosław Marcol). Nikt bowiem z mieszkańców Gierałtowic, nie wyobraża sobie Pasterki bez tego jedynego w swoim rodzaju „libretta”, rozpoczynającego wielkie radosne świętowanie. Złożyć na ołtarzu wigilijnej wieczerzy w gierałtowickim kościele to co w nas najcenniejszego, oto marzenie każdego z chórzystów gierałtowickiego Skowronka. Tradycyjnie koncert wigilijny odbył się na krótko przed rozpoczęciem uroczystej mszy świętej, tym razem miał on jednak szczególny wymiar i niósł dzięki słowom jednej z kolęd, szczególne przesłanie.

Tegoroczny koncert gierałtowicki chór rozpoczął  nieco już zapomnianą pieśnią Jakaż to gwiazda błyszczy na niebie. Bracia, patrzcie jeno, w nowej aranżacji Beaty Stawowy był kolejną pieśnią, niejako skierowaną do tych, co to jako pierwsi mieli odnaleźć miejsce narodzenia Pańskiego, zaraz potem chór zaśpiewał znany utwór do muzyki Feliksa Nowowiejskiego, a słów Marii Taruszewskiej – Jezusek czuwa.  Przystąpmy do szopy, był kolejnym kolędowym utworem, zaraz potem usłyszeliśmy pieśń, która na tegorocznym koncercie niosła za sobą wielkie przesłanie, bowiem Kolędę dla nieobecnych (duet Daria Zubek alt, Mirela Adamczyk sopran) gierałtowiccy chórzyści zadedykowali, także jako jedyną w swoim rodzaju modlitwę wyśpiewaną w intencji rodzin, żon, matek i sierot po ofiarach katastrofy górniczej w Karvinie, a także w hołdzie górnikom, którym nie jest dane zasiąść przy wigilijnym stole.

Podczas słuchania tej pieśni mieliśmy w pamięci także naszych braci górników z Czech i tych z maltańskim krzyżem na piersi, których także zabraknie podczas wigilijnej wieczerzy, bowiem – jak należy się domyślać – akcja ratownicza trwać musi nieprzerwanie. Gierałtowicki Skowronek, od początku istnienia tego towarzystwa śpiewaczego, nie zapomina o tych, którym należna jest pamięć i przyjazne ramię. Nieprzerwanie od ponad stu lat swoją pieśnią gierałtowicki chór w pieśniach przesyła nadzieję i to wszystko, co może dodać sił do przetrwania najgorszego, czyli straty najbliższej osoby, wtedy, gdy w tak szczególnie bolesny sposób odczuwamy jej brak…

W dalszej części koncertu usłyszeliśmy znaną kolędę W środku przebudzonej nocy (oprac. Łukasz Popiałkiewicz). Piękna kolęda, Cicha noc, którą zaśpiewał najmłodszy chórzysta Błażej Czech, przeniosła nas myślami wprost do stajenki, zaś kolęda norweska, zatytułowana Promiennym blaskiem gwiazdy lśnią, przywołała czas tej najjaśniejszej nocy, jaka dała początek narodzin „nowego porządku” na świecie. W radosny nastrój Świąt  Bożego Narodzenia chórzyści wprowadzili publiczność utworami Bóg się rodzi oraz znaną pieśnią kolędową Wśród nocnej ciszy, który to utwór zamykał tegoroczny wigilijny koncert w gierałtowickim kościele. Uroczystym błogosławieństwem pożegnano wiernych i tak Pasterka ze wspomnieniem ofiar katastrofy górniczej u braci-Czechów a także zmarłego biskupa Gerarda Bernackiego, dobiegła końca.

Tęsknię do tych, tak bardzo polskich świąt i do tego klimatu, którego nic nie jest w stanie zastąpić.

Warto czasami odejść od wszystkich teologicznych wywodów i spojrzeć na Boże Narodzenie okiem prostego człowieka, któremu nie przed dwoma tysiącami lat, a teraz przypadło w udziale zmaganie się z dziwną z pewnością współczesną prawdą, przekazywaną na różne sposoby, stosownie do chwili. Bywa często tak, że dzięki temu tak bardzo prostemu spojrzeniu, znajdziemy wiele odpowiedzi na swoje wątpliwości.

