środa 16 Sierpień, 2017
Headline

Zbigniew Kękuś i jego czerwone lampki a to, co nazywane jest cyfryzacją

Już jakiś czas temu red. Sajnóg podesłał poniższe fragmenty tekstu Z. Kękusia, osoby niewątpliwie suwerennej myślowo. Jeśli pamiętają Państwo esej Z. Sajnóga, dotyczący polskiej (czy tylko?) wersji cyfryzacji, to jakoś dziwnie oba ze sobą korespondują.

Wygląda na to, iż w imię „bycia Europejczykami” pozwalamy na narzucenie sobie roli wielbicieli szklanych koralików i najtańszego perkalu. Z Hermannem Hesse i jego genialną „Grą szklanych paciorków” proces ten nie ma – niestety – niczego wspólnego…

Edward L. Soroka

 

To z publikacji Zbigniewa Kękusia, adres:

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/13/rzady-zydow-w-polsce-mateusz-morawiecki/

WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

Rządy Żydów w Polsce – Mateusz Morawiecki …

 autor: Zbigniew Kękuś

„Przedstawię informację, którą o nim od połowy stycznia można znaleźć w Internecie: „Trochę prawdy o ministrze Morawieckim i jego pomysłach:

Jeśli komuś nie chce się czytać tego postu, to proszę udostępniajcie, bo to sprawa b. ważna dla naszego kraju i nie cierpiąca zwłoki. Od samego początku, kiedy pan Morawiecki Mateusz został ministrem gospodarki, zastanawiało mnie, dlaczego facet, pełniący funkcję szefa banku WBK/BZ, zarabiający prawie 4 mln zł rocznie, nagle obejmuje niepewne stanowisko ministra gospodarki, za płacę prawie dziesięciokrotnie niższą. Patriota, filantrop, czy jak? Pierwsza czerwona lampka zaświeciła mi się, kiedy zorientowałem się, że WBK / BZ ma do tej pory polską nazwę, ale właścicielem jest hiszpańska grupa SANTANDER. Druga lampka zaświeciła mi się, kiedy pan minister nie chciał wyjawić swoich dochodów. Trzecia lampka zapaliła mi się, kiedy minister złożył swoje oświadczenie majątkowe. Wynika z niego, że posiada majątek około 4 mln. Coś tutaj nie gra. Jeśli facet, jak ujawnili dziennikarze zarobił w /w banku około 39 mln zł, to przez te lata na bieżące potrzeby nie powinien wydać około 35 mln złotych. Oczywiście, że mógł tą ogromną kwotę przepuścić w ruletkę lub pokera, ale wtedy taki utracjusz nie powinien rządzić naszą gospodarką… A jeśli ich nie stracił, to znaczy, że kłamie w oświadczeniu majątkowym i jako kłamca, też do tej funkcji nie pasuje. Czwarta lampka zapaliła mi się, gdy minister ogłosił, że połączy 3 największe polskie firmy paliwowe: ORLEN, LOTOS i PGNiG. Argumentem ministra jest, że nowy superkoncern będzie bogaty, silny i będzie mógł zdziałać coś na rynkach światowych. Majstersztyk w białych rękawiczkach! Pani premier Szydło, Prezydent i Prezes, zajęci rozdawaniem kiełbasy wyborczej, pewnie w to uwierzyli. Proszę państwa: w tych trzech koncernach Skarb Państwa ma następujące udziały: Orlen 27,5%, Lotos 53 %, PGNiG 72,4%. Można powiedzieć, że właścicielem 2 koncernów Lotosu i PGNiG jest jeszcze polski Skarb Państwa. Po połączeniu tych i zsumowaniu ich nominalnej wartości w nowym koncernie Skarb Państwa będzie miał udział tylko 40,3%. Państwo polskie straci więc kontrolę nad najważniejszą gałęzią gospodarki. Pozostali właściciele pochodzą od Ameryki Północnej, poprzez Europę, Azję, aż do Nowej Zelandii. Pan wicepremier to bankster i lis bardziej przebiegły niż panowie Balcerowicz, Lewandowski i Petru do kupy wzięci. On nawet nie sprzedaje za czapkę gruszek naszej gospodarki. On rozdaje za frico, albo ja jestem kompletnym debilem. Jeśli komukolwiek ten kraj leży na sercu udostępniajcie proszę na swoim profilu, może dotrze tam, gdzie trzeba.”

