wtorek 18 Czerwiec, 2019
Headline

Nie schodźmy z tej drogi…

Z cyklu: Rozmowy przy drzwiach otwartych

 

(…) Nie widzę Cię, a jesteś dla mnie bodaj najważniejsza.

Nie widzę, a kocham  ponad wszystko,

dotykam, czuję, całuję – w myślach i sercu tylko

Kimże jesteś, o pani mego serca?

To ja, twoja Pasja przecież (…)

(tp)

 

O swoich pasjach i konsekwentnym dążeniu do ich realizacji opowiada Wiktoria Papała

Tak to już jest – i tak się składa – że każda z tych osób, które potrafiły odkryć w sobie to „coś”, zaczyna mówić na swój temat w ten sam – identyczny sposób. Czy to poeta, pisarz czy też artysta malarz – a może przyszły wzięty aktor czy solista operowy, jako dziecko nie wiedząc nawet o tym, nie zdając sobie z tego sprawy, dawał wyraźny znak swoim opiekunom, kim chciałabym – chciałbym być kiedyś, kiedy dorosnę…

Wiktoria Papała ma 18 lat. Od kiedy tylko zaczęła raczkować, a są to wspomnienia jej rodziców, bazgrała na początku i na wszystkim dosłownie pozostawiała ślad swojej obecności. Jest najmłodszą z trojga rodzeństwa, więc jak sama przyznaje, wielokrotnie sprawiała kłopot nie tylko rodzicom ale dwójce starszych od siebie. Los sprawił, że rodzina cierpliwie znosiła jej malarskie zapędy, a z czasem rodzice zauważyli, iż jest w tym coś więcej aniżeli tylko bazgranie po ścianach, czy wykorzystywanie każdego pustego miejsca w gazecie taty, na to by powstało w tym miejscu dzieło „artystki” Wiktorii.

Malarstwo, grafika, rzeźba – nie są to jedyne moje pasje – wspomina Wiktoria. To prawda, malowanie, to było coś, co polubiłam na samym początku i z pewnością jako dziecko nie mogłam wiedzieć, że stanie się ono w niedalekiej przyszłości ważną częścią mojego życia. Wiele zawdzięczam rodzicom, to oni – choć pewnie na początku sprawiało im wiele kłopotu moje „bazgranie na ścianie” – cierpliwie znosili moje artystyczne zapędy. To rodzice  pomogli mi znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie mogłam pod okiem fachowców kształtować to swoje hobby, w którym z wolna zaczynam się zakochiwać i to chyba dopiero teraz mogę powiedzieć, że jest to pasja – czyli coś więcej, aniżeli tylko chwilowa odskocznia od codzienności.

Dobrze wspominam Szkołę Podstawową i Gimnazjum w Gierałtowicach, to tam zaczęto zauważać moje prace, były pierwsze konkursy, raz nagrodzone raz pomijane – pierwsze radości i rozczarowania. Nie ukrywam, miałam „doła” nieraz, ale to była dobra szkoła dla mnie – uczyłam się nie tylko malować, ale także czegoś, co bardzo pomaga mi dziś. Nauczyłam się pokory, cierpliwości i pracy nad sobą, nie tylko nad obrazem. To bardzo ważne, gdy ma się zaledwie 14 czy 15 lat i chciałoby się protestować, krzyczeć i podważać wszystko wokół.

Będąc jeszcze uczennicą gimnazjum, miałam szczęście – poznałam wtedy dwie arcyciekawe osoby, na prawdę wiele im zawdzięczam. Magda Plotnik zaopiekowała się mną na początku. Odkryła przede mną wiele tajemnic, związanych z rysunkiem, malowaniem, to ona mną pokierowała, dała mi pierwsze wskazówki: jak i co mam robić. Nie narzucała swoich tematów a raczej starała się u mnie odkryć to, co lubię robić. Na zajęcia do Gminnego Ośrodka Kultury w Gierałtowicach przychodziłam z wielką radością, choć dzieli mnie od tej miejscowości spory kawałek drogi. Mieszkam w kolonii Beksza, należącej do Gierałtowic. Jest to maleńka osada, otoczona od południa ścianą lasu, zaś od strony północno zachodniej rozpościera się krajobraz pól i łąk. Z okna mojego pokoju, dostrzegam majaczącą w oddali wieżę gierałtowickiego kościoła. Aby zdążyć na zajęcia trzeba pokonać odległość około 4 kilometrów – dla mnie była to fraszka, nie mogłam się doczekać kolejnych zajęć, jestem pewna, że to wszystko dzięki moim opiekunkom, które potrafiły we właściwy sposób ze mną rozmawiać i ukazać tym samym wręcz bajkowe piękno sztuki, którą to nazywamy malarstwem. 

