Co to była sztuka totalna? (15)

2Rozwinięcia, uzupełnienia 

 

    

 

   Napisałem o kostce Rubika, jako o pewnej zabawie czy ćwiczeniu jedynie, ale ludzie zastanawiający się nad fenomenem jej popularności, dopatrzyli się w niej pewnych metafor, nawet – obrazu życia. Uważają, iż wpisuje się w pewne właściwości ludzkiej natury. 

   Niezwykle rzadko zabawka stanowi odzwierciedlenie głębszej życiowej prawdy. Patrząc na kostkę Rubika w pierwszej chwili tego nie dostrzegamy, ale bawiąc się nią odtwarzamy to, co dzieje się w życiu. Na początku wszystko jest proste, żółta, czerwona ścianka. Wystarczą dwie sekundy, by wszystko to zepsuć, a potem trzeba wiele czasu i cierpliwości, by przywrócić kostkę do pierwotnego stanu. Czy to nie jest kwintesencja ludzkiego życia? Tak wygląda nasze życie. 

                                                                                         Tom Kremer

  

   Dostajesz wszystko uporządkowane w pudełku. Zaczynasz się bawić, a kiedy chcesz przywrócić kostkę do pierwotnego stanu okazuje się, że to trudniejsze niż sądziłeś. Na szczęście wiesz, co masz robić. Na tym polega wyjątkowość kostki, przemawia do tej części naszej natury, która pragnie przywrócić w życiu ład, która szuka sprawdzonych, niezawodnych mechanizmów. Pociąga nas też kontrast między zewnętrzną prostotą, za którą kryje się skomplikowana wiedza matematyczna. 

                                                                                           Paul Hoffman

  

   To coś bliskiego naszej naturze, naszemu sposobowi myślenia. 

                                                                                            Erno Rubik

  

 

  Underground

 

   Trzeba objaśnić to pojęcie, potocznie używane – jest, powiedzmy, zbyt pojemne. Bo czym innym jest, że ćwiczysz w garażu i grasz w podrzędnym klubie z brudnymi toaletami, a czym innym, że wystawiasz głowę przeciwko ohydnemu systemowi.   

 

 

                         Interpretacja pewnej fotografii 

   Dokonywaliśmy różnych, w przeważającej mierze improwizowanych działań, a potem – zastanawialiśmy się: dlaczego postąpiliśmy tak, a nie inaczej? Co to oznacza, co z tego wynika? Co z tego, co zrobiliśmy, należy odrzucić, a co jest ciekawe, w jaką stronę pójść następnym razem. Używaliśmy różnych rekwizytów, ubieraliśmy różne stroje, tworzyliśmy różne scenografie. Używaliśmy rzeczy, które w ten, czy inny sposób do nas „przychodziły”, które znajdowały się w zasięgu naszego działania, „pojawiały się po drodze”, łączyliśmy je, komponowaliśmy ze sobą. 

   Oto przykład jednego z takich „strojów akcyjnych”:

 

  (Fotografia – kadr z filmu telewizji austriackiej – stoję na dachu, ubrany w strój „nazistowski” z przepaską na ramieniu, z flagą Totartu w lewej ręce. W tle panorama Gdańska. Ujęcie jest w filmie Bartosza Paducha, zdaje się także w materiałach reklamowych (teaser). Ewentualnie, jako wariant, towarzyszyć może temu kadrowi to samo przedstawiająca fotografia czarno-biała autorstwa Elżbiety Bumbul – powinna być dostępna, bodaj publikował ją Paweł Konnak. Ale to ewentualnie. Jest ona nieco prześwietlona – ale właśnie nadaje jej to ciekawy, znaczący w tym kontekście charakter, korespondujący z jakimiś zdjęciami z czasów okupacji etc.).

tt

 

   Gdy patrzymy najbardziej „zewnętrznie”, na „pierwszy rzut oka” – strój kojarzy się ewidentnie z uniformem nazistowskim. Znając już kwestie omówione wcześniej, zdaje się dość oczywistym, że właśnie taki uniform niejako musiał pojawić się w naszych działaniach. 

   Dopiero, gdy zauważamy, że na opasce zamiast swastyki widnieje „pacyfa”, okazuje się, że trop jest mylny, że chodzi o jakąś inną myśl. Czy o prowokację. 

   Opaski były dwie, druga z symbolem anarchii, używane na zmianę, zależnie od okoliczności, albo obie naraz. Najprostsze czytanie kieruje do dwóch najsilniejszych młodzieżowych ruchów, pokoleniowych buntów przeciwko zastanemu kształtowi świata. Pierwszy, bardzo romantyczny, marzenie o stworzeniu świata pokoju i miłości, flower power, make love, not war. Ruch hipisowski. Drugi – właściwie powtarzający to marzenie, tę chęć zmiany świata, stworzenia własnego świata, ale w sposób agresywny. Nakierowany na walkę, ale i na bardzo konkretne organizowanie się. Ruch punk i wszystkie jego rozwinięcia. 

