czwartek 25 Kwiecień, 2019
Headline

Przypadki Bogdana Trzepałkowskiego

DSCF5624Żyjemy w kraju, w którym nie szanuje się na równi – nienarodzonych, dzieci, młodzieży, dorosłych w wieku produkcyjnym jak i ludzi w wieku  podeszłym, jakim należą się świadczenia z tytułu przepracowanych przez całe życie lat pracy. Polska przeszła głębokie zmiany ustrojowe, wchodząc podobno w świat dobrobytu i demokracji, zwanej „władzą ludu”. Demokracja w polskiej wersji okazała się jednak władzą urzędników i polityków, dających przywileje funkcjonariuszom poprzedniego systemu, przy jednoczesnym poniżeniu reszty społeczeństwa. Władza niewiele jednak sobie z tego robi – żyjąc ponad stan, trwoniąc pieniądze na chybione inwestycje, czy zabierając ludziom pieniądze (prawo do emerytury),  które wypracowywali dla przyszłych pokoleń i samych siebie. Dziś liczą się tylko wskaźniki efektywności i opłacalności instytucji, zwanej ZUS, a te uzyskuje się dzięki zabieraniu – a nie dawaniu. Oszczędności na ludzkiej niedoli, cierpieniu i ubóstwie może robić ktoś szalony albo zupełnie zdegenerowany system. A jednak…

Dzisiejszym moim rozmówcą jest 72-letni człowiek, który będąc w „jesieni życia” musi wciąż co rano wstawać, by własnymi rękoma zarobić na chleb. Pozostał bowiem bez żadnego świadczenia –  którego w „majestacie prawa” – TEORETYCZNE, jak chce ex-min. Sienkiewicz, Państwo Polskie – Bogdana Trzepałkowskiego pozbawiło…

Roman Boryczko

Roman Boryczko: Panie Bogdanie, urodził się Pan w Łodzi jeszcze podczas okupacji hitlerowskiej. Dzieciństwo spędził Pan w mieście włókniarzy, mieście ogromnych kontrastów, gdzie wszystko kręciło się wokół produkcji i wyrobu tkanin. Ziemia Obiecana nie była Panu dana, ponieważ po głowie chodziła Panu inna profesja niż robotnika czy tkacza. Niechże Pan opowie również o swoich sukcesach sportowych…

Bogdan Trzepałkowski: Urodziłem się w rodzinie muzycznej a muzyka była moją pasją i źródłem utrzymania,gdy jako młody 15-letni chłopak grałem na gitarze, zarabiałem pieniądze, będąc na etatach w największych klubach łódzkich zakładów np. Marchlewskiego /Asik/, Strzelczyka /Koliber/ – czy pod „55” przy ul. Piotrkowskiej, Wifamy oraz innych. Koncertowaliśmy również w Filharmonii Łódzkiej, co było dla nas młodych chłopaków nie lada wyzwaniem. Byliśmy również reprezentacyjnym zespołem Harcerstwa Polskiego, koncertując z grupą baletową Harnam w Trójmieście oraz na Helu z okazji pierwszego rejsu transatlantyku Stefan Batory. Śpiewali wtedy w naszym zespole – Roni Kwiek /brat Michaja Burano/, Kola Petrow i Ala Eksztein. Gra nie zapewniała możliwości utrzymania, na drugi etat musiałem dorabiać w różnych przygodnych zakładach. Mam też za sobą przygodę ze sportem – byłem mistrzem klubu Energetyk w 1968 roku. Kolarstwo było moją pasją, wygrałem kilka wyścigów. Nie dało się jednak pogodzić sportu z muzyką. Muzyka była całym moim życiem. W roku 1968 otrzymałem uprawnienia zawodowego muzyka estradowego. Zaliczyłem również parę lat grania jako klezmer w łódzkich lokalach gastronomicznych i hotelach, były to – Arkadia, Europa, Casanova, Savoy