 

Mam przy tym szczęście do dobrych ludzi”

Osobą, której bardzo wiele zawdzięczam, jest pani Dorota Ballon – artysta plastyk. Bardzo trudno o pani Dorocie mówić, bo sama nie lubi mówić o sobie i podobnie źle znosi, gdy ktoś o niej wspomina, jednak to właśnie tej wychowawczyni chyba zawdzięczam najwięcej – dodaje Wiktoria. Cała przygoda rozpoczęła się w Gierałtowicach, Gminnym Ośrodku Kultury, to tam pod okiem pani Doroty rozpoczęłam  malowanie na serio, ale co może jest dziwne – nie tylko to uważam za rzecz najważniejszą…

Już wtedy wiedziałam, że malowanie to coś ponad wszystk,o co wyrastać zaczęło wokół mnie. Pani Dorota, prócz lekcji plastyki na warsztatach, potrafiła przemówić do mnie jakby od środka. Tam, na zajęciach, stała się dla mnie kimś bliskim. To bardzo ważne, podkreślam, gdy ma się kilkanaście lat, a świat wydaje się wzburzonym oceanem samych tylko przeciwności. Pod okiem pani Doroty malowałam, nabierałam pewności siebie i otoczenia. Wydaje mi się – i chyba nie przesadzę gdy powiem, że to dzięki pani Dorocie stałam się dojrzalszą pod względem artystycznym nastolatką. Coś w tym jest – wspomina Wiktoria – że dzięki właśnie takiemu podejściu do mojej osoby, zaczęłam wierzyć ludziom a także samej sobie. Ciepło i jakaś nieprzenikniona dobroć, która emanuje z tej osoby jakby została przeze mnie częściowo wchłonięta – to mi bardzo pomaga do tej pory.

Nic, co się kocha, nie przychodzi łatwo. Miałam chwile zwątpienia, ale to na początku. Przekroczyłam kolejny próg moich marzeń. Obecnie jestem uczennicą Liceum Plastycznego w Zabrzu. Krok po kroku staram się realizować plan, który sobie wyznaczyłam w życiu. Pewnie nie powinnam używać tego słowa, odważę się jednak i powiem tak:  Moim kolegom, koleżankom – moim rówieśnikom – doradzam to samo. Kiedy już przekonamy się, że jest coś co jest dla nas najważniejsze w życiu i gotowi jesteśmy wiele dla tej sprawy poświęcić, starajmy się konsekwentnie dążyć do celu. Nie będzie łatwo, ale nie schodźmy z tej drogi, to trudne ale ile satysfakcji dają pierwsze sukcesy, ba, pierwsza pochwała pani Doroty, której to nie zapomnę…

Moje wrażenia z pobytu w Liceum są bardzo pozytywne. Tak naprawdę nikt na nas niczego nie wymusza. Pierwsze kroki, które stawiamy w tej szkole, to wybór własnego tematu, pozwala to na pewnego rodzaju wyżycie się, a przy tym z czasem „załapaniu” tego, co nam odpowiada. W moim przypadku mam taką swoją drugą miłość, którą jest projektowanie i portretowanie, myślę, że zostanę przy tym temacie, ale kto wie, malarstwo to nieprzebrane źródło piękna. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze może się wydarzyć. To dopiero początek mojej wielkiej przygody z pędzlem – dodaje Wiktoria.