   Byłby więc ów strój takim wyzywającym unaocznieniem myśli, że mimo szlachetnych zda się ideałów, obie te fale buntu były jednak uwodzącymi ideologiami. Jedną wyrażono w obłędnym koszmarze Imagine, koszmarze beznadziejnego życia w niewoli śmierci – ku wiecznej śmierci: Imagine there’s no Heaven (…) Above us only sky. Drugą we wprost wywrzeszczanej deklaracji Rottena: I am an antichrist. 

   I, zauważmy, mówiono o wolności, ale przecież kolejne pokolenia przywdziewały uniform. 

   To, powyższe odczytanie, można odnieść do Trzeciej Rzeszy Rock’n’Rolla grupy The Residents. 

   Prowokacyjność tego akcyjnego kostiumu miała więc różne odcienie i różnie była kierowana. A pewnego razu udałem się w tym stroju na wernisaż wystawy rosyjskich Nowych Dzikich, honorowo wizytowany przez żonę konsula radzieckiego. Towarzyszyły mi panie – Iwona Bender i Mariola Białołęcka – obie na wrotkach. 

   W warunkach uniwersytetu – należałoby ową prowokację traktować jako wyzwanie intelektualne. Podnoszenie problemu buntu w imię wolności – będącego nieuchronnie popadaniem w niewolę. Na pewno też wyłania się przy tym kontekst Solidarności. Zauważmy, że solidarność jest jakby świecką wersją miłości bliźniego. Naturalnie wpisuje się w hasła Rewolucji Francuskiej. 

   Ale to są odczytania i stosowania tego stroju najbardziej widoczne, najbardziej „zewnętrzne”, najprostsze do odczytania. 

   Nieraz zastanawiałem się – co ja właściwie robię? Co właściwie znaczy to, co robię komponując i ubierając ten strój? To znaczy – oczywiście rozumiałem to zderzenie znaczeń, tę zbitkę sprzeczności i ich wyzywającą wymowę. 

   To była, jak wspomniałem wcześniej, jedna z właściwości naszego działania. Robimy coś i zastanawiamy się – o co chodzi. Sprzeciwialiśmy się niewoli i szukaliśmy jakiegoś wyjścia. Rozmawialiśmy o tym. Szliśmy dalej. 

   Coś przychodzi, coś otwiera się, coś się nadarza – wchodzimy, używamy i przyglądamy się: co z tego wynika? Robimy to oczywiście w pewnej umowności właściwej sztuce, w pewnym nawiasie, chociaż stan desperacji czynił ów nawias właściwie bardzo umownym. Stało się to naszym życiem, ale nie przestawało być rodzajem pracowni, warsztatu. 

   Właściwie dopiero wiedza o składnikach tego akcyjnego kostiumu otwiera zupełnie inną miarę refleksji. Góra stroju to część munduru brytyjskiego pogotowia ratunkowego. Ktoś z rodziny mojego wujka, dawny emigrant, pracował właśnie w brytyjskim pogotowiu i przysłał kilka takich mundurów, a ponieważ nie bardzo było wiadomo, co z tym zrobić – trafiły do mnie. 

   Z kolei bryczesy były częścią munduru hitlerowskiego strażnika kolei. Paweł Mazur otrzymał je od rodziny żołnierza Armii Krajowej. 

   Pogotowie ratunkowe – to ratowanie życia, niesienie pomocy i ulgi w cierpieniach, transportowanie do szpitala. To współczucie, poświęcenie i organizowanie się społeczeństw w dobrym celu. 

   Bahnschutze – strzegli transportów na front wschodni. Strzegli transportów do obozów koncentracyjnych, do obozów zagłady. Do Treblinki… 

   Tu dopiero odsłania się głęboki i wstrząsający sens tego – scenicznego stroju. Jest on obrazem tego, do czego zdolny jest człowiek – organizujący się z poświęceniem, by dręczyć i mordować, organizujący się z poświęceniem, by ratować życie, przynosić ulgę cierpiącym. To jest spektrum człowieczeństwa. 

  Uświadamiamy sobie umykającą uwadze dwuznaczność, dwuznaczeniowość pojęcia: „służba”. 

   Zauważmy też: czyż nie jest zastanawiające, że tak skrajnie sobie przeciwne czyny, wynikające z tak diametralnie różnych – nastawień, wrażliwości, rozumienia misji – iż przyporządkowane im uniformy, składają się jednak w obraz kojarzony jednoznacznie ze złem? 