Roman Boryczko: 923216_158603227647398_1364078619_nMimo siermiężnych lat głębokiej komuny, i szarości – w Pana głowie krążyły marzenia o wyrwaniu się z niej i odetchnięciu wolnością. Schyłek lat 60. i wejście Pana w wiek dorosłości – to słynne w PRL-u „wydarzenia marcowe” oraz strajki studenckie, które się odbyły w Warszawie, Radomiu, Łodzi i innych miastach pod hasłem Socjalizm – tak, wypaczenia – nie, jako żądanie uchylenia żelaznej kurtyny. Rok ’68 to też wypędzenie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego i słynna nagonka Gomułki. Na Zachodzie zachodziły radykalne zmiany w głowach młodych ludzi – ruch hipisów i ich rewolucja seksualna oraz przewrót dotychczasowej hierarchii wartości społecznych oraz powstanie nowych ideologii jako bunt przeciwko wojnie w Wietnamie .We Francji doszło do wielkiego strajku studentów pomiędzy majem a lipcem 1968 roku. Zapoczątkowały je protesty studenckie, których bezpośrednią przyczyną było usunięcie przez policję demonstrantów z okupowanego wydziału paryskiej Sorbony. Polscy studenci pragnęli również nowego świata. Zaczęła się kształtować antykomunistyczna PNL (Polska Nowa Lewica) – kabarety studenckie (Tey, Salon Niezależnych, Protekst, Bunkier), grupy teatralne (Teatr 8Dnia, Pleonazmus, Provisorium), ekipy literackie (Próby, Teraz, Ogród/Ogród-2, Centrum) i plastyczne… Bez PNL nie byłoby Sierpnia ’80, bo nie nastąpiłaby zmiana świadomości obywateli. Dziś tę zmianę przypisują sobie niezmiennie nadredaktor Michnik i jego klakierzy. Do tego nowa muzyka dla młodych Polaków: Klan, Romuald i Roman, Dżamble, Nurt, Breakout, Test… Jak Pan pamięta tamte lata?

Bogdan Trzepałkowski: W latach 60. graliśmy na etatach w największych łódzkich klubach zakładowych, braliśmy udział w Paradach Gwiazd w Filharmoni Łódzkiej… Koncertowaliśmy z Harnamem na Wybrzeżu i w samym Trójmieście z okazji dziewiczego rejsu Stefana Batorego. W tym czasie wielu moich kolegów-studentów miało kłopoty z powodu protestów. Miałem też kolegę szkolnego, pochodzenia żydowskiego – Gerszon musiał z Polski emigrować. Co tu dużo gadać – byliśmy pokoleniem hipisowskim, pragnęliśmy wolności!

Roman Boryczko: Lata 70. XX wieku, zwłaszcza ich II połowa, to niezaprzeczalna era disco, odblaskowe i nietuzinkowe połączenia kolorów, buty na platformach i poliester oraz muzyka, która była równie barwna, jak jej odbiorcy i wykonawcy. Od połowy lat siedemdziesiątych muzyka disco stawała się coraz bardziej popularna. Również muzycy rockowi przebierają się w cekiny i barokowe stroje. ABBA, The Rolling Stones, Kiss czy Rod Stewart… Równocześnie dużą popularnością cieszył się heavy metal, grupy takie jak Led Zeppelin, Black Sabbath, Judas Priest, Uriah Heep, Twisted Sister, AC/DC zagwarantowały sukces muzyce heavy metalowej. W polskiej muzyce zachodzą też duże zmiany. Przełom lat 70/80. to Exodus, Krzak, Kombi, Maanam, Kasa Chorych – a niekwestionowaną gwiazdą tego okresu był w Polsce zespół Perfect. Tworzyły wtedy także inne zespoły, które przetrwały niemal do dzisiaj, są to: Budka Suflera, Dżem czy Republika. Jak potoczyły się losy Waszej grupy muzycznej – mieliście wspólnie dosyć długi epizod grania na obczyźnie, w Niemczech. Era Edwarda Gierka to był dla Pana czas odwilży, czy „mniejszego zła”?

Bogdan Trzepałkowski:  Od roku 1974 za pośrednictwem Polskiej Agencji Artystycznej PAGART pracowałem jako muzyk w zespołach Modus i The New Faces, póżniej już w moim zespole The Grx Venalium do konca września 1984 r. W przerwach koncertowaliśmy w Polsce. Przez Zjednoczone Przedsiębiorstwo Rozrywkowe z moim zespołem występowała Pani Wanda Polańska, Grek Lakis Hondros czy Grzegorz Markowski /obecny Perfect/… Miałem to szczęście, że byłem muzykiem a muzyka łagodzi obyczaje.

