Dwie jesienie

Październik 2019. Stoimy na przystanku autobusowym przy al. Grunwaldzkiej, czekając na autobus BP Tour z Gdyni do Lublina. Mija 23:00, mija północ… Jest nas tylko dwu – indonezyjski student medycyny i ja. Chłopak wraca od koleżanki z roku – Rosjanki z Kaliningradu – do warszawskiego akademika. Zimno mu, bo koszulka polo i wiatrówka niezbyt przydatne w późnojesienne, polskie noce. Czekamy cierpliwie, gadamy o niczym, bo i cóż więcej możemy… Ledwie kilkanaście godzin w Elblągu, a jakby tym razem miasto nie miało ochoty mnie wypuścić… Kursowy liner wreszcie dociera pod dawny budynek „Zamechu”, wsiadamy i od razu usypiam. Do głowy mi nie przychodzi, że dzisiejszego elbląskiego gospodarza, Ryszarda Tomczyka, nie spotkam już nigdy.

 

Listopad 2020. Zazwyczaj w takich przypadkach ktoś rano dzwoni. Żony, kumple… Tym razem nie Ala Tomczykowa, a Zbyszek Szmurło, po rezygnacji Ryszarda przez czas jakiś naczelny „Tygla”, entuzjasta sztuki (jako malarz, historyk i krytyk) i Armenii. Prócz całej sfery domysłów, jedno jest pewne – kolejny wielki polski twórca nie żyje. Tomczyk nie doczekał 90. urodzin, choć plany miał mocno dalekosiężne. Wbrew stanowi zdrowia, wbrew temu, iż w jego wieku większość artystów to ludzie wypaleni i czekający na śmierć.

 

Odkąd go znałem, niosła Ryszarda pasja. Pasja tworzenia, pasja życia, pasja uczestniczenia w pozostawianiu na Żuławach śladów kulturowych w nowej, powojennej rzeczywistości. Młody człowiek z robotniczego Radomia znalazł się po studiach w zupełnie obcym sobie świecie. Ale w Elblągu został i współtworzył rodzącą się z wolna jego polskość. Nie było to łatwe, bo jako miasto „Zamechu” – przemysłu ciężkiego – partia poddawała gród wnikliwej „opiece”. A specjalnej miłości do Matuszki Partiji młody nauczyciel i krytyk teatralny nie odczuwał…

Byłby pewnie i pozostał niesfornym licealnym belfrem, gdyby nie znajomość, potem współpraca i przyjaźń z Gerardem Kwiatkowskim (Jürgenem Blumem), twórcą legendarnej przez lata „Galerii EL”. To zmieniło w Tomczyku nie tyle podejście do ludzi, bo pracoholikiem był zawsze i zawsze wiele wymagał od bliźnich, co do sztuki współczesnej. Sztuki, która dzięki Kwiatkowskiemu, Hankowskiemu i Tomczykowi zagościła w przestrzeni miejskiej Elbląga, która powstawała przy nieocenionej pomocy kierownictwa i robotników „Zamechu”, która wreszcie z peryferyjnego ośrodka socjalistycznej kultury przekształciła miasto w jedno z centrów europejskiej awangardy plastycznej. Na krótko, co prawda, ale jednak!

Laboratorium Sztuki „Galeria EL” (czasy Gerarda) i Centrum Sztuki „Galeria EL” (czasy Ryszarda) to placówka, jakiej nie pominie już milczeniem żadna licząca się książka o polskich doświadczeniach plastycznych po roku 1956. Bez Gerarda „EL-ki” by w ogóle nie było, bez Tomczyka nie udałoby się uratować jej tradycji i dorobku. Już w XXI wieku rolę skrupulatnego archiwisty i kontynuatora myśli Kwiatkowskiego pełnił przy wsparciu obu poprzedników – Jarek Denisiuk. To trzy najistotniejsze postaci, współtworzące program i klimat galerii.

