czwartek 17 Październik, 2019
Headline

„Polityka” Patryka Vegi to buła ze zjełczałym smalcem… (2)

Film Polityka na ekrany polskich kin film wszedł 4. września. Jestem świeżo po obejrzeniu tego wiekopomnego dzieła, zaserwowanego na stereofonicznym ekranie w multipleksie przy nieodzownym udziale schłodzonej Coca Coli i popcornu. Sala pełna łodzian z racji preferencji politycznych wyborców Koalicji ObywatelskiejPlatformy Obywatelskiej, będących żelaznym elektoratem postkomuny, która od „transformacji”  zalęgła się w spółkach miejskich, w szkołach, uczelniach, w służbach mundurowych…

Widzowie z zapartym tchem oczekiwali kubła pomyj w kierunku PiS-u, uderzeń poniżej pasa, wulgaryzmów, alkoholu, erotycznego rozpasania, niekończących się bachanalii i obiboctwa w sejmowym hotelu rządowym. Opozycja liczyła, że owo filmowe dzieło jako nuklearna satyra – rozsadzi i zdmuchnie Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość i wszystko to, z czym walczą bojownicy KOD-u, na co dzień siedzący w drogich restauracjach czy kawiarniach i piastujący wysokie stanowiska, bądź posiadających własną działalność gospodarczą. To dzisiejszy elektorat tak zwanych Europejczyków! Nadchodzą już za kilka chwil wybory i do rządzenia szykuje się drugi garnitur a Patryk Vega miał przybić gwóźdź do trumny wielkiej porażki Kaczyńskiego. Tłumnie wybrali się do kina lecz dostali jako przystawkę danie główne i na deser coś zupełnie niezrozumiałego. Może być też tak, że ta sugerowana porażka PiS-u może odbić się jak piłka i trafić w tych, co tę intrygę uknuli w myśl powiedzenia: Jaka intryga, taka cała ta opozycja…

***

Z trzęsienia ziemi, od którego runąć miały fasady katolickiego państwa wyznaniowego, nie zatrzęsła się nawet połamana ławka w parku. Każdy myślący i obserwujący nasze smutne realia zdziwić się może, iż tak wielu znanych aktorów zgodziło się – czytając scenariusz – na udział w tym para-projekcie filmowym. Piszę: para-projekcie filmowym, bowiem z filmem fabularnym czy fikcją literacką to dzieło niewiele ma wspólnego. Być może jednak na tym filmowym ugorze na środku pustyni trzeba grać nawet w wiejskim porno w dziurawej prezerwatywie, byle się tylko kasa zgadzała i starczało na jako takie życie i drogiego jak diabli psychoterapeutę. Część z nich jak Olbrychski, młody Stuhr, Zbigniew Zamachowski i kilku jeszcze – zrobiło to w geście demokratycznego, unijnego fanatyzmu i głębokiego poparcia dla Komitetu Obrony Demokracji i jego walce o lepszą przyszłość. Przyszłość ta, jak i sam film, jawi się raczej jako bardzo smutna i jałowa rzeczywistość upadku kina!

Ewa Kasprzyk zdecydowała się udzielić swojego talentu do roli kartoflanej Beaty Szydło. Nie wiem, czy rzeczywistej Pani Premier wychodzi słoma z butów i kiszone ogórki spod kiecki, ale obrana droga śmieszności nie śmieszy! Iwona Bielska miała ułatwione zadanie, grając Krystynę Pawłowicz – postać, z którą można zrobić wszystko. Przeorać, opluć, znieważyć, zamieść! Rzeczywistość pokazała, że Pawłowicz po prostu jest chorą babą, noszącą ciuchy z lumpeksu!
Szybko zrobiło się głośno o postaci, w którą w filmie wciela się Antoni Królikowski, a która mogła być inspirowana Bartłomiejem Misiewiczem. Mimo iż wszystkie rzeczywiste fakty wskazują na aptekarczyka, jaki zrobił oszałamiająca karierę u boku Antoniego Macierewicza, rola Królikowskiego pokazuje, że to nie Misiewicz! Królikowski według scenariusza zagrał debila z syndromem Piotrusia Pana. Seksoholika i łapownika, działającego w taki sposób, iż w rzeczywistości zostałby aresztowany po kilku godzinach!

