czwartek 16 Sierpień, 2018
Headline

Więcej krwi za ropę… (5)

Syria. Niestety konflikt w tamtym regionie ma również podłoże ekonomiczne i nie jest bynajmniej interwencją w obronie wartości wyższych czy ratowaniem słabszych przed złym dyktatorem, jak ochoczo podają nam media. Posiadaczem jednych z największych złóż gazu ziemnego jest Katar, a Arabia Saudyjska – złóż ropy naftowej. Oba państwa są niezwykle przywiązane do Stanów Zjednoczonych. Wykorzystując oba kraje, Amerykanie chcieli zwiększyć swoje wpływy w Europie i ugruntować je na Bliskim Wschodzie. W 2009 Katar, zachęcany przez USA, wdrożył budowę gazociągu od Kataru przez Arabię Saudyjską, Jordanię, Syrię i Turcję, wykorzystując Gazociąg Nabucco. Turcja będzie dystrybutorem surowca na rynek europejski. Również Egipt miał zasilać dostawy gazu dla tego gazociągu. Byłby on tańszy niż ówcześnie pozyskiwany przez Syrię od Rosji. To nie leżało w interesie syryjskim i Damaszek sprzeciwił się amerykańskiej dominacji w regionie. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęła się tzw. Wiosna Arabska, która obalała ówczesnych rządzących, w tym Kaddafiego.

Dla przeciwwagi w 2011 Assad podpisał z Irakiem i Iranem umowy na budowę gazociągu, który byłby najdłuższy na Bliskim Wschodzie a przeznaczony na rynek wschodni, a także europejski. Wartość tego przedsięwzięcia szacowano na 10 mld dolarów, o przepustowości maksymalnej do 240 mld m3 rocznie! Konflikt syryjski został zaaranżowany przez Stany Zjednoczone, a jego wykonawcą był izraelski Mossad. Po wyznaczeniu przez Baracka Obamę tzw. czerwonej linii, której nie może przekroczyć reżim Assada w związku z użyciem broni chemicznej, powtórne jej użycie zaaranżował Mossad, wynajmując syryjskich najemników do sprowokowania konfliktu globalnego i powtórnej obecności wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych oraz ich koalicjantów. Media prozachodnie ułożyły prawidłowy tok (czytaj papkę) zdarzeń. Tyran w osobie prezydenta Assada, który uciska swój naród. Zachód chce uwolnić naród syryjski, posługując się skrajnymi fundamentalistami islamskimi z  Wolnej Armii Syrii, którzy byli i są szkoleni przez CIA, a koalicja Stanów Zjednoczonych dostarcza im wsparcie finansowe, logistyczne oraz broń. Państwo Islamskie, będące już w okresie schyłkowym, wyznaje wahabizm (jak Arabia Saudyjska) i to w skrajnym jego wydaniu. Sam w sobie – wahabizm jest skrajną odmianą islamu. Jego wyznawcy walczą przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Mordują tzw. niewiernych, a także szyitów, czyli m. in. Irańczyków, Syryjczyków i Irakijczyków. Wolna Armia Syrii to również wahabici, otwarcie przyznający się do kontaktów z organizacją terrorystyczną Dżabat Al-Nusra, która to zawarła sojusz z ISIS (Państwem Islamskim). Czy ktoś tu odnajdzie jakąś logikę? Siła Państwa Islamskiego wzrastała wraz z zajmowaniem terytoriów, które były bogate w ropę, a w wyniku wojny domowej nie były silnie bronione. ISIS dziennie zarabiało nawet do dwóch milionów dolarów. Zarabiało, bo na tę krwawą ropę byli odbiorcy. A tych USA nawet nie potępiła. Jedynie Rosja ma w Syrii legitymację, bowiem została o to poproszona, jako sojusznik. Jest ona jedynym krajem (wraz z Iranem), którzy pełnoprawnie prowadzą walkę z terroryzmem na terenie Syrii. Rosjanie prowadzą operacje militarne od 30. września 2015 roku. Rosja rozbudowała swoją bazę w Syrii, w mieście Latakija. Rosja prowadzi przede wszystkim naloty na pozycje terrorystów z Państwa Islamskiego. Zaskoczeniem dla Departamentu Stanu USA było nawiązanie sojuszu z Iranem oraz Hezbollahem.

Iran i Hezbollah przeprowadzają operacje lądowe, koordynowane z rosyjskim sztabem i wspierane przez rosyjskie siły kosmiczno-powietrzne. W niecały rok, Rosjanie wraz z Iranem oraz chińskim wsparciem zmienili geopolityczną sytuację na Biskim Wschodzie. Pokazali światu, jak cysterny Państwa Islamskiego kierują się w stronę Turcji i jak Turcja z nimi handluje. 24. listopada 2015 roku rosyjski bombowiec Su-24 został strącony przez siły tureckie. Na arenie międzynarodowej oznaczało to przyznanie racji Rosjanom i marginalizację Turcji.