 

   Tło. Drugi plan. Trzeci plan 

   Zdjęcie zrobione jest w Gdańsku. Gdańsk był pretekstem i – symbolicznie uznanym – miejscem rozpoczęcia drugiej wojny światowej. Miejscem, w którym wojna ta doszła do swojej skrajności – wytwarzania mydła z ludzi. I miejscem, gdzie upomniano się o godność człowieka (w dalekim, dalekim trzecim planie widoczne są dźwigi Stoczni Gdańskiej – wtedy jeszcze im. Włodzimierza Lenina). W Gdańsku upomniano się o godność i o wolność człowieka co (znów symbolicznie, bo przecież nie wyłącznie to) doprowadziło do zakończenia drugiej wojny światowej w jej bezpośrednich skutkach, to znaczy: zakończenia narodowej i ideologicznej – militarnej, politycznej i ekonomicznej okupacji ludów środkowej Europy. Do klęski totalitarnego ustroju – drugiego z tych, które rozpętały tę wojnę, do wyprowadzenia sowieckich, okupacyjnych wojsk z Polski, aczkolwiek ciągle wolność ta nie udaje się, kolejne usiłowania ostatecznego uwolnienia się – obracają się w kolejne walki, kolejne straszne akty dramatu, kolejne usidlenia. 

   Gdańsk zatem jest miejscem, gdzie druga wojna światowa rozpoczęła się, doszła do jakże znaczącej skrajności – użycia człowieka jako materiału do produkcji mydła – następnie miejscem upomnienia się o godność i wolność człowieka – za czym i zakończenia tej wojny. 

   Jak pamiętamy alianci Polski w 1939 roku ogłosili, że nie chcą umierać za Gdańsk – już wkrótce także oni stali się łupem najeźdźców. Miało to konsekwencje dla nich, ale i dla następnych wydarzeń tamtej wojny – umożliwiło hitlerowcom wywożenie Żydów z Francji, Belgii, Holandii do obozów zagłady. 

   W drugim planie zdjęcia widzimy odbudowane miasto z górującymi nad nim dwoma wieżami – Ratusza Głównego Miasta i Kościoła Mariackiego. Dwie wieże – dwa porządki.

 

   Plan niewidoczny na zdjęciu 

   Widzimy dwie wieże – dwa porządki, ale także lekcję sztuki wysokiej. W tych budowlach znajdują się dwa słynne obrazy. Pierwszy – w Sali Czerwonej ratusza pyszny plafon i w jego centrum owalne dzieło Izaaka van den Blocke, zwane Apoteoza Gdańska. Na obrazie wypisano Tetragram – Imię Boże, z chmur namalowano wyłaniającą się rękę, ujmującą szczyt wieży ratusza, co w założeniu autorów symbolizuje Bożą opiekę nad miastem.

„Apoteoza_Gdańska”_Isaaka_van_den_Blocka,_1608 1   (W tym miejscu dwie ilustracje: reprodukcja Apoteozy Gdańska i zdjęcie ukazujące zniszczoną wieżę ratusza w 1945 roku, pozbawioną hełmu). 

 

   To pozostawię bez komentarza. 

   Drugi obraz – w Kościele Mariackim, tryptyk Sąd Ostateczny Hansa Memlinga – łup kaperski, od wieków chluba gdańszczan. 

 

   (W tym miejscu ilustracja – środkowa część tryptyku, ale może być też całość – Hans Memling, Sąd Ostateczny).

Sąd Ostateczny 

 

   Przy tym obrazie niezbędny jest komentarz. Sprawa pierwsza: Bóg przykazał, wielokrotnie powtarzał, by nie czynić sobie wizerunków i nie oddawać im czci (Druga Księga Mojżeszowa 20., 4; 34, 17; Trzecia Księga Mojżeszowa 19, 4; 26, 1; Piąta Księga Mojżeszowa 4, 15-18; 27, 15). 

   Sprawa druga: malarz sąd ostateczny przedstawił obrazem wagi, na której szalach kładzeni są ludzie. Dobre uczynki jednego z nich przeważają – idzie do Nieba. Drugi na potępienie. Ależ, jak to? Cóż wynika z tego przedstawienia? Cóż to znaczy, gdy dwaj kładzeni są na szalach? – Jakoby zbawienie było z uczynków! A przecież: Łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili. Święty Paweł, List do Efezjan (2, 8-10). 

