poniedziałek 21 Październik, 2019
Headline

Pedofilskie hołubce

W ostatnim czasie przez media, tubę obecnego rządu – media opozycyjne o zagranicznym rodowodzie, jak i media „niezależne” w Internecie przeszła pedofilska fala, którą spokojnie możemy nazwać pedofilską szermierką między obozem trzymającym się obecnie stołków a dyszącymi z nienawiści, żądnymi przejęcia władzy towarzyszami z Platformy Obywatelskiej i jej przystawek. Media związane z opozycją parlamentarną oraz środowiskami laickimi i mniejszością żydowską w Polsce rozpętały kakofonię oskarżeń przeciwko osobie – nieżyjącego już – kapelana Solidarności, ks. Henryka Jankowskiego, jak i jego pomnikowi, znajdującemu się na Skwerze im. Księdza Henryka Jankowskiego u zbiegu ulic Mniszki, Katarzynki i Stolarskiej w Gdańsku. Mogliśmy wszyscy przeczytać w Gazecie Wyborczej, że jakaś pani z Australii po 50 latach sobie przypomniała, że ksiądz Jankowski molestował ją ze 20 razy, dotykając ją penisem po plecach i pupie. „Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się. Pamiętam, że miałam spódniczkę na gumce, naciągnęłam majtki…”. Parę dni później w Super Ekspresie: 3 chłopców ma przykre wspomnienia. Ksiądz Jankowski podobno z wyjętym przyrodzeniem za nimi ganiał, ale nie na plebanii, już nie na podwórku i nie 20 razy, tylko raz. Fakty są takie, że z osobą Księdza Jankowskiego związane były pewne podejrzenia natury fascynacji młodszymi od niego. Wyborcza przytacza sprawy z lat 1968-1970, kiedy Jankowski był wikariuszem w kościele pw. św. Barbary. Jak pisze Gazeta Wyborcza, ksiądz miał wtedy „10, może 20 razy” molestować 14-letnią Barbarę Borowiecką. Z jej relacji wynika, iż molestowana była również jej koleżanka, która po tym, jak okazało się, że jest w ciąży z Jankowskim, popełniła samobójstwo. Jeśli to prawda, pewne fakty bardzo łatwo można sprawdzić, sięgając do archiwum ówczesnych spraw, dotyczących zgonów. Do tej chwili nie przeczytałem sprostowania, by ktoś się tym, zajął i sprawdził prawdziwość oskarżeń. Gazeta Wyborcza twierdzi, że mówiło się, iż Jankowski – „gania za dziećmi”. Potem ks. Jankowski został nagle przeniesiony z parafii. Do roku 1970 Jankowski w sześć lat cztery razy zmieniał parafie, co może rodzić pewne podejrzenia, lecz oczywiście nie musi, ponieważ księża, którzy w jakiś sposób podpadają przełożonym lub sprawiają kłopoty, są często przenoszeni. Kłopoty ks. Jankowskiego zaczęły się w 2004 roku. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „doprowadzenia do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej wobec małoletniego”. Chodziło o Sławka, nastoletniego chłopaka z marginesu, „przyjaciela” Jankowskiego, który pomieszkiwał na plebanii i dostawał od prałata drogie prezenty i pieniądze. Drugie śledztwo dotyczyło Piotra, chłopca, wykorzystanego przez Jankowskiego w 1997 r. Co zaskakujące i obalające walec oskarżeń wobec dziś niemogącego się bronić – oba śledztwa prokuratura umorzyła.
Ksiądz Henryk Jankowski jako otwarty na wszelkie środowiska przyjmował również KOR-owców i ludzi niebędących w orbicie kościoła. Bywali jego gośćmi i Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek i Adam Michnik – i Zbigniew Bujak. Kiedy w interesie intelektualistów było pokazywanie się wśród ludzi Solidarności i czerpanie rozlicznych korzyści, oni tam bywali i jakoś nie dostrzegali podobno nieobyczajnych zachowań gospodarza, które były tak eksponowane. Dziś „skrywana” tajemnica wypływa ze zdwojoną siłą! Siłą podgrzewaną przez media, prezydenta Gdańska – Adamowicza i innych. Pomnik oblano czerwoną farbą a trójmiejskie Dziewuchy Dziewuchom zorganizowały pod pomnikiem protest „Pomniki dla ofiar – nie dla katów!” – zaocznie skazujący Jankowskiego.
Dziś wielu nie zna już stylu życia księdza Jankowskiego. Ludzie Gazety Wyborczej  na pewno pamiętają suto zakrapiane imprezy z towarami, dostępnymi tylko w Pewexie. Grzali się w jego blasku, blasku jego drogich, szytych na zamówienie sutann, gości specjalnych na obiadach w postaci premier Wielkiej Brytanii – Margaret Thatcher, prezydenta Niemiec – Richarda von Weizsäckera, ówczesnego sekretarza generalnego NATO – Manfreda Wörnera. Gdy na polecenie prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, Jankowski został kapelanem Solidarności, co wiązało się z funkcją 

