Przed bramą „Gedanii”

19. maja 2020 roku, przed bramą Klubu Sportowego „Gedania”, poseł na Sejm RP, Kacper Płażyński, zorganizował konferencję prasową. Bezpośrednią przyczyną były dwa wezwania, wystosowane do posła przez firmę ROBYG – wezwania, w których firma, uznawszy wypowiedzi posła na temat jej działań za naruszające dobra osobiste, zażądała przeprosin oraz wpłaty zadośćuczynienia na cele społeczne.

 

https://youtu.be/xJpDo3qRucM

 

Poseł mówiąc o terenach Klubu Sportowego „Gedania” określił je przestrzenią zabytkową, w całości wpisaną do rejestru zabytków. Przestrzeń zabytkowa – to ładne słowa. Wiele takich słów słyszymy, powtarzane są w mediach, tak nieraz ładnie uczy się o historii w szkołach, ale czy nie przyzwyczajamy się do nich, czy nie powszednieją, nie oddalają się od wyrazistości wydarzeń, jakich są cichym śladem? Przestrzeń zabytkowa dawnego klubu, dawnego: Sportklub „Gedania” e. V. in Danzig. O jaką tu historię chodzi, i o co, tak naprawdę, dzisiaj?

Zacznę od kwestii oczywistej, która jednak ciągle nie jest wyraziście obecna w naszej świadomości. Nasi bliscy przodkowie, Polacy z niedawnej historii, stanęli wobec dwóch najstraszliwszych totalitaryzmów w dziejach, stanęli nie idąc ani z jednym, ani z drugim, mówiąc obu im: nie! I nazizmowi i komunizmowi. I socjalizmowi narodowemu i socjalizmowi klasowemu.

My ciągle jakby nie zdajemy sobie z tego sprawy kim jesteśmy, gdzie i w jakim czasie. Przeszliśmy straszne doświadczenie, w dodatku nie mając możliwości, by uporać się z „dziedzictwem” i zaszłościami jednego kataklizmu, przeszliśmy w drugi – zastosowano względem nas szyderczą pedagogikę sowieckiej antykultury i dziś ciągle jeszcze nas nie ma. Ciągle nieprzebudzeni, tkwimy jakby mentalnie w pozycji uczniów, a właściwie uczniaków, ciągle nie dostrzegając, jak ważne mamy rzeczy do powiedzenia, jaki – być może – mamy obowiązek. Ciągle szukamy w oczach innych kształtu siebie, lokujemy się w tym, jak nas określają inni.

Czyż żołnierze polscy roku trzydziestego dziewiątego – starający się zatrzymać hitlerowski najazd, walczący, krwawiący, okaleczani, oddający życie – czyż nie powinni mieć wszyscy swoich drzewek w Yad Vashem? A przecież oni, Gedaniści – byli jednymi z nich a może i bardziej, bo przez lata, dzień po dniu, rok po roku, stawali wobec wzbierającej, spienionej fali nazizmu w Wolnym Mieście Gdańsku, wobec krzewionej, wdrażanej w życie „nauki rasistowskiej” – i przez Senat Wolnego Miasta i przez tutejszą Akademię Medyczną. Stawali wobec tego latami – manifestując tu, na bieżni Klubu „Gedania”, zajmując wysokie miejsca w rozgrywkach okręgowej ligi piłkarskiej. Tu, niczym w oku cyklonu. Ci ludzie tu, wobec tego rozjuszonego obłędu, tu – podkreślam to – na tej bieżni manifestowali. Przez kulturę fizyczną przygotowywali się do stawiania oporu, organizowali się, stawali latami, dzień po dniu wobec tej rosnącej grozy, tej strasznej przewagi. Nie widzieli jej? Nie byli jej świadomi?

To byli wielcy, wspaniali bohaterowie i zapłacili straszną cenę. Kim zatem mielibyśmy być my, by o tym zapomnieć, by tego nie uszanować?

Bieg dziewcząt rozegrany na stadionie polskiego klubu sportowego „Gedania” we Wrzeszczu podczas Święta Sportu 11 IX 1938 r. W głębi widoczna trybuna stadionu i domy przy ulicy T. Kościuszki (Magdeburgerstrasse). (Fot. Witold Kledzik, 1938)

 

Jak podkreśla Wojewódzki Konserwator Zabytków, pan Igor Strzok, dzisiejszy plan zabudowy terenów KS „Gedania” zakłada przeniesienie boiska z jego historycznego miejsca, także likwidację trybun. Oczywiście budowę budynków mieszkalnych. Ale i – zwróćmy na to uwagę – nie ma w nim mowy o bieżni. O tej bieżni, na której manifestowali Gedaniści.