Od lat 60. XX w. Ryszard wiele pisał, redagował kolejne czasopisma (najciekawsze to „Galeria EL” i Kwartalnik Elbląski „TygiEL”) i wiele malował. (Miał też wielkie szczęście do żon – zmarłej już ponad dekadę temu Wiesławy i Ali. Obie nie tylko nie powstrzymywały jego zapędów, ale robiły, co mogły, by go wspomóc). Jeszcze w tym roku wydał kolejną książkę – „Teksty nadobowiązkowe”. Przez wielu uważany był po śmierci Jerzego Dudy-Gracza za najwybitniejszego polskiego malarza. Acz wszystkie te „naj…” samym twórcom do niczego potrzebne nie są. Mówię o artystach z krwi i kości, nie o ustosunkowanych karierowiczach, którym obce są i plastyczne rzemiosło i człowieczeństwo. Jak stwierdził lata temu po obejrzeniu wystawy Tomczyka w lubelskiej „Chatce Żaka” socjolog mediów, a mój nauczyciel reportażu, red. Kajetan Wojtysiak – „Gdyby ten gość mieszkał w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, co tydzień oglądalibyśmy go w telewizji jako fachowca od malarstwa i teatru. Ale mieszka na skraju Żuław – a to już zbyt daleko od stołecznego pojmowania wysokiej kultury”. Kajetan mówił prawdę, choć na zamieszkiwaniu w Elblągu Rysiek jedynie wygrał. Jako szefa galerii i animatora kultury spotykały go, często nawet, naciski polityczne. Ale nikt mu nie próbował mówić, co i jak ma tworzyć. To właśnie zaleta tzw. prowincji.

Jesienią 2019 roku udało się Tomczykowi wydać antologię pt. „Literaci elbląskiego trzydziestolecia 1989-2019”. Książkę, która przez lata stanowić będzie dla literaturoznawców i historyków literatury niezastąpione kompendium wiedzy. 600 stron, wielu twórców, związanych albo z Elblągiem, albo z redakcją i publikacjami w „Tyglu”… Gdyby nie upór Ryszarda, Jerzego Wcisły i Edwarda Pukina, publikacja nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Dla włodarzy miasta bowiem kultura przestała być pupilką. Trzeba do niej dokładać, polski kapitalizm mafijny woli zaś zarabiać. W każdy dostępny sposób.

 

I tak właśnie, po promocji grubaśnej antologii oczekiwałem na przystanku obok „Biedronki” w dawnym budynku „Zamechu” – na opóźniony, biały autobus firmy BP Tour. Ciekaw byłem kolejnej książki Tomczyka, jego nowych obrazów… Bo, acz zarzekał się wielokrotnie, iż ma dość i przestaje malować, wiadomo było, że gdy poczuje się lepiej, wróci do sztalug.

Książka nadeszła drogą pocztową. Ostatnie obrazy pewnie zobaczę. Tylko ich autora już nie.

 

Elbląg niebawem odczuje brak Tomczyka. Na razie jeszcze nie zauważył jego odejścia. Ale tak bywa z wielkimi. Gdy są, niewielu dostrzega ich wystawanie ponad przeciętną. Po Ryszardzie pozostał ogromny dorobek malarski, literacki i krytyczny. Ktoś to pewnie uporządkuje, albo przynajmniej spróbuje to uczynić. Ale to, co powstało, chadza zazwyczaj swoimi drogami. I niespecjalnie poddaje się zaszufladkowaniu.

Zwłaszcza, gdy mowa o sztuce. I jej twórcy – jednym z ostatnich w Rzeczypospolitej humanistów dawnego typu, napędzanym nie poprzez granty – a własne pasje. Bo inaczej Ryszarda Tomczyka odbierać trudno.

Lech L. Przychodzki

Za: http://expressobywatelski.pl/index.php/2020/11/19/dwie-jesienie/

 

(Visited 93 times, 1 visits today)

Jedna myśl na temat “Dwie jesienie

  • 23/11/20 o 20:13
    Permalink

    Szanowny Panie Lechu L. Przychodzki,
    w imieniu rodziny i własnym bardzo dziękuję za zawsze życzliwe słowo o Ryszardzie. Wspomina Pan o Jego ostatnich obrazach; otóż jestem tym szczęściarzem, że ostatnie 2 obrazy uwieczniłem 24 października 2020 roku podczas ostatniej wizyty na ul. Ratuszowej i nie tylko obrazy, ale i Ryśka.
    Te obrazy to 3 i 4 obraz patrząc od góry na stronie, którą zdążyłem zrobić dla Niego /link poniżej/.
    Tak się również złożyło, że Rysiek napisał 7 września 2020 recenzję mojego ostatniego tomiku, która okazała się ostatnią recenzją napisaną przez Niego w życiu, a przecież napisał ich setki.
    Jeszcze raz BARDZO PANU dziękuję i pozdrawiam serdecznie
    Wiktor Mazurkiewicz

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*