dystrybutora zagranicznej pomocy dla Polski, kościelna plebania opływała luksusami a Tiry z lekami, jedzeniem, ubraniami docierały do parafiei św. Brygidy co kilka dni. Ksiądz w dużych ilościach dysponował rzeczami niedostępnymi dla szarych obywateli PRL. Już wtedy widać było jego zamiłowanie do bizantyjskiego przepychu, jaśniepańskiego sposobu zachowania. Otaczał się luksusem, zachowywał się jak książę Kościoła. Ludzie ciepło zapamiętali mu to, że gdy stał się gospodarzem kościoła św. Brygidy, zaraz zabrał się do odbudowy zniszczonej przez Sowietów świątyni. Spod ziemi wyrywał materiały budowlane, swoimi sposobami załatwiał zezwolenia. Był fantastycznym organizatorem. W karnawale Solidarności w jego parafii rezydowali dziennikarze zagraniczni, relacjonujący wydarzenia z Polski. Gdy nadeszła junta gen. Jaruzelskiego podczas strajków w sierpniu 1980 r. ks. Henryk Jankowski był pierwszym duchownym, który odważył się odprawić mszę św. dla strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej. Oprócz strawy duchowej dostarczał im także, za co kochali go jeszcze bardziej, wieprzowinę, którą kombinował sobie znanymi sposobami. Ksiądz Jankowski był bardzo blisko z Lechem Wałęsą, który dziś na temat ewentualnej pedofilii swego patrona i przyjaciela niewiele mówi, a powinien zająć stanowisko. W 1980 roku Wałęsa poprosił ks. Jankowskiego o pomoc, a on mu nie odmówił. Jak bracia. Wałęsa często mówił, że byli bliźniakami. Żartował nawet, iż gdy w wolnej Polsce źle się będzie działo, to on znów schowa się pod sutannę księdza. Potem stanęli między nimi Geremek, Mazowiecki i inni. W czasach świetności podziemnej Solidarności był tytanem pracy, stworzył system pomocy dla rodzin internowanych, zbierał pieniądze, ratował rodziny internowanych w Stanie Wojennym od głodu i poniewierki.

Przyszła wolna Polska, dla jednych upadek przemysłu i bezrobocie, tak jak dla wielu stoczniowców z Pomorza, dla innych apanaże i prosperity. Ksiądz Jankowski trafił do tego drugiego koszyka. Ksiądz- biznesmen Jankowski tworzy sklepy monopolowo-spożywcze, buduje markę wina z twarzą ks. prałata: Prałat, Monsignore, dostaje miliony, które płyną na konto parafii od hojnych sponsorów. Uczty, na których się bawił w gronie pochlebców, limuzyny, którymi jeździł, projektowane na specjalne zamówienie sutanny i szamerowane złotem mundury, w jakich prezentował się niczym kacyk. Politycy, biznesmeni, wreszcie drobni karierowicze lgnęli do niego, w nadziei, że się przy nim sami wzbogacą, że znajomość z nim dobrze wpłynie na ich wizerunek. Ksiądz Jankowski nie zapomniał jednak o najbiedniejszych, kiedy Fundacja Szpitala Klinicznego Najświętszej Marii Panny zgłosiła chęć kupna od ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku szpitala przy ul. Łąkowej. W nowej placówce działać miały dwie kliniki – kardiologiczna i chirurgiczna. Prałat chciał w nim leczyć za darmo najuboższych gdańszczan. Ozdobione wizerunkiem księdza Jankowskiego wina miały pomóc w zdobyciu pieniędzy na budowę bursztynowego ołtarza. Z kolei woda mineralna z nazwiskiem księdza miała zasilić fundusz stypendialny dla ubogiej gdańskiej młodzieży. Idea kościelnej sieci telefonii komórkowej zrodziła się właśnie w głowie prałata. Jego pomysł wykorzystał i wprowadził w życie o. Tadeusz Rydzyk. Pomagał oddziałom dziecięcym pomorskich szpitali i dla Domu Małego Dziecka im. Janusza Korczaka. Dzięki dobrym kontaktom ks. Henryka Jankowskiego z Polonią amerykańską do Gdańska trafiały transporty leków, warte miliony dolarów. Przekazywano je do szpitali na Pomorzu bez hucpy, towarzyszącej Owsiakowi. Dzisiejsze pośmiertne kłopoty ks. Jankowskiego mogą nie być spowodowane jego domniemanymi skłonnościami a konfliktem ze środowiskami żydowskimi, które jak wiemy, nigdy nie zapominają doznanych krzywd. W 1995 r. ks. Jankowski ustroił wielkanocny grób w swoim kościele mieszanką nazw totalitarnych organizacji: NSDAP, NKWD i SS oraz nielubianych przez siebie partii (SLD, UW, PSL, UP). Rok później w kazaniu powiedział o swastyce i sowieckiej gwieździe, wpisanych w gwiazdę Dawida. Tego już było za wiele: protestował Watykan, krzyk podniosły środowiska żydowskie w kraju i w Izraelu, prasa nie zostawiała suchej nitki na prałacie. To wtedy abp Tadeusz Gocłowski zabronił Jankowskiemu zajmowania się polityką. Ten jednak dalej grał politycznie w swoim stylu, występując m.in. przeciwko wstąpieniu Polski do UE, co wtedy było nie do pomyślenia a dziś daje zupełnie inną optykę jego osoby.