Odczuwało się ogromną różnicę, wracając z Niemiec – tam dobrobyt a w kraju bieda…

Roman Boryczko: 936759_158603470980707_465083583_nMija okres Gierka, czas budowy tysięcy bloków mieszkalnych i zakładów pracy, no i… prawdziwych bananów w sklepach! Rok 1976 to niestety chwila drastycznych podwyżek cen żywności: mięsa i wędlin – średnio o 69% (lepszych gatunków nawet o 110%), masła i serów o 50%, cukru o 100%, ryżu o 150%, warzyw o 30%. W Radomiu zawrzało i podczas ciężkich walk zginęły OFICJALNIE 3 osoby. Pacyfikacja demonstracji w Radomiu oraz odbywających się jednocześnie akcji w Ursusie i Płocku spowodowały mobilizację na większą skalę środowisk opozycyjnych oraz po raz pierwszy wspólnych działań środowisk robotniczych i inteligenckich. Za kilka lat, w roku 1980, nasilą się protesty robotnicze w Polsce, rozpoczęte na Ziemi Lubelskiej, z kulminacją w sierpniu na Wybrzeżu i w konsekwencji powstnie niezależny od reżimu PRL związek zawodowy Solidarność, przekształcony potem  w ruch społeczny. Festiwal wolności nie trwał dlugo – nadszedł ponury czas dyktatury. 13. grudnia 1981 roku nie było Teleranka, a za to gen. Jaruzelski zapowiedział wojnę z narodem.  Nastał czas „konspiry” i muzycznie raczej posuchy. Właściwie tylko ci sprzedajni popierali „rozrywkę” w czasach Generała. Co wtedy robiliście jako zespół, a Pan, Panie Bogdanie, jako jego szef?

Bogdan Trzepałkowski: Tak jak wspomniałem, byliśmy w Niemczech. W przerwach grałem, bądź graliśmy w kilku w kraju, w różnych konfiguracjach. Pamiętam, jak w czasie stanu wojennego pojechaliśmy grać na otwarcie zajazdu na Wybrzeżu, w Suchorzu k/Słupska. Byliśmy jedynym zespołem na Wybrzeżu, który grał. Właściciel musiał mieć dobre plecy u towarzyszy, lokal czynny non stop, dwa programy striptizu, tłumy ludzi… Grałem kiedyś wesele w Łodzi w czasie stanu wojennego – młodzi musieli się starać o zezwolenie na… zgromadzenie (!!!) nie pamiętam, czy to było 20 czy 25 osób. I tak byli kontrolowani. Straszne czasy!

Roman Boryczko: Koniec lat osiemdziesiątych – schyłek socjalizmu – zastał Polaków z pustymi półkami. Towarzysze niby kontraktowo oddali władzę, ale w rzeczywistości opozycja otrzymała od nich tylko opcję wasala i współdecydowania o niszczeniu polskiej gospodarki. Pana rodzinne miasto, Łódź, zamieniło się w ruinę i morze bezrobocia. Jak to się stało, że po latach wojaży osiadł Pan w urokliwym Wilczynie – małej wsi w Wielkopolsce?

Bogdan Trzepałkowski: Byłem przez lata trochę z dala, w Niemczech, w dobrobycie, jaki stanowil normę i gdy wracałem do kraju, widziałem autentyczną biedę. W RFN normalność – w kraju brak perspektyw i marazm, ludzie szarzy i smutni. Wszystko na kartki…

Grając w zajeżdzie w Suchorze /to tylko mała osada/ – zobaczyłem różnicę między moją rodzinną Łodzią a życiem wsi, tzw. urok prowincji… Ogromną różnicę … Ludzie tam żyli w miarę beztrosko. Zainspirowało mnie to, a przypadek sprawił, iż w końcówce 1983 roku wyprowadziłem się z Łodzi i zamieszkałem w miejscowości wypoczynkowej Wilczyn. Prawie pół życia na walizkach. Wilczyn stał się moją przystanią – piękne jeziora i lasy. Nie żałuję!

Roman Boryczko: 941468_158603234314064_879759842_nCzym zajmował się Pan w Wilczynie, czy muzyczna pasja przydała się w Pana życiu zawodowym?

Bogdan Trzepałkowski: Gdy osiedliłem się w Wilczynie, to jeszcze raz pojechałem przez PAGART do Niemiec. Ale już po powrocie założyłem 3-osobowy zespół muzyczny. Posiadałem na owe czasy bardzo doskonały i bardzo drogi sprzęt muzyczny – instrumenty: organy Korga, gitarę Jass, bas Fendera, oświetlenie estradowe, stroje. Zostałem zatrudniony w Gminnym Ośrodku Kultury jako instruktor muzyczny na  standardową umowę o pracę. Przepracowałem 1 rok. 01.01. 1987 r. zakończyłem moją 27-letnią działalność artystyczną.

Zająłem się budową własnego ośrodka agroturystycznego. Zajmowałem się też sezonowo małą gastronomią, miałem sklep rybny, byłem tłumaczem w Niemczech, przez rok przebywałem na bezrobociu. W 1998 roku postawiłem na agroturystykę a w roku 2000 zakupiłem prawie 15-hektarowe gospodarstwo – jestem rolnikiem i po dzień dzisiejszy płacę KRUS.

