Radzieckie dziewczyny oddały nam wolność (2)

Pomysł stworzenia specjalnego pułku lotnictwa dla kobiet nie narodził się od razu. Dowództwo długo zastanawiało się, czy jednostka lotnicza, złożona z kobiet, może w pełni walczyć. Ale słynna pilotka Marina Raskowa, która stała u początków powstania „Nocnych Czarownic”, zdołała przekonać najwyższych przywódców Związku Radzieckiego i Ludowego Komisariatu Obrony. Raskowa musiała wykorzystać wszystkie swoje możliwości, w tym osobistą znajomość z wszechmocnym sekretarzem generalnym, Józefem Stalinem. Mając 26 lat, została szefową SU International Airways. W tym czasie Marina Raskowa miała naprawdę duży autorytet. 8. października 1941 r. Ludowy Komisariat Obrony ZSRR wydał rozkaz W sprawie formacji kobiecych pułków lotniczych sił powietrznych Armii Czerwonej, który uruchomił słynne „Nocne Czarownice”. Pierwszy z nich został utworzony w 588. pułku lotnictwa lekkich bombowców pod dowództwem 28-letniej Jewdokii Dawidowny Bierszańskiej, z dziesięcioletnim doświadczeniem jako nawigatorki, która przed wojną dowodziła łączem powietrznym w 218. drużynie specjalnego przeznaczenia, rozmieszczonej w miejscowości Paszkowskiej (Krasnodar).

Utworzenie pułku rozpoczęło się w mieście Engels, gdzie personel przeszedł szkolenie. W przeciwieństwie do dwóch innych pułków lotnictwa – 586. mieszanego pułku myśliwców (maszyny Jakowlew Jak-1) – i mieszanego 587. pułku bombowców (samoloty Pietlakow Pe-2), w 588. pułku lotniczym wszystkie czynności wykonywały kobiety, na wszystkich pozycjach – i pilotów, nawigatorów. Odpowiedzialność za wykonanie rozkazu sformowania tego wyjątkowego projektu spoczywała na Marinie Raskowej. W swoich wspomnieniach kobiety-żołnierze pierwszej linii, które przeżyły piekło, opowiadały o Raskowej jako o najbardziej nieustępliwej, apodyktycznej, upartej pośród nich. Jej rozkazy nie były kwestionowane, młode dziewczęta, które przybyły z różnych części kraju, tylko po podstawowych kursach lotniczych, patrzyły na Marinę jako na pilota nieosiągalnego poziomu.

One, również młode, piękne zostały wyrwane ze swej codzienności (egzaminów, spotkań z chłopakami i marzeń o sukni ślubnej), teraz walczyły o życie swoich rodaków i wolność ojczyzny. Raskowa, niesamowita, odważna i bardzo piękna kobieta zginęła z początkiem stycznia 1943 r. w katastrofie lotniczej w bardzo trudnych warunkach pogodowych, lecąc lekkim bombowcem Pe-2 w pobliżu miejscowości Michajłowka, w obwodzie saratowskim. Sprawdzała wówczas osobiście pogodę na trasie przelotu swego pułku na front. Ciało pilotki zostało poddane kremacji, a urnę z jej prochami umieszczono w ścianie Kremla, aby wdzięczni potomkowie mogli złożyć kwiaty i uczcić pamięć bohaterki.

Dziewczyny do dyspozycji dostały cywilne maszyny, służące przed wojną jako szkoleniowe i łącznościowe. Polikarpow Po-2 to samoloty ze sklejki lekkiej, których kadłuby nie były chronione przed ciężką bronią. Drewniany dwupłatowiec z dwoma otwartymi kokpitami, umieszczonymi jeden po drugim oraz podwójnym sterowaniem – dla pilota i nawigatora. Bez łączności radiowej i opancerzonych pleców, zdolnych do ochrony załogi przed pociskami. Podczas ostrzału nawet odprysk odłamka mógł maszynę spalić. Powolne samoloty rozwijały prędkość do 120 km/h i miały niewielki zasięg. W samolocie nie było przedziału bombowego; bomby zawieszano w stojakach bombowych bezpośrednio pod samolotem. Ilość ładunków bombowych wahała się od 100 do 300 kg. Dzięki temu, że lekka konstrukcja Po-2 mogła być już po chwili od lądowania gotowa do kolejnych lotów bojowych – całkowite obciążenie ładunkiem bomb było porównywalne z ładunkiem dużego bombowca. Każdej nocy pilotkom udawało się wykonać 10-12 lotów. Nie brały ze sobą spadochronów, wolały zamiast tego zabrać ze sobą dodatkową bombę. Lot trwał godzinę, po czym samolot wracał do bazy, aby zatankować i zawiesić bomby. Czas na przygotowanie samolotu między lotami trwał pięć minut. Wiedziały jak sprawdzać maszynę, tankować, zawieszać bomby w ciągu chwili. Drobne istoty, bez żadnych urządzeń mechanicznych i podnośników, dźwigały ciężkie ładunki bomb. Asystentki pilota pokazywały prawdziwe cuda wytrzymałości i umiejętności. Dziewczyny pracowały non stop, również w nocy. Zdarzały się przypadki, gdy mechanik nie miał czasu na odbijanie się od śruby śmigła podczas uruchamiania silnika, co skutkowało przerwaniem ramienia. Potem wprowadzono nowy system serwisowy. Szefowa zmiany wraz z załogą serwisową przydzielała określoną operację na wszystkich samolotach: naprawę, nadzór, tankowanie, odbiór i gotowość do lotu. Samoloty na lotnisko wracały w różnym stanie, nawet w takim, że żaden z normalnych pilotów nie byłby w stanie pilotować maszyny wobec takich uszkodzeń. Pilotki nie bały się śmierci i o tym nie myślały. Kiedy chciały poczuć się kobieco, aranżowały na lotnisku tańce, w męskich za dużych kombinezonach i równie za dużych futrzanych butach, w których wyglądały komicznie. Haftowały też niezapominajki na podnóżkach niebieskich, dzianinowych spodni. Potem pojawiły się dwa rodzaje mundurów – casual ze spodniami i przód ze spódnicą. Oczywiście przy wykonywaniu zadań latały w spodniach, a mundur ze spódnicą był przeznaczony na uroczyste spotkania u komendanta. Oczywiście – dziewczyny marzyły o sukienkach i butach. Samoloty miały przydzielane dobrotliwe przezwiska: Tektura z Kukurydzy, Niebiański Ślimak, Nocna Jaskółka(Cdn.)

Roman Boryczko,

kwiecień 2020

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*