„Nie można tolerować mniejszości żydowskiej w polskim rządzie”.
„Błagam was, zmobilizujcie się do walki z Judeą!”.

„Można powiedzieć, że jestem endekiem. Silna Polska, naród. Wychowanie zrobiło swoje. Dmowskiego bardzo cenię. Jego pomnik w Warszawie święciłem. Nie mam jego portretu na plebanii. Jest w moim sercu. Na ścianie w salonie trzymam Józefa Piłsudskiego. Za charakter. I za to, że wszystko za mordę potrafił trzymać (…)”.
„Nigdy nie lubiłem Tuska. Zobaczą, że cuda obróciły się w zwykłe szambo. ”.
„Popatrzcie jak, jest w Sanhedrynie, Knesecie! Tam nie masz obcych! Tam tylko Sami Bracia Starsi w Wierze stanowią o sprawach swojego Narodu i Swojego Państwa! I nigdy nikt z obcych! A broń Boże, żeby tam znalazł się ktokolwiek z Polaków! Weźmy ten dobry przykład i postępujmy podobnie! Bo czyż ten człowiek, co obcemu pozwala rządzić w swoim domu, czy taki jest normalnym człowiekiem?”.
Czytając te strzępki wypowiedzi ks. Jankowskiego, możemy mieć dziś świadomość, że takie postacie muszą zniknąć na zawsze z historii Polski jako białe, niepokorne plamy. Plamy, które – co ciekawe – w godzinę próby na swojej plebanii przyjmowały i środowiska skrajnie prawicowe i kibiców Lechii Gdańsk i trójmiejskich anarchistów…
W odpowiedzi na ataki Gazety Wyborczej na ks. Henryka Jankowskiego media społecznościowe o zabarwieniu prawicowym rozpoczęły nagonkę na Fundację Euro Week. Euro Week – Szkoła Liderów, warsztaty językowe to projekt prowadzony często przez wolontariuszy z innych państw. W Sieci pojawiły się zdjęcia kilkunastoletnich dziewczynek, przytulających się do dużo starszych śniadych mężczyzn. Przyjmowane pozy mogłyby wskazywać na bliskie relacje. Adam Jaśnikowski, dyrektor programu Euro Week – Szkoła Liderów, wywołany do tablicy wytłumaczył tę sytuację. „Zdjęcia były robione przez rodziców i nauczycieli podczas pożegnania z wolontariuszami. Te zdjęcia są emocjonalne, niektóre dzieci płaczą, wynikało to z tego, że pobyt bardzo im się podobał. Fotografie zostały źle zinterpretowane. Wszystko jest realizowane przy rodzicach, opiekunach. Rodzice uczestniczą w tych wydarzeniach, są cały czas obecni, najczęściej to właśnie oni robią zdjęcia, a później publikują w mediach społecznościowych. Nie ma możliwości, by wolontariusze byli z dziećmi sam na sam. Jaśnikowski wyjaśnia, iż zdjęcia są pozbieranie z okresu 20 lat. „Rocznie odwiedza nas ok. 30 tys. osób”. W Internecie pojawił się wpis „Zostawię okno otwarte”, to również nie ma żadnego podtekstu seksualnego. To jest jedynie przyjacielska propozycja, żeby po prostu się móc pożegnać, żeby posiedzieć sobie tę ostatnią noc z tym wolontariuszem. Komentatorzy, często anonimowi w Internecie wylali na działalność językową kubeł pomyj, sugerując, że fundacja prowadzi działalność seksualną, deprawując dzieci.
W sprawę angażuje się poseł Piotr Liroy Marzec, który napisał w tej sprawie interpelację do minister edukacji Anny Zalewskiej. Pyta ją m.in. o nadzór kurator oświaty nad obozami. „Czy Ministerstwo ma informacje, dotyczące niepokojących zachowań instruktorów obozów językowych organizowanych przez fundację z Bystrzycy Kłodzkiej?”. Minister spraw wewnętrznych zalecił komendantowi głównemu policji podjęcie stosownych działań w tej sprawie. Wojewoda dolnośląski poinformował, że policjanci zabezpieczyli materiał dowodowy w siedzibie fundacji. Do głosu doszli też domorośli hejterzy, jazgocząc i ujadając. Wszelkich kolorowych nazywają „jakby przed chwilą porzucili stada kóz”. „Więcej takich ,,warsztatów” z ewidentnymi brodatymi pedofilami, a dziewczyny, zamiast ze znajomością angielskiego, wrócą z brzuchami. Skandaliczne zdjęcia powinny stanowić przysłowiowy kubeł zimnej wody dla tych, co w ciemno wysyłają dzieci, sami nie wiedząc, gdzie”.