Roman Boryczko: Dochodzimy teraz do meritum. Osiągnął Pan wiek 65 lat, czas na świadczenie pieniężne (emeryturę) po tak długim stażu pracy – co się stało, że odesłano Pana z kwitkiem?

Bogdan Trzepałkowski:  Dokładnie jeden dzień po ukończeniu 65 lat udałem się z dokumentami do miejscowego oddziału ZUS z 46-letnim stażem pracy. Pani w okienku popatrzyła na mnie i na papiery bezradnie mówiąc, że nie mieli jeszcze takiego przypadku, poszła po drugą – ta też rozłożyła ręce. Przyszła trzecia kazała mi coś jeszcze donieść. Parę dni później papiery zostały przyjęte, na co otrzymałem potwierdzenie. I zaczęła się zabawa, ruszyła machina urzędnicza o potwierdzenie mojego zatrudnienia, mimo że były to oryginalne zaświadczenia o pracy lub z państwowych archiwów…

Trwało to około 1 miesiąca albo i dłużej na… jedno zaświadczenie. Ogólnie – chyba ze 2 lata. Zwróciłem się Ministerstwa Dziedzictwa Narodowego Kultury i Sztuki, Wydział Zaopatrzenia Emerytalnego Artystów i Twórców. Otrzymałem decyzję emerytalną, potwierdzającą moją działalność artystyczną od 1968r. a zakończoną 01. 01. 1987 r.

Zignorowano tę decyzję!!! Z całej 27-letniej kariery artystycznej ZUS zaliczył mi około 5 lat gry „do kotleta.” Ogólnie naliczono mi wtedy około 20 lat pracy, łącznie z KRUS-em.

Oddałam sprawę do Sądu Pracy i tu ta sama historia – brak znajomości branży muzycznej, kompletna niewiedza i brak doświadczenia. Po roku otrzymałem wyrok z… błędami. Nie składałem broni, wniosłem sprawę do wyższej instancji, do Poznania. Po pół roku może więcej odczytano mi dokładnie słowo w słowo z tymi samymi błędami wyrok z Konina (pracowałem przez Polską Agencję Artystyczną PAGART a napisano, że grałem w zespole… PARAGRAF).

Wniosłem sprawę do Sądu Najwyższego, rok czekałem i musiałem brać adwokata.

Była to młoda osoba – „1 raz w SN? Sukces – mówi – bo sprawa trafiła na wokandę. 3% trafiają!”.

Sprawa trwała może 5 minut.  Gdy sędzina zaczęła czytać i przeczytała te same błędy, między innymi, że grałem w zespole PARAGRAF, to mnie szlag trafił. Nie wytrzymałem i zwróciłem uwagę na powtarzany błąd – o mało mnie nie ukarano. Sędzina się wymądrzyła, uznała, że powinienem mieć działalność gospodarczą. To jest parodia sądu. Nikt akt nie przejrzał nawet – te brednie, jakie napisano w Koninie, z automatu czytano dalej.

Napisałem do Strasbourga, odpisano, iż nie spełniam wymogów 46 lub 47 artykułu. Napisałem po raz drugi – przysłano nr sprawy. To jest wielki pic, oni też przyjmuja góra 3% spraw do rozpatrzenia!!!

Roman Boryczko: 946893_158603527647368_2010937022_nNiech Pan opowie o całej kilkuletniej epopei, walce z ZUS-em i całej dalszej historii, związanej z wojną o własną emeryturę…

Bogdan Trzepałkowski: Jest to droga przez mękę, zostałem przez ZUS upokorzony. Zawód muzyka był zawodem wolnym ale w PRL, w latach 60., 70., 80. – pracowaliśmy w zakładach państwowych! Inaczej się nie dało! Gastronomia, hotele, Orbis, file Estrady, ZPR… PAGART był agencją, brał prowizję za naszą pracę za granicą, a my byliśmy tam zatrudniani przez miejscowe placówki na umowę o pracę. I tak musieliśmy w Polsce dodatkowo opłacać od 15% do 10% pensji PAGART-owi oraz 5% Deutsche Kunstler Agentur. Mieliśmy tam wszystkie świadczenia.

