Co powstrzymuje rosyjską interwencję na Ukrainie – albo: co łączy a co dzieli Stalina i Putina?

NOWOROSSIJANiedługo rocznica Powstania Warszawskiego, jedynego bodajże poza Katyniem wydarzenia z czasów II wojny światowej tak eksploatowanego propagandowo do uzasadnienia polskiej polityki międzynarodowej. Bowiem nieważne już, że powstańcy walczyli z naszym dzisiejszym sojusznikiem z NATO i UE. Ważne natomiast – przeciw komu powstanie było skierowane politycznie! I kto – wedle współczesnej historiozofii – jest winien jego klęski. A winnymi są wedle obecnie panującego dogmatu radzieckie czołgi, które stały nad Wisłą. Głównym bowiem celem powstania było skonfundowanie Stalina i postawienie go w niezręcznej sytuacji. Nie dziwota, iż generał Maczek twierdził, że odpowiedzialnych za decyzję o wybuchu powstania należało postawić przed plutonem egzekucyjnym.

Co przemawia za rosyjską interwencją na Ukrainie? Wszystko, tylko nie geopolityczne plany Kremla. Militarna przewaga Rosji jest przytłaczająca. Większość wojska ukraińskiego znajduje się w dwóch wysuniętych obwodach, gdzie aż proszą się one o okrążenie i rozbicie przy minimalnych stratach własnych Federacji Rosyjskiej. Politycznie taki ruch zyskałby szerokie poparcie nie tylko w samej Rosji, ale też Rosjan mieszkających na Ukrainie i w innych krajach. Także wielu nie zainteresowanych bezpośrednio ludzi na świecie (wbrew panującej propagandzie) przyjęłoby taki obrót rzeczy za zrozumiały i uzasadniony. Zapewnił by on Putinowi popularność na wiele następnych lat. Powstała Noworosja byłaby trwałym sojusznikiem, w dodatku ekonomicznie silnym dzięki swojemu przemysłowi. W samej zaś „rdzennej” Ukrainie prozachodni, faszystowski reżim miałby mniejsze szanse na utrzymanie władzy, niż wówczas, gdy istnieć ona będzie w dzisiejszych granicach, będąc dla Zachodu krajem ważnym strategicznie i surowcowo. Jedyne, co przeciwko temu przemawia to fakt, że wedle obaw Putina postępowanie takie pchnęło by Europę (czytaj Niemcy) w kierunku USA, utrwalając związek, który wedle Kremla (i nie tylko) zdaje się rozpadać. (Istotnym pytaniem jest – czy faktycznie do owego rozwodu dojść może, czy to są zwykłe i niewiele znaczące niesnaski w rodzinie? Polacy w przypadku jednego i drugiego scenariusza nie będą mieli za wesoło). Tak więc, co mają myśleć Rosjanie w kraju, nazywanym kiedyś Ukrainą, widząc jak „wierni” Kijowowi mordują ich rodaków i niszczą ich miasta, przy (może i pozornej) obojętności Putina? Jakiegoś zrozumienia dla geopolitycznych zależności trzeba jednak od ich oczekiwać.

