środa 16 Sierpień, 2017
Headline

Przez żołądek do zdrowego myślenia

Na kartach kalendarza pierwsze dni czerwca, a co za tym idzie – wakacje właściwie rozpoczęte. Sezon urlopowy w pełni, nawet politycy jakby nieco przyjaźniejszym okiem na siebie spoglądają. Dość więc wielkiej polityki, czas na nieco luźniejsze tematy. Humor – satyra potrzebne ludziom jak zdrowe odżywianie, więc nieco z przymrużeniem oka…

POGODEJMY ŁO ZDROWYM KUŚCIE – POROZMAWIAJMY O ZDROWYM JEDZENIU.

Dobry chleb ze solą – byle z dobrą wolą”

Rzesze dietetyków dwoją się i troją, opracowując diety, mające spowodować, że będziemy niczym greccy bogowie – zdrowi, silni, a każdy gram naszego ciała będzie na swoim miejscu (i żadnych nadwyżek). Włączając w to wszystko zdrowy tryb życia, czyli uprawianie sportu, bieganie, siłownie, pływanie staniemy się prawie „niezniszczalni”. Wszystko to piękne, lecz choćbyśmy pisali nie wiem jak mądre dzieła z tym tematem związane, nie poparte zdrowym myśleniem na nic się zdadzą, a tak naprawdę należałoby na początku cofnąć się daleko wstecz. To pokaże nam, że nauka tkwi w tradycjach i zwyczajach, co już nie wszystkim się spodoba.

Na początku drogi ku zdrowemu odżywianiu powinniśmy zmienić nasze myślenie. Zapatrzenie w totalnie niezdrowe odżywianie typu fast food i temu podobne kulinarne cuda spowoduje, że nawet okrążenie na własnych nogach kuli ziemskiej niczego dobrego nie przyniesie. Wiele tracimy, kupując na pniu wszystko, co nadchodzi – a raczej sunie – niczym fala tsunami z Zachodu. Od polityki, kultury a na dziwnym trybie życia i odżywianiu skończywszy.

Warto powspominać jak to niegdyś bywało w naszych domach. Jak wyglądał domowy tygodniowy grafik naszego górnośląskiego menu, w którym pierwszego dania, czyli zupy nigdy nie mogło zabraknąć.. Bo Obiad bez zupy to jak chłop bez cepa, a chleb pracą nabyty, bywa smaczny i syty.  Jako że duszą i sercem związany jestem z Górnym Śląskiem, tak też i zwyczaje żywieniowe związane z tym regionem pozostały głęboko w mojej pamięci, niestety z wielu powodów – już tylko w pamięci… Mogło ci zabraknąć mięsnego dania i kartofli, ale zupa z wkładem być musiała, bo z żuru chop z muru.

Do wielu zwyczajów, stanowiących niegdyś podstawę zdrowego odżywiania powrócić,  niestety, już się nie da. Składniki, z których nasze babcie i mamy wyczarowywały smakowe i bogate w kalorie cuda, to tak naprawdę faza końcowa (niejako kwintesencja całości bogatego programu kultury żywienia)… Tajemnica wszystkiego, co powodowało nasze dobre samopoczucie, chęć do życia, energię i wiele innych pozytywnych cech, zawarta była przede wszystkim w zdrowej „kulturze rodzinnej” – to niestety odeszło wraz z nabywaniem cech kultury Zachodu. Jakby na przekór tej teorii warto zacytować słowa  angielskiego specjalisty z zakresu żywienia – Dale Pinnocka, który wyjaśnia: Kuchnia, w której dominują nieprzetworzone produkty roślinne, działa jak naturalna apteczka. Widać więc, że nie tylko my doszukujemy się pomocy w starych przekazach zgodnych z naturą, ale także Anglicy widzą sens powrotu do nieprzetworzonej chemicznie żywności. Warto w tym miejscu posłużyć się jeszcze jednym bardzo ważnym – wydaje mi się – cytatem, którego autorem jest tym razem nasz rodzimy autorytet, Grzegorz Russak, dr. nauk rolniczych, autor programu telewizyjnego Smaki polskie, znany gawędziarz: Świadomość konsumentów jest na bardzo niskim poziomie. Mam wrażenie, że nie przyjmują do wiadomości, że jeśli kupują tanie jedzenie, później wydadzą sporo na lekarzy. Technologia zabija tradycje i zdrowie…  (Więcej na: www.spizarniasikorek.pl/zywieniowe-inspiracje/cytaty )

Jak by nie patrzeć, ciągle opieramy się na tradycjach, zwyczajach, historii i kulturze żywienia danego regionu.

Spożywanie wspólnych posiłków w gronie rodzinnym było niegdyś surowo przestrzegane. Trudno było zasiąść przy stole razem do obiadu, swaczyny, czy wieczerzy w dni powszednie, bowiem mężczyzna pracował na zmiany – lecz dziadkowie, matka i żona wraz z dziećmi do obiadu zasiadali wspólnie, zawsze o tej samej porze, wspominając przy tym tego, kto w tym czasie pracował w kopalni, hucie czy innym zakładzie. Pory spożywania posiłków były wyznaczane przez niepisane, odwieczne rodzinne prawo, którego przestrzegano  niezwykle pieczołowicie. Proces ten był przekazywany z matki na córkę, bo to kobieta była w śląskim domu i rodzinie tym ogniwem, jakie kierowało życiem rodzinnym i wychowaniem potomstwa.

Obowiązkiem mężczyzny było zapewnienie rodzinie dostatku, zarabianie pieniędzy na utrzymanie, uprawa roli a także wspomaganie żony w wychowaniu dzieci. Niezwykle ważny był niegdyś podział obowiązków pomiędzy kobietę i mężczyznę i z pewnością wszystkie te szczegóły miały ogromny wpływ na nasz zdrowy – w ogólnym tego słowa znaczeniu – tryb życia. Jaki sens jest mówić dziś o najzdrowszej nawet diecie, kiedy to posiłek zwany obiadem, zjadamy o najróżniejszych porach dnia a nawet nocy – bo przecież system czterech podstawowych zmian zatrudniania pracowników popularnie nazywanych alfabetycznie  A B C D  dawno już został zapomniany. Skutkuje to tym, iż jemy wtedy, gdy nasza wątroba, trzustka czy żołądek słusznie domagają się wypoczynku. Nasze zmęczone organy wewnętrzne z trudem dają sobie radę nie tylko z nieodpowiednią porą spożywania posiłków, ale także z dziwnymi, nie mającymi niczego wspólnego ze zdrowiem, potrawami. Aż chce się powtórzyć stare egipskie porzekadło, które mówi: Człowiek żyje z jednej czwartej swego pożywienia, z pozostałych trzech czwartych żyją lekarze. (Cdn.)

 

Tadeusz Puchałka

What Next?

Related Articles

Leave a Reply

Submit Comment

*