   Sprawa trzecia – spójrzmy jak malarz przedstawił Chrystusa (swoje wyobrażenie). W Nowym Testamencie czytamy: Czyż sama natura nie poucza was, że mężczyźnie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to wstyd? (Święty Paweł, Pierwszy list do Koryntian. 11, 14).  W Starym Testamencie: Zaiste, roztrzaska Bóg głowę wrogów swoich, Włochaty łeb tego, który trwa w winach swoich. (Psalm 68, 22). Prawem Mojżeszowym okoliczności noszenia długich włosów przez mężczyzn były ściśle określone. Pozwalał swobodnie róść włosom na swojej głowie mężczyzna, który złożył ślub nazyreatu. W czasie tego swojego poświecenia Bogu – między innymi nie miał pić wina, a też zbliżać się do zmarłych. Jak wiemy Jezus Chrystus pił wino, zbliżał się do zmarłych. Przestrzegał Prawa – przyszedł je wypełnić. O prawie nazyreatu czytamy w Czwartej Księdze Mojżeszowej, 6, 1-21. 

   Spójrzmy na rzecz jeszcze inną – w Gdańsku tyle wzniesiono budowli, w których, w ten czy inny sposób, wzywano Bożego Imienia, w którym wyznawano, że Jezus jest Zbawicielem. Ustawiono te budowle w wyszukanym porządku urbanistycznym:  

   Wiem, że stary Gdańsk jest mądrym miastem. Mówię o jego architektonicznej mądrości. W jego urbanistycznych planach można odnaleźć ukrytą dla wzroku, a widoczną dla myślenia geometrię – narzędzie, które najwięksi architekci cywilizowanego świata używali, poszukując architektonicznej doskonałości. Czy wiesz, gdański przechodniu, że krąg miejskich fortyfikacji ma swój geometryczny środek w wieży głównomiejskiego ratusza? Czy wiesz, że ten sam ratusz dzieli Drogę Królewską w proporcjach wszechobecnego w naturze złotego podziału?

     […] Wchodząc na Długi Targ przez Złotą Bramę, widziałeś wieżę ratusza, jakby na środku ulicy, gdy tak naprawdę wieża wznosi się przecież nad jej lewą pierzeją. Zobacz też, jak ustawione są główne budowle miasta: zobaczysz je niemal wszystkie, idąc przez Długą i Długi Targ (…) bo niemal wszystkie ukażą ci się w perspektywach ulic, które przecinają twoją drogę. Spójrz też na wspaniałe monumenty miasta: są ogromne, a przecież nie mówisz, że są zbyt duże.[…]

     Wszystko to tylko przykłady mądrości architektury Gdańska, których znacznie więcej odkrywamy w pracach nad jego ukrytą logiką. 

                                                 Jacek Dominiczak, Jak zbudować dobry Gdańsk

 

   No właśnie. I oto w samym środku tego wyszukanego porządku, w samym środku miasta jego dawni mieszkańcy ustawili posągi Neptuna i Hermesa (na środku, ale też i wiele innych tego rodzaju w całym mieście). Powiadano – a i zupełnie bezrefleksyjnie czyni się tak dzisiaj – iż Gdańsk jest Grodem Neptuna. Jeszcze raz odwołam się do świętego Pawła, dla wyrazistości cytując w przekładzie dosłownym: Gdy zaś w Atenach czekał na nich [na Sylasa i Tymoteusza – przyp.] Paweł, był ostry duch jego w nim, ponieważ oglądał, że pełnym wizerunków było to miasto. Dzieje apostolskie (17, 16). 

   Wspominałem wcześniej o tym poczuciu osaczenia, wieloaspektowego osaczenia, o uczuciu życia w sytuacji bez wyjścia, w niemożności znalezienia odpowiedzi i te opisywane tutaj kwestie, to pomieszanie kłamstw z prawdą, tych gotyckich, strzelistych, rzucających na kolana aktów wiary i aktów ufności w Bożą opiekę, wymieszanych z ewidentnym nieposłuszeństwem, odstępowaniem od Bożych słów – a wszystko to en block podawane za prawdę – to również były elementy owego osaczenia. Również – a czy nie najważniejsze? 

   Gdy mówi się o Grodzie Neptuna – pomyślmy: w 1939 roku przybyły tu drogą morską legiony, by zainicjować wojnę, w rezultacie której Gdańsk utonął w morzu ognia, zamieniony został w morze ruin. A mocno przyczyniły się do tego także inne morskie sprawy – to tu budowano U-booty, morskie potwory. Alianci, srodze przez nie doświadczani, niecierpliwili się, pośpieszali: czy już Gdańsk jest w zasięgu artylerii Armii Czerwonej? I sami potężnymi nalotami burzyli i podpalali. (cdn.)

 

Zbigniew Sajnóg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Visited 7 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*