Jako prawa ręka Ministra Obrony Narodowej, postać grana przez Antoniego Królikowskiego śpiewa hity disco polo, pajacuje w jednostce wojskowej, pije i podskakuje jak przedszkolak takoż robi rozpierduchę, strzelając z ostrej amunicji z czołgowego działa. Relacje homoseksualne z pryncypałem wyszły też kwadratowo i po żołnierskim pocałunku zeszło z widzów, oczekujących orgii, powietrze! Słabe to… Bartłomiej Misiewicz, jakim byśmy go nie widzieli, to cwany lis, który już od lat wyrobił się na politycznych intrygach a dziś po więzieniach, gdzie jego tata wpłacił kaucję w wysokości 100 tys., bierze ślub, ma firmę i samochód za kilkaset tysięcy złotych! Jeśli już zabierać się za tę postać, to raczej przez pryzmat pytania – kto i po co ulepił taką personę, a że młoda i nieokrzesana, to uczyniła masę błędów wizerunkowych, których już nie powtórzy!

Zbigniew Zamachowski wraz z Tomaszem Oświęcimskim prezentują widzom wizję imperium słynnego redemptorysty! Były sutener, policyjny konfident a dziś marny aktor – w roli przyjaciela Tadeusza Rydzyka jest okrutnie nie do przyjęcia. Sama rola Tadeusza Rydzyka w wykonaniu Zamachowskiego została narysowana tak zachowawczo, by nikogo nie urazić. A przecież można było już tą fikcją literacką namalować zakrapiane imprezy z dziewczynami i chłopcami, miliony złotych z datków, trzymane pod ścianą w reklamówkach i kartonowych pudełkach, życie w luksusie, przypisanym tylko rodzinie królewskiej, a tak… Smutek i nuda, podszyte przewidywalną, lekką jak piórko intrygą.

Czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości jak Mateusza Morawieckiego (Marcin Bosak), Jarosława Kaczyńskiego (Andrzej Grabowski) czy Antoniego Macierewicza (Janusz Chabior) możemy nawet polubić za ich ułomności. Morawieckiemu nie przyprawimy gęby Żyda, globalisty czy masona i bankstera, Kaczyńskiemu nie wytkniemy tego, że za komuny miast walczyć, grał w klasy w strzeżonym osiedlu, przysługującym dygnitarzom, nie posądzimy go o homoseksualizm i manię wielkości, czy usługiwanie się Stanom Zjednoczony Ameryki Północnej, Izraelowi i Ukrainie. To byłby skandal! Antonii Macierewicz, ukazany w roli pobierającego elektrowstrząsy w szpitalu psychiatrycznym, spłycony został do zera tak, by nikogo nie bolało!

Wszyscy jedziecie na tym samym wózku i ci, co nawet nie potrafią opluć i ci, którzy w tak marny aktorsko sposób przed tą spreparowaną plwociną próbują się odwinąć! Wyborcy, chcący mimo wszystko głosować, dostają alternatywę nie do pozazdroszczenia. Lewica o lekkim wdzięku czerwonego motyla (Biedroń i Zandberg) zaaplikowała betonowy antybiotyk z zatęchłymi liberałami oligarchami, którzy w międzyczasie pogubili swoje czerwone książeczki partyjne. Centrum (Kukiz) jak czyrak zadka przylepiło się do pseudo-chłopstwa z PSL, dając mieszankę godną reakcji zwrotnej. Prawo i Sprawiedliwość wraz z Koalicją Obywatelską rozsadzają gości jak na dobrym weselu, bo przecież przyszłe rządzenie w Sejmie to nieustająca, dobra zabawa naszym kosztem! Zostaje jeszcze Konfederacja, która swoją wolność dociążyła skrajnym liberałem – Korwinem-Mikke, który gdyby był tylko szalony, byłby jeszcze strawny. Tyle, iż jest on w dodatku niebezpieczny!

Polityka Patryka Vegi jest jak grzebanie w śmietniku – są tacy, którzy zrobili z tego filozofię i sposób na hipsterskie życie, są tacy, co tę czynność wykonują, by przeżyć… Można też tchnąć w tę mało higieniczną czynność magię obserwującego świat przez szkiełko, widzącego wokół nie tylko szarości, ale też i całą złożoność barw, sytuacji smutnych i wesołych, upadków i wzlotów!

Patryk Vega po prostu jak baba w warzywniaku – ma to co ma i lepiej nie będzie!

Roman Boryczko,

wrzesień 2019

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*