Źródło: https://www.facebook.com/wachowskakucharska/posts/613291402156082

Nie sprawdzałem danych, zamieszczonych przez autora zacytowanego wyżej tekstu.

Być może jest – jak sam podaje – „kompletnym debilem”. Nie sądzę…

Mnie przecież także zapaliły się „czerwone lampki”… Z innych niż podane w powyższym tekście przyczyn.

Zamieszczona przez Michała Krzymowskiego i Wojciecha Cieślę w artykule „Morawiecki i przyjaciele – taśma wicepremiera” wypowiedź Mateusza Morawieckiego z kwietnia 2013 r.:

„- To dobrze, jeżeli my, ludzie, „we the people”, prawda, a zwłaszcza „we, the people” w Niemczech, w Hiszpanii i tak dalej, we Francji, zrozumiemy, że musimy obniżyć nasze oczekiwania.

Bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, da się zreperować.”

Źródło: Michał Krzymowski, Wojciech Cieśla, „Morawiecki i przyjaciele – taśma wicepremiera”, „Newsweek”. 1-7.02.2016, s. 17 – 19 – Załącznik4.1; Cały tekst w: Newsweek Plus: Taśma Wicepremiera http://polska.newsweek.pl/co-wicepremier-morawiecki-mowil-na-tasmach-kelnerow-newsweek,artykuly,378726,1.html

bardzo współgra z przestrogą, której prof. Marcin Król udzielił propagatorom idei nierówności w wywiadzie zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” w lutym 2014 r. Powiedział:

„Musimy się ruszyć, odzyskać ideę równości. Inaczej przyjdzie to „coś” i będziemy wisieć na latarniach

– mówi Marcin Król w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim.

(…) – Bo jak się zdarzy to „coś”, to możemy wisieć na latarniach. PO prostu. Nic nie robiąc, hodujemy siły, które zmienią świat po swojemu. I nie będą negocjować.

Kto?

– Choćby nacjonaliści. Przecież idzie ta fala.”

Źródło: Prof. Marcin Król, w: „Byliśmy głupi”; „Gazeta Wyborcza”, 8-9. lutego 2014 r., ss. 12-13

Co do diagnozy są zgodni Mateusz Morawiecki i prof. Marcin Król…

M. Morawiecki mówi, że gromada „we the people” przeszarżowała z oczekiwaniami.

Prof. Marcin Król mówi o zatraceniu „idei równości”.

Zgodni w trafnym rozpoznaniu „choroby” inaczej widzą jej – „choroby”, tj. przeszarżowania z oczekiwaniami, nadania sobie statusu beneficjentów kreowanej przez nich nierówności – skutki jakże trafnego rozpoznania…

Prof. Marcin Król mówi: „Musimy się ruszyć, odzyskać ideę równości.” Czy – po prostu – obniżyć oczekiwania, bo: „Inaczej przyjdzie to „coś” i będziemy wisieć na latarniach.”

Mateusz Morawiecki inne proponuje rozwiązanie… Mówi, obniżmy nasze – gromady „we the people” oczekiwania. Obniżmy jednak na chwilę, póki co… Bo: „jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, da się zreperować.”

Co nas, nie należących do „we the people” czeka po zreperowaniu przez „we the people” …? Co dla nas, nie należących do gromady „we the people” oznacza, że im, gromadzie/diasporze „we the people” wszystko pójdzie dobrze…?

Mówiąc tzw. otwartym tekstem…Czyżby ludzie „we the people” się na nas, nie-ludzi, szykowali?

Szczerze mówiąc, wcale by mnie to nie zdziwiło.

Rys.: Zbigniew Kot

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*