poniedziałek 21 Październik, 2019
Headline

W obliczu kryzysu moralności i cierpień wielu narodów… Słowo na dziś

I.

Panie daj mi tylko tyle wolnej woli,

ile trzeba,

abym się nie zniewolił jej nadmiarem.

(J. Marczinski)

 

 

Słowo na dziś według J. Marczinskiego, poety młodego pokolenia, którego cechuje odwaga i sposób myślenia, przekazywany z głębi duszy. W swojej poezji porusza często problematykę, polegającą na braku zrozumienia potrzeb duchowych każdego z nas. Ze sposobu przekazu jego myśli wynika, że cuda nie skończyły się wraz z odejściem Chrystusa do domu Ojca. Ten fenomen trwa i jest obecny, tylko my staliśmy się nieczuli, nie zauważamy lub nie chcemy zauważać tych wszystkich objawień, które wręcz dotykają nas samych niemal każdego dnia. Z chwilą zaś, kiedy nagle coś, co wydawało nam się niemożliwe, staje się faktem, wołamy o pomoc naukę, nie pytając o autoryzację tej, która wstawiła się za nas do Najwyższego – swojej duszy.

Warte podkreślenia jest to, że tak naprawdę pokłosiem jego wierszy jest codzienne zmaganie się ze swoją ludzką słabością. Często – co sam podkreśla – woła o pomoc Boga i nie są wtedy ważne w rozmowie z Nim utarte formułki modlitw. Bóg oczekuje od nas szczerej i prostej z nim rozmowy. Najważniejsze by nie była splamiona kłamstwem, hipokryzją, kiedy zmuszamy Boga do natychmiastowego działania na rzecz osiągnięcia przez nas oczekiwanego sukcesu, który jakoś nie nadchodzi. „Podwójna moralność” stała się czymś, co można by nazwać podwójnym obywatelstwem, wydaje się jednak, że wspomniane wcześniej pojęcie jest o wiele bardziej niebezpieczne.

Bóg lubi słuchać naszych szczerych, bolesnych słów, przepojonych często wyrzutami. Z pewnością poda  nam rękę, ale tylko wtedy, gdy nasza prośba dotyczy nas, naszych bliskich, a nie stanie się krzywdząca dla bliźnich. Poeta twierdzi, że  do tej pory nie spotkał się z Jego obojętnością i każda jego gorąca prośba, skierowana do Niego została wysłuchana.

 

Jeżeli masz w domu krzyż,

a w krzyżu dom,

to masz wszystko 

(J. Marczinski)

No, właśnie!!!

Dziś dwa zbite ze sobą drzewce są dla  nas tylko rekwizytem w mieszkaniu, jeżeli w ogóle takowy się tam znajduje. Nikt – lub prawie nikt – nie znajduje w tym symbolu samego siebie. Przeciwnie, skoro Chrystus miał tyle wycierpieć, a pisma głoszą, że zrobił to za nas i dla nas, no to po co mam w równy sposób cierpieć i ja? Zapominamy, że przecież każdemu z nas włożono ten symbol cierpienia na plecy, tyle, iż od nas zależy, czy zechcemy go nieść i donieść na miejsce.

(Czyżby Bóg dał nam wolną rękę?). Mówiąc językiem współczesnych, najpewniej zadziałała niebiańska demokracja i swoboda działania, którą dał każdemu z nas. Tym samym, krzyż i cierpienie są  czymś, co można  nazwać biletem na przejazd. Innej drogi nie ma – niestety wielu z nas nie chce lub nie potrafi tego zrozumieć.

 

Foto archiwalne ze zbiorów prywatnych B. Czarneckiej.

Tadeusz Puchałka

 

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*