Zespół Szkół nr 18 w Zabrzu, a dokładnie w moim przypadku Liceum Plastyczne – uczestniczy w projekcie, którego celem jest poprawienie naszej sytuacji (na rynku pracy), po opuszczeniu murów szkoły. Projekt ten ma nam również pomóc się rozwijać w wybranym przez nas kierunku.

Warto o tym poczytać na stronie http:// www.um.zabrze.pl/ mieszkancy/projekty-unijne-i-krajowe/ nasza-jakosc-%E2%80%93-twoja-szansa-kompleksowy-program-rozwoju-szkolnictwa-zawodowego.

Zauważyłam, że wraz z upływem czasu zmienia się także styl mojego malowania, jakby więcej zaczynam dostrzegać, inaczej nieco zaczynam postrzegać świat, a także to wszystko, co mnie otacza na co dzień. Z pewnością jest to zasługa szkoły, profesorów, nie należy tego upatrywać w kontekście jakiejś zupełnie odmiennej zmiany patrzenia na świat, raczej jest to powiedziałabym postrzeganie świata w sposób właściwy… Aktualnie techniki, którymi się posługuję to akryl, pastele i tusz. Lubię portret, ale także projektowanie przestrzenne –  dobrze się czuję w tym temacie. 

Nie chciałabym mówić o swoich sukcesach, to początek mojej drogi, ale były już dla mnie bardzo miłe chwile, uczestniczyłam w III Biennale Dekorowania Wnętrz w Warszawie. Moje prace zostały tam wyróżnione. Nie ukrywam –  to bardzo miłe wspomnienia, budują i motywują do jeszcze większego wysiłku. Program nauczania jest napięty, poza programem ogólnym są przedmioty z danej specjalności, w moim przypadku plastyki, malarstwa itp.

Poza malarstwem w programie nauczania mamy także 4 godziny rzeźby w tygodniu. Na tych zajęciach wykonujemy scenografie na różne okazje świąt, także narodowych, np. na Dni Edukacji Narodowej, czy szopki dla UM.

Mam szczęście, dostałam się do szkoły, którą sobie wymarzyłam. Na wstępie naszej rozmowy wspomniałam, że mam kilka pasji…

To prawda, poza malowaniem, lubię pisać. Piszę opowiadania, są to zarówno historie przeze mnie wymyślone, bywa też, że fundamentem moich opowiadań są przeczytane powieści. Piszę sporo, nie wiem czemu, coś mnie do tego ciągnie. Lubię przelewać na papier swoje marzenia, fantazje, czuję potrzebę dzielenia się z tym z innymi – to dziwne, ale chyba to właściwe określenie tego co robię. Jest jeszcze coś, co mnie pochłania i chętnie to robię. Teraz z braku czasu trzeba mi było nieco odpuścić, ale jeszcze niedawno współpracowałam na zasadach recenzenta z wydawnictwem MG i SQN. Lubię także publikować moje komentarze do filmów.

Z Wiktorią przy herbacie rozmawiała jej dawna opiekunka Dorota Ballon. Pamiętam chwilę kiedy po raz pierwszy przyszła na warsztaty artystyczne przeze mnie prowadzone. Już wtedy dała się poznać jako dziewczynka o dużej wrażliwości artystycznej. Z czasem Jej zdolności i talent systematycznie się rozwijał. Wiktoria jest wyjątkową osobą: skromną, ciepłą i empatyczną. Mam nadzieję i pewność, że przez swoją pasję i pracowitość osiągnie w życiu artystyczny sukces, czego Jej z całego serca gorąco życzę.  Wiem, iż zasługuje na to, by o niej już teraz napisać. Znam ją od lat i wiem, że należy do tego gatunku ludzi, którym nie przewraca się w głowie – to dziś tak rzadko spotykane zjawisko. Mam niesamowite szczęście, iż to ja byłam Jej  pierwszą nauczycielką i mentorką.

Pani Dorota ma także swój pseudonim – Poławiacz Pereł. Szkoda tylko, że ten gierałtowicki skarb nie zawsze był należycie doceniany, ale tak to już jest.

 

Tadeusz Puchałka

Zdjęcia prac: z archiwum W. Papały

 

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*