Ubywa nam katolików – czytamy w wielu doniesieniach najróżniejszych środków masowego przekazu. Stąd należy przypuszczać, iż mamy do czynienia z kryzysem wiary (przeczytać i uwierzyć, o to w gruncie rzeczy chodzi pewnym ugrupowaniom, tworzącym tymi legendami swoją nie do końca zrozumiałą politykę). Przeczą temu jednak namacalne fakty – ot, chociażby prosty przykład mojej parafii. Wioska nieduża (około 4500 mieszkańców), wokół kościoła dwa bardzo duże parkingi, których nie powstydziłoby się niewielkie miasto. Na 30 minut przed rozpoczęciem Pasterki trudno było znaleźć wolne miejsce. Wiele samochodów oznakowanych było obcymi, często dość nawet egzotycznymi tablicami rejestracyjnymi… Z jednego z takich samochodów wychodzi kierowca, a tuż za nim reszta familii. Poznaję znajomą twarz, podchodzę więc, witam się z moim znajomym i padają z jednej i drugiej strony grzecznościowe formułki. Po chwili nie mogło zabraknąć z mojej strony i tego pytania: Powiedz mi, jak ci tam jest. – Dobrze, mówi przyjaciel, mam pracę, bez porównania lepiej zarabiam aniżeli w Polsce, dopiero co ukończyliśmy budowę domu, jednego mi tylko brak – odpowiada – i bardzo cierpimy z tego powodu. Brak mi tych polskich świąt i tego klimatu. – To przecież tak naprawdę nie są polskie a zwyczajnie chrześcijańskie święta, tam gdzie mieszkacie teraz, w tym samym czasie także obchodzicie Boże Narodzenie. To prawda – odpowiada zagraniczny pielgrzym – ale nic nie zastąpi tego, co nazywam tym polskim klimatem. Z pewnością można powiedzieć, że nam się udało, kochamy się, mamy upragnione przez nas pociechy, a jednak bywają takie chwile, że chciałoby się wrócić. Coś nas tam trzyma, a z drugiej strony jest coś, co przywołuje wspomnienia i każe wracać. To trudne dla nas obojga – dodaje ze smutkiem. Pasterka, liturgia „światła, radości, życia”, nabożeństwo dla wierzących i wątpiących, ale także jest to czas nieprzewidzianych spotkań, które jak widać niosą za sobą kolejną ważną lekcję, zarówno dla jednej, jak i drugiej strony.

Warto w tym miejscu przytoczyć, wspominając fragmenty homilii w gierałtowickim kościele, w której to ksiądz przywołał  pewną legendę, mającą jednak wiele wspólnego z dniem dzisiejszym. Oto Maryja zwraca się do Józefa – Miałam dziś sen, to nie był jeden z tych, który to chcielibyśmy przeżywać co noc, dodaje. Widziałam ulice, przybrane pięknymi ozdobami. W domach ubierali ludzie choinki, a zaraz potem kładli pod nimi bożonarodzeniowe podarunki, niespodzianki, prezenty. Cały świat cieszył się i radował, tylko nikt nie wypowiedział nawet imienia solenizanta, który się narodził, bo to przecież urodziny naszego synka.

Proste słowa, żadna to nauka – ktoś powie, a jednak ileż w nich bolesnej prawdy. Markety, mniejsze i większe magazyny, gdzie półki uginają się od świątecznych błyskotek na długo przed upragnionymi przez wszystkich świętami. Podziwiamy ową tandetę, zachwycamy się nic nie znaczącymi gadżetami, kupujemy to wszystko, obdarowujemy się nawzajem, mało kto jednak pamięta, czyje to tak naprawdę urodziny…

Tylko te wypełnione po brzegi kościoły dają nadzieję, że jednak mimo wszystko wielu pamięta, a Polacy mają w tym względzie chyba pamięć najlepszą, co podkreśla mrowie gości i pielgrzymów, przybywających często z bardzo odległych zakątków świata, po to tylko, by nasycić duszę bogactwem chociażby naszych pieśni kolędowych. To tylko proste słowa, czy warto o tym wspominać? Ktoś – nie pamiętam kto – powiedział kiedyś, że wielkość tkwi w prostocie, warto więc chyba przy okazji przeżywania tych naszych, jakże „polskich” świąt, rozważyć wiele kwestii, związanych z naszymi odczuciami. Co dla nas jest ważne, czy tylko prezenty, a może mimo wszystko wspólne kolędowanie, a zaraz potem Pasterka i duchowe przeżywanie tych najbardziej rodzinnych z rodzinnych świąt. Tak naprawdę wszystko da się ze sobą pogodzić – obyśmy tylko nie przeginali, bo Wszechmogący nie lubi reklamy i źle znosi wszelką przesadę.

Tekst i zdjęcia

Tadeusz Puchałka

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*