Logika kolejnych fal pandemii… (6)

Zniszczyć pieniądz, uratować pieniądz!

Miarą uniwersalnego bogactwa wznoszącego państwa ku chwale, jest wymienialność ogólna zgromadzonych przez niego aktywów. Najbardziej pożądaną będzie wartość mierzona w aktywach stałych – fabrykach, nieruchomościach, potem w ziemi i jej kopalinach oraz w wodzie słodkiej. Trwałą i cenną dewizą wymienialną „od zawsze” jest złoto i inne kamienie szlachetne, dzieła sztuki i inne numizmatyki. Pieniądz, w formie jaką znamy jako metalowy krążek, czy papierowy świstek, bądź jego wersja elektroniczna, zapisana w formie bezosobowych cyfr, nie powinna być brana pod uwagę w dobie sztucznego kreowania bogactwa – niczym wyciągania królika z kapelusza. Nie ma to niczego wspólnego z uczciwością, nie ma to również niczego wspólnego z faktycznym bogactwem i zamożnością.

Dolar jako pieniądz uniwersalnie wymienialny na całym świecie, dostał taki status od wielu lat tylko dzięki wycelowanej w opornych lufie jankeskiego karabinu! Po roku 1944 zaczął obowiązywać układ z Bretton Woods, w ramach którego przyjęto system sztywnych kursów walut krajowych w relacji do dolara. Amerykańska waluta była wymienialna na złoto po stałej i gwarantowanej przez rząd USA cenie: 35 dolarów za uncję. Wymienialność USD na złoto była jednak zarezerwowana tylko dla banków centralnych. Posiadanie złota inwestycyjnego zarówno w USA, jak i w krajach komunistycznych było nielegalne.  15. sierpnia 1971 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto, co było faktycznym bankructwem USA. Była to też data końca poprzedniego ładu monetarnego i rozpoczęcia wielkiej fikcji, trwającej do dziś. Od 45 lat żadna waluta narodowa nie ma oparcia w kruszcu, a banki centralne zostały pozbawione jakichkolwiek ograniczeń w kreacji pieniądza.

Usunięcie złota z systemu finansowego miało ogromne konsekwencje dla światowej gospodarki. Od decyzji Nixona baza monetarna Stanów Zjednoczonych zwiększyła się niemal 45-krotnie (!), rosnąc z 84,1 mld USD do 3,77 bln USD. Ekspansja monetarna skutkowała silnym przyspieszeniem inflacji: przez ostatnie 45 lat koszty życia w USA, mierzone rządowym indeksem CPI, wzrosły sześciokrotnie. Rozpoczęła się era gospodarki wirtualnej. Potężna ekspansja kredytowa prowadziła do zwiększenia nierówności dochodowych. Bogaci stawali się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Rozpoczął się trwający do dziś proces marginalizacji klasy średniej i wzrostu znaczenia jednego promila najbogatszych Amerykanów. Ameryka jest światowym hegemonem nie dzięki swojemu bogactwu, które dawno minęło, ale dzięki armii i wywoływaniu wciąż kolejnych konfliktów militarnych. Te bardziej znane to: 1950-1953 – wojna koreańska: Stany Zjednoczone wysyłają swych żołnierzy do Korei pod auspicjami ONZ, po inwazji Korei Północnej na Koreę Południową. Giną 33 tysiące Amerykanów. 1961-1975 – Wietnam: w wojnie, która miała nie dopuścić do przejęcia przez komunistów władzy (i metali ziem rzadkich, potrzebnych do wyścigu w kosmos) ginie 55 tysięcy Amerykanów… 1991 – wojna w Zatoce Perskiej: dowodzona przez Amerykę międzynarodowa koalicja rozpoczyna operację Pustynna Burza, by uwolnić Kuwejt spod irackiej okupacji, trwającej od sierpnia 1990 roku. W operacji bierze udział ponad 55 tysięcy amerykańskich żołnierzy. 1998 – Afganistan i Sudan: ataki na bazy terrorystyczne w obu tych państwach, w odpowiedzi na zamachy bombowe na amerykańskie ambasady w Kenii i Tanzanii.

Do tej pory rodzą się w Iraku, Serbii, Wietnamie, Kambodży potworki po porażeniach popromiennych. Nikt nie próbuje nawet policzyć ofiar w Afganistanie, bo Amerykanie mają przewoźne krematoria, w których od razu pala zwłoki, żeby nikt nie zgadł, ile osób zabili.

Nikt nie liczy ofiar w Libii ani w Mali ani w Jemenie – ani w ponad stu innych państwach, aktualnie bombardowanych przez USA. Bank Światowy dobrych parę lat temu szacował majątek ogólnoświatowy na około 707 bilionów dolarów. W 2014 Credit Suisse oszacował wartość majątku ludzkich prywatnych gospodarstw domowych na 263 biliony dolarów. 82 proc. majątku wygenerowanego w 2017 roku powędrowało do najbogatszego procenta ludzkości. Mówiąc bardziej obrazowo: ponad 8 dolarów z każdych 10 dolarów światowego majątku pojawiło się na kontach garstki najbogatszych. Gdy najbogatszy jeden procent zgarnął 82 proc., to 50 proc. populacji planety nie powiększyło swoich majątków. Przychody zwykłych robotników urosły średnio o 2 proc. w ciągu ostatniego roku. W ciągu najbliższych 20 lat 500 najbogatszych ludzi świata przekaże swoim spadkobiercom ponad 2,4 biliona dolarów. To więcej niż PKB Indii, kraju, w którym żyje 1,3 miliarda osób. Bogacze ukrywać mają nawet 7,6 biliona dolarów przed urzędami podatkowymi. Świat w ciągu kilku lat przeszedł do systemu płynnych kursów walutowych, w którym relacja ceny jednej waluty względem drugiej jest efektem działań rynkowych i decyzji banków centralnych. Mówiąc prościej – górą zbiry, oszuści i światowa lichwa – posiadacze kopalin (Afryka), czy ropy (Wenezuela) wcale nie muszą się czuć bogaczami! Aktualna pandemia tajemniczego wirusa przyśpiesza to, co nieuniknione. Hegemoni i kreatorzy rzeczywistości, w której żyjemy, nie chcieli już dłużej czekać. Prognozy dla oficjalnych systemów walutowych przewidują zanikanie walut narodowych w procesach konsolidacji rynków (wprowadzenie w jedynym rozliczeniu euro, dolara, jena, funta). Oczywiście takie działanie daje nieuniknione skutki dla lokalnych rynków, takich jak dalsza polaryzacja regionów biedy i bogactwa, będąca konsekwencją odpływu najwartościowszych pracowników do krajów rozwiniętych czy przenoszenia produkcji do krajów rozwijających się. Gospodarka i system finansowy bez pieniędzy jest możliwy – przekonują eksperci i czarodzieje bankowi oraz ekonomiści w rękach masonerii i innych lóż. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

kwiecień 2021

(Visited 29 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*