Czy nie czas na walkę z hienami???

Mamy jesień. Niebawem styczeń i z wolna rozpocznie się wypełnianie PIT-ów oraz przekazywanie 1% naszych dochodów na wszelkiego rodzaju fundacje. Nie mam niczego przeciw takiej formie darowizny, ale chciałbym być pewny, że ów procent trafi we właściwe ręce.

Pieniądze, którymi obracają fundacje, nie są funduszami prywatnymi. Tymczasem od samego początku polskiej „transformacji” nie stawiano specjalnych przeszkód zawiązującym się stowarzyszeniom, natomiast powołanie do życia fundacji było i jest znacznie trudniejsze. Przede wszystkim fundacje rejestruje się w Warszawie, stowarzyszenia w każdym z wojewódzkich sądów rejestrowych. Pytanie: dlaczego? Po pierwsze dlatego, by mieć je pod baczniejszym okiem. Po drugie, by ułatwić ich zakładanie wszelkiej maści stołecznym decydentom.

W polskich realiach fundacje kojarzą się nierozerwalnie z władzą (wszelkiego szczebla, za ministrami i ich „doradcami” poszli mniejsi bonzowie, ci z województw, powiatów, nawet gmin). Z władzą i biznesem. Czyli tak czy inaczej nie tyle z działalnością charytatywną, co z obrotem sporymi sumami gotówki. I tu jest pies pogrzebany. Jeśli zaś nie przynoszą dochodów, dających się przeliczyć na złotówki, przynoszą inne, mniej wymierne, ale także istotne – bo umożliwiające ich zdobycie poprzez nadanie odpowiedniego prestiżu konkretnym osobom.

Jeśli oficjalne pensje prezesów największych fundacji wynoszą od ponad 90 tys. (znany Pan) do 50 tys. złotych (równie znana Pani – feministki powinny podnieść alarm, mężczyzna zarabia więcej) miesięcznie, to oboje mogą być pewni, iż na ich firmy (bo niczym innym one nie są) nie podaruję ani grosika. Fundacje te dalekie są bowiem od ideałów humanitaryzmu.

Skoro każdy polski obywatel może, gdy zechce, dowiedzieć się, ile zarabia opłacany przez niego poseł czy senator, skoro znane są zarobki na odpowiednich stanowiskach sfery budżetowej, to ukrywanie dochodów prezesów i pracowników fundacji zakrawa na kpinę.

Proponuję, by specjalna ustawa spowodowała, iż fundacje (przynajmniej te, ubiegające się o 1% z naszych podatków) były zmuszone do podawania na swoich stronach www i w reklamach, gdzie ubiegają się o nasze datki – do podawania konkretnych danych (w kwotach i procentowo), dotyczących: wysokości stałych wynagrodzeń i premii okolicznościowych prezesów, członków zarządu i etatowych pracowników. To nie wszystko. Chciałbym też móc przeczytać, ile kosztuje paliwo fundacyjnych aut, ile delegacje, ile szkolenia etc.

Wówczas będzie jasne, ile pieniędzy przeznaczonych jest na realizację celów statutowych danej fundacji, ile zaś na tzw. obsługę.

Swoistą fikcją jest też lista fundacji i stowarzyszeń, uprawnionych do oczekiwania na 1% naszych podatków. Niekiedy doprawdy nie wiadomo, co robią na niej te czy inne organizacje, dlaczego zaś brak znacznie bardziej aktywnych. Cóż, owe listy nie są układane przez komputer, tylko przez ludzi, wykonujących konkretne służbowe polecenia. Komputer również trzeba by wcześniej zaprogramować.

Nic więc dziwnego, że odzew obywateli jest stosunkowo nikły. Wiedzą oni, iż w majestacie prawa wzbogacą się po raz kolejny ci, którzy wzbogacić się mają, zaś wiele znakomitych stowarzyszeń i fundacji nigdy takiej możliwości nie otrzyma. Bo prócz tych „żebraczych”, są nadal grupy ludzi o wielkich sercach, którym pieniądze nie przysłoniły codziennych problemów.

Pełnej dowolności w dysponowaniu naszymi złotówkami w ramach owego procenta odpisu od dawna żąda prof. Stefan Symotiuk, wybitny filozof kultury z zacięciem społecznikowskim. Jego zdaniem tylko takie rozwiązanie pokaże, które z fundacji i stowarzyszeń są postrzegane przez społeczeństwo (chodzi głównie o społeczności lokalne) jako realizujące należycie przyjęte przez siebie cele. Fikcyjne – w ciągu kilku lat pozbawione byłyby przez obywateli votum zaufania poprzez nie przekazywanie im środków finansowych. Te dobre i najlepsze, rozpoznawalne dzięki konkretnym osiągnięciom – przejmowałyby z czasem większość dostępnych w formie procentowego odpisu złotówek, mając coraz większe pole do działania. Gdyby spoczęły na laurach – ludność bez trudu znalazłaby inne, w danej chwili bardziej godne wsparcia.

Naprawdę, nie wystarczy wiedzieć, jakiego szyldu używa fundacja. Jeśli nie wiecie Państwo, jak dysponuje zdobytymi funduszami, nie darowujcie jej niczego. Karmienie hien w dobie kryzysu zakrawa na żarty z rzeczywistości.

A rzeczywistość z nami żartować wcale nie chce.

 

 Edward L. Soroka

(Visited 7 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*