Zawód muzyk to specyficzny, zawód, wymagający dużo czasu i prób. Do tego śpiewaliśmy codziennie przez 5 godzin w zadymionych salach, a scena zwykle wysoko i cały dym wdychaliśmy co wieczór. Powinniśmy mieć odszkodowanie zdrowotne. Ten czas prób, przygotowań – to drugie tyle dodatkowo, co praca zawodowa. ZUS traktuje nas jak zawody typu murarza, cieśli, tokarza etc. Jak ja mam np. 20 koncertów w miesiącu, po 2 godz., to wyjdzie ZUS-owi 40 godzin na miesiąc!!! Realnie wychodzi 200 godzin, a może i więcej, bo są próby, przygotowanie sprzętu, garderoby, oczywiście dojazdy, pakowanie i powrót.

W dawnych czasach PRL-u funkcjonował system ubezpieczeń grupowych, bez wyszczególniania nazwisk. ZUS to teraz wykorzystuje – jest to świństwo. Poza tym dawniej dane przetrzymywano 12 lat w archiwach zakładowych!

Teraz wykażę błędy ZUS-u w moim przypadku. Jestem w starym portfelu. Mam przepracowane ponad 46 lat i zawsze byłem zatrudniany na umowę o pracę.

1/ ZUS w roku 1991 uznał mi 20 lat pracy na stosownym zaświadczeniu /a było około 30 lat/;

2/ Decyzja Ministerstwa Kultury Dziedzictwa Narodowego do Spraw Zaopatrzenia Emerytalnego Artystów i Twórców Nr/ 39,166/49/10 z dnia 18. 10 . 2010 r.  zaświadczała o mojej pracy artystycznej od 1968 roku , zakończyłem 01. 01. 1987 r. Jest to zawód wolny liczy się od – do. ZUS to zignorował.

3/ ZUS w Koninie w roku 1999 nie wystąpił drogą służbową do ZUS-Opole, który jest odpowiedzialny za ubezpieczenia na terenie Niemiec, wysyłając zapytanie o potwierdzenie mojego zatrudnienia jako muzyka i kierownika zespołu, na przełomie lat 1974 – 1984 do archiwum w Kassel /ręczne wyszukiwanie/. Gdy byłem w Berlinie w wydziale rent i emerytur – powiedziano mi, że nie ma nas z tego okresu w systemie komputerowym – pozostaje tylko sprawdzanie ręczne;

4/ Od 1998 mam ciągłość ubezpieczenia, a od 2000 roku, gdy nabyłem gospodarstwo około 15 ha, jestem rolnikiem po dzień dzisiejszy i opłacam KRUS.

ZUS naraził mnie od 1999 r. na koszty opłat KRUS, by być ubezpieczonym oraz brak zniżek dla emerytów i adekwatnych przywilejów, mimo wieku 72 lat. Nie stać mnie na adwokata. Muszę liczyć na pomoc życzliwych ludzi.

Roman Boryczko: Znany z tak głośnych grup jak Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael, Armia czy wielu innych projektów, gitarzysta i wokalista Robert Brylewski opublikował na Facebooku wpis, zatytułowany „Ostrzeżenie”. Legendarny artysta ujawnił, że pomimo wielu lat spędzonych na scenie, jego sytuacja finansowa jest dramatyczna i przestrzegł młodych muzyków: „Nie idźcie moim śladem. Po ponad 30 latach grania tzw. muzyki alternatywnej w kraju zwanym Polską, dziś nie stać mnie na jedzenie, papierosy, nie mówiąc o prezentach dla dzieci” – napisał Robert Brylewski. Panie Bogdanie, czy Pan też będzie przestrzegał innych, by nie szli Pana śladem, bo mimo, iż pracuje Pan przy swoim pensjonacie, ma Pan 72 lata. A w tym wielu chyba czas na… relaks!

Bogdan Trzepałkowski: Byliśmy młodzi, muzyka była moją pasją, wspominam tamte czasy – to były piękne lata! A kolarstwo ukształtowało mój charakter. PRL był specyficznym czasem, ciężkim do przeżycia, nauczyło nas – jak się nie dać. Młodzi tego nie doświadczyli, nie przeszli tego, co my. Powiem tak: Niech każdy robi to, co umie najlepiej i co daje mu radość, to jest klucz do prawdziwego życia.

Choć zawód muzyka to miłość i serce do niej, to jednak też i ciężki kawałek chleba. Życzę, by ten kamyk, jakim będzie ten tekst, stał się lawiną, która pozytywnie zmieni tę chorą sytuację, gdzie człowieka pozbawia się należnych świadczeń! Bo to nie tylko kwestia Brylewskiego czy moja, ale wielu innych artystów… Artysta – zawód zbędny? ZUS-owi na pewno!

Roman Boryczko: SięMyśli dziękuje i oby lawina ruszyła…

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*