Ważna jest również sprawa Kurdów. Największe szanse na odzyskanie niepodległości mają w niestabilnym Iraku. W skład irackiego Kurdystanu wchodzi kolebka ich kultury, Kirkuk, którego tereny są jednymi z większych na Bliskim Wschodzie. Dlatego Izrael oraz Stany Zjednoczone chętnie wspierają sprawę kurdyjską, grając na stosunkach z Turcją. Wojska tureckie i walczące po ich stronie oddziały syryjskiej opozycji wtargnęły podczas weekendu do Afrinu, prowincji, leżącej w Syrii. Ankara, członek NATO, wydała wojnę sojusznikom USA jak też podczas ofensywy starła się z wojskiem amerykańskim. Swoją ofensywę Turcy nazwali przewrotnie Gałązka Oliwna. Afrin jest pod kontrolą Kurdów od 2012 r., kiedy to wycofała się stamtąd armia syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada. A Manbidż od sierpnia zeszłego roku, gdy Kurdowie odbili to miasto z rąk Państwa Islamskiego. W Afrinie działają trzy kurdyjskie ugrupowania – Partia Unii Demokratycznej (PYD), jej zbrojne ramię Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) oraz Partia Pracujących Kurdystanu. Co ciekawe, wojska USA w wojnie z Turcją wspierają organizacje skrajnie lewicowe! Trzeba również zaznaczyć, że peszmergowie (kurdyjscy wojownicy) są jedną z najbardziej skutecznych organizacji w walce z Państwem Islamskim. Turcja nie mogłaby przeprowadzić operacji bez zgody Moskwy, ważnego gracza w Syrii. Już w czwartek Turcja oficjalnie wezwała Rosję do zachowania neutralności podczas ataku na Kurdów. Tureckiemu atakowi sprzeciwia się syryjski prezydent Baszar al-Assad, który groził wcześniej zestrzeleniem tureckich samolotów. Assad nie kontroluje jednak tych terenów i nie postawi się wspierającej go Rosji.  W Syrii jest o co walczyć – począwszy od 2010 roku w kolejnych dwóch latach odkryto 14 złóż gazu i ropy. Są one jednymi z największych na świecie. Stała się kolejna rzecz oczywista, że prezydent Trump całą sprawę spartolił, a Turcja jako niedoszły przyjaciel Europy i Angeli Merkel, stanie się sojusznikiem Rosji.

***

USA walczą z całym światem na dziesiątkach frontów – lecz i siła nie ta i wartość waluty znacznie spadła. Nie należy oczywiście lekceważyć prezydenta Donalda Trumpa, ponieważ jest on przedstawicielem świata korporacji, a brudne zagrywki poniżej pasa nie są mu obce. Macho zza Wielkiej Wody dzierży dziś guzik do tysięcy głowic nuklearnych. Zachód i Stany Zjednoczone tracą na sile. Są wypierane z Bliskiego Wschodu, na czym zyskują Rosja i Iran, a główny sojusznik USA – Izrael – zastanawia się pewnie, co począć, gdy wokół wszystko zapłonie?

Chiny i Japonia już promują wzajemną wymianę handlową w swoich narodowych walutach – jenach i juanach, z pominięciem dolara. Znów jedynie Chiny uratowały Donalda Trampa po rezolucji ONZ, zakazując handlu węglem, tekstyliami (dwa główne artykuły eksportowe Pjongjangu), owocami morza i żelazem z Koreą Północną, a także ograniczyły eksport ropy naftowej do tego kraju. To wielki cios dla izolowanego politycznie i gospodarczo reżimu., jak też pokłosie kolejnych prób reżimu Korei Północnej z rakietami balistycznymi i budową bomby atomowej. Jak widać – chwilowo sytuacja między obiema Koreami się znormalizowała lecz nie zapominajmy, iż USA potrzebuje jak tlenu zniszczenia Chin. Chiny są wierzycielem amerykańskiego długu w wysokości 1,3 biliona dolarów (dla jasności, o jakiej sumie mówimy: 1300 miliardów $)! Chiny to również największy na świecie producent złota i kraj, jaki od lat złoto masowo z całego świata skupuje. Import złota przez Chiny uległ ostatnio przyspieszeniu. Prawie wszyscy obserwatorzy rynku wyciągają z tego wniosek, że celem Chin jest oparcie niebawem juana na złocie i uczynienie z chińskiej waluty głównego rywala dla USD w rozliczeniach międzynarodowych. Co wtedy zrobi administracja amerykańska? Wiemy, iż nie zastosuje prewencyjnych wojen, znanych z Iraku i Libii! Czy USA jest gotowe, by posunąć się dalej?

Roman Boryczko,

marzec 2018

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*