Co przemawiało za radziecką interwencją na rzecz Powstania Warszawskiego? Militarnie front sowiecki zatrzymał się na korzystnej strategicznie linii Wisły. Atak Armii Czerwonej zatrzymał się w wyniku wydłużenia linii zaopatrzeniowych – czołgi wszak jeżdżą tylko mając w bakach paliwo, żołnierze muszą coś jeść a broń potrzebuje amunicji. Wszak jeszcze 22. czerwca, w dniu rozpoczęcia Operacji Bagration, linia frontu przebiegała gdzieś pod Witebskiem. Nawet armia radziecka nie posiadała takich zasobów i rezerw, by skutecznie działać na wszystkich frontach. Sama zaś Operacja Bagration należy do najbardziej błyskotliwych w II wojnie światowej. Jej zdobycze terytorialne dorównywały postępom Wehrmachtu w czasie Operacji Barbarossa. Wedle zaś słów Guderiana z książki Wspomnienia żołnierza, twierdzącego, iż spory aliantów nt. przyczyn zatrzymania wojsk radzieckich nad Wisłą są mu obce, jego zaś zdaniem właśnie wtedy na linii Wisły obrona niemiecka zaczęła tężeć. Ze strategicznego punktu widzenia ważniejszą rzeczą było zajęcie Rumuni i Węgier (gdzie rozpoczęła się radziecka ofensywa) – wraz z jedynymi posiadanymi jeszcze przez Niemcy złożami ropy – niż koncentrowanie znacznych sił i środków do zdobycia miasta, którego z marszu wziąć się nie dało. Przygotowywanie większej operacji militarnej było dla Moskwy pozbawione jakiegokolwiek znaczenia strategicznego. Oczywistym też jest, że Stalin nie miał także żadnego interesu politycznego w pomocy powstaniu, politycznie wymierzonemu właśnie przeciw niemu. Wszystkie te uwarunkowania Rząd Londyński z grubsza znał. Niedorzecznością było wszak liczyć na to, iż wymusi się na Stalinie działania, niezgodne z interesem frontów i skuteczności prowadzonej wojny jak również z interesem geopolitycznym. Cóż więc chcieli osiągnąć ci, co o wybuchu powstania decydowali? Dokładnie to, co osiągnęli. Zniszczone miasto, setki tysiące zabitych… Coś, czego dokonali Niemcy, a o co można było odtąd obwiniać Rosjan. Fakt, że Operacja Bagration rozpoczęła się 22. czerwca, świadczy o tym, z jakim pośpiechem powstanie było przygotowywane w obawie o to, iż… można nie zdążyć. Tłumaczenie zaś, że powstanie i tak by wybuchło – jest czystą kpiną. Czyżby Armia Krajowa nie była zdyscyplinowaną formacją? Czy owych żołnierzy podziemia nie można było użyć w lesie? Ano można było – szkopuł w tym, iż Armia Krajowa była tworzona wedle politycznego scenariusza I wojny światowej, kiedy to obie walczące strony ulegają wykrwawieniu i wewnętrznemu załamaniu. Wtedy AK wchodziłaby niejako na ziemię niczyją, rozbrajając zdemoralizowane jednostki. Z takim też scenariuszem II wojna światowa najprawdopodobniej była „projektowana”. Los jednak chciał inaczej. Linia Maginota na nic się Francuzom nie przydała – Brytyjczycy ledwie wygrali z Bitwę o Anglię. Systemy polityczne okazały się trwalsze niż XIX-wieczne cesarstwa. Niemcy wszak gotowi raczej byli dać się unicestwić, niż zwątpić w Führera. A nieudany zamach czy kilku studentów niczego w tym obrazie nie zmienia... Ale to już inna historia.

Now2

I ile więc w czasach „komuny” mieliśmy do czynienia z kłamstwem katyńskim i przesadnym lękiem, by nie narazić na szwank sojuszniczego Związku Radzieckiego, to dziś mamy do czynienia z kolejną karykaturalną wersją historii, odbitej niby w krzywym lustrze. Czeka nas kolejna celebra, gdzie wektor winy zostanie umiejętnie przekierowany. Dziś także niszczone są miasta i liczba ofiar idzie w tysiące, a spodziewanej interwencji – którą zdążono już medialnie wszystkich nastraszyć – wciąż nie widać. Można jedynie mieć nadzieję, że ów obłęd, w który wepchnięto naszych sąsiadów ze wschodu, skończy się najszybciej jak to możliwe.

Poczucie rzeczywistości skłania jednak do pesymizmu. Wszędzie, gdzie ostatnimi laty pisali scenariusz i wydarzenia reżyserowali Amerykanie, kraje idą w ruinę, w wojnę domową, w pożogę a ofiary mnożą się tysiącami. Wystarczy spojrzeć na Irak, Syrię, Libię… Możemy tedy być pewni – wojna o nas nie zapomni, bowiem nigdy nie zapominała. To, czego nie uda się powstrzymać na Ukrainie, przyjdzie i tu.

Artur Kielasiak

 

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*