Użyjmy obrazu. Przenieść boisko? Zlikwidować bieżnię? A gdyby tak przesunąć nieco KL Auschwitz, aby tam, na terenie, który zajmuje, wygospodarować miejsce na ładne osiedle mieszkaniowe z pożyteczną funkcją? Przesunąć o kilometr, dwa… Jak byśmy przyjęli taką propozycję? – wydaje nam się to horrendalne, niemożliwe. Taką mamy wrażliwość – choć przecież nie wszędzie tak jest. Austriacy przecież na terenie obozu Mauthausen pobudowali osiedla, mieszkają w nich…

Ale – pamięć, szacunek to jest poziom podstawowy, może być czytany jako wymóg pewnej kultury, nawet z zakresu kultury bycia. Poziom podstawowy, ale lepiej może powiedzmy: wyjściowy. Bo jedna rzecz pamięć, ale: tu mielibyśmy nie myśleć, nie mieć tego przed oczami – nie mieć tego na uwadze – po tym wszystkim, co przeszliśmy nie szukać odpowiedzi? No, ludzie!

Zatem zabytek, miejsce pamięci, oddanie szacunku tamtym ludziom, naszym bliskim tu poprzednikom, bohaterom – ale po tamtym krwawym paroksyzmie drugiej wojny światowej, po „naukowym rasizmie”, po apoteozie prawa silniejszego, prawa przemocy jako organizującej, rozwojowej siły życia – czyż nie powinno być to przede wszystkim miejsce odbierania lekcji, miejsce żywej refleksji? Czy my dziś nie powinniśmy, stając w śladzie tamtych ludzi, nie ustawać w zadawaniu zasadniczych pytań – aż do, wreszcie, wyjaśnienia? Aż do Prawdy? Czy to dziedzictwo nie jest więc zadaniem, które powinniśmy podjąć? Ale zatem – jak moglibyśmy zacierać ten ślad?! W imię czego?

Oni, Gedaniści, Polacy tamtych czasów, byli zadeptywani, mieliśmy być jako naród – starci, wymazani – i teraz my mamy zatrzeć po nich ślady? I inaczej: mamy powrócić w nieco kosmetycznie ogładzonej formie – do zadeptywania się nawzajem jako do zasady życia, jako zwykłego porządku życia? Otworzyliśmy nowy bestiariusz jako owoc, wydany przez „Solidarność”?

Refleksja jest nam bezcennie potrzebna, jest nam bezcennie, pilnie potrzebne Przebudzenie.

Zawody łucznicze podczas Święta Sportu na stadionie polskiego klubu sportowego „Gedania” we Wrzeszczu, 11 IX 1938 r. W głębi zabudowania przy ulicy T. Kościuszki (Magdeburgerstrasse). (Fot. Witold Kledzik, 1938)

 

Jeśli to pieniądz ma być priorytetem w naszym życiu – dokąd jest takie życie? Jeśli pieniądz ma być narzędziem projekcji mocy – co to ma wspólnego z gospodarowaniem, z gospodarką? Przecież gospodarowanie jest skupione na człowieku. Dopiero co argumentowano nam za pomocą zomowskich pał, dzisiaj mamy układać społeczeństwo mocami pieniądza, groźbami zniszczenia finansowego? Takie wyciągnęliśmy wnioski z doświadczenia, które przeszliśmy? Na co chcemy liczyć po odrzuceniu takiej lekcji, po zadeptaniu takiej historii?

Jeśli to, co się tu stało, w naszym kraju, w naszej ciągle jeszcze świeżej, ciągle niezamkniętej historii, jeśli to miałoby nie przywodzić do przebudzenia, do elementarnej autorefleksji – to kim jesteśmy? Jeśli nie mielibyśmy zadbać o przekazanie tej lekcji młodym, to na co liczymy? Jeśli znów decydować ma przemoc. Nie: zastanowienie, nie: Rozmowa, nie: działanie, nazwijmy to: w perspektywie sensu życia, sięgającej przecież poza śmierć – ale przemaganie siłą. Na oślep – ale przecież dokąd, dokąd?

Czy dzisiaj też mamy uprawiać ten „ewolucjonistyczny model”, tak już skrajnie zweryfikowany, a tym razem w wersji: kto ma gruby portfel, ten może z innymi robić co chce? Czy po to żyjemy, żeby projektować jeden na drugiego – moce? Mamy wyrywać sobie połcie i gromadzić niewolników? Czy II wojna światowa nie była właśnie ekstremum takiego sposobu myślenia o życiu? Czy to ma nas nie uczyć? Jeśli z tego, co tu się stało, co tu zaszło, a co przecież jeszcze trwa w „biologicznej pamięci”, jeśli z tego nie wyciągniemy wniosków – zaiste dochodzimy do kresu.

Zatem kwestie związane z KS „Gedania” to nie są sprawy błahe i tu nie chodzi o kwestie z zakresu architektury, urbanistyki czy konserwacji zabytków. Mówimy o niezwykłej wagi sprawach życia.

Ale przecież i po prostu to: skoro tyle serc zostaje zranionych, jeśli tylu ludzi jest poruszonych i prosi, by uszanować tę historię, by uszanować ich wrażliwość i sumienie – to dlaczego zwyczajnie tego nie uwzględnić? Dlaczego nie pochylić się nad tym, tak po prostu?

Zbigniew Sajnóg

Przedruk za zgodą Autora i Redakcji: https://www.gdanskstrefa.com/przed-brama-gedani/

(Visited 31 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*