Oburzające jest to, że dziś szafowanie oskarżeniami o molestowanie i pedofilie stało się znakiem naszych czasów, dobrym sposobem na doszczętne zniszczenie człowieka lub intratnym biznesem, gdy podczas sprawy sądowej dochodzi do różnych finansowych ugód. Dzieci, uwikłane w fałszywe oskarżenia o molestowanie stają się w końcu ofiarami molestowania bez molestowania. Matka, kierując się różnymi motywami podczas konfliktu z ojcem, usiłuje oddzielić ojca od dziecka. Gdy dziecko wraca ze spotkań z ojcem, zaczyna wypytywać dziecko, czy tatuś je dotykał, gdzie dotykał? Nagrywa córkę, odpytując w taki sposób, że sugeruje mu odpowiedzi. Dziecko, dla świętego spokoju, odpowiada twierdząco na wszystkie pytania. Matka prowadzi córkę do prywatnego gabinetu psychologa. Płaci za wizytę. Psycholog okazuje się biegłą sądową, ona wie jak przesłuchiwać skutecznie dziewczynkę, również przed sądem. Bywają i takie pytania: – „Powiesz mi, czy ten tato pokazywał ci swojego siusiaka, czy nie powiesz?(…)”. Gdy dziecko wchodzi w szpony systemu, wpaja mu się, że wszystkie konstrukcje, które tworzą dorośli, są prawdą. Gdy winnego oczyszcza się z zarzutów, niezależnie czy to ojciec, czy ksiądz, czy terapeuta – dziecko uwikłane w proces oskarżenia dorosłego o to, że jest złym człowiekiem, staje się ofiarą molestowania bez molestowania. Tworzy się narrację, by pamięć wyświetlała tylko pozornie negatywne zachowania i by w podświadomości zostało przekonanie, że zostały przez niego skrzywdzone i to seksualnie. Gdy mówimy o tak poważnych zarzutach, powinniśmy mieć jakieś miarodajne dowody.
W przypadku ks. Jankowskiego czas zamazał rany, ale niezawisły sąd dokonał już oceny jego czynów, uniewinniając go. Jeśli pojawią się realne dowody, być może wszyscy na temat ks. Henryka Jankowskiego, zmienią zdanie. Dziś jest to zwyczajne plucie nad jego grobem a Gazeta Wyborcza wpisuje się w nienawiść do tożsamości katolickiej Polski, chcąc ją zdezawuować i zniszczyć. Paweł Adamowicz jako polityczny chłystek również kręcił się wokół ks. Jankowskiego a dziś chce pierwszy usunąć pomnik rewolucji, która obaliła socjalistyczny zamordyzm, niestety wprowadzając jeszcze gorsze porządki. W przypadku Fundacji Euro Week mamy do czynienia z ewidentnym ohydnym odbiciem piłki. Nie osadzam tych zachowań do momentu, kiedy nie wyjdą realne podstawy, by wszcząć postępowanie w sprawie. Na dzisiaj wyciekły bardzo niepokojące zdjęcia, ale zdjęcia te nie noszą znamion molestowania a jedynie działają na wyobraźnię, zaś statystyczny Polak ma już wpojone, że każdy muzułmanin to gwałciciel. Dziwię się, że jako społeczeństwo tak łatwo poddawani jesteśmy manipulacjom. Manipulacjom, które jednych niszczą a dla innych mogą być przyczynkiem pogromów.
Złe słowa są jak pociski albo trucizna.

Roman Boryczko,

grudzień 2018

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*