Trekking po nałęczowsku

Niektóre z nałęczowskich wąwozów utwardzane są betonowymi płytami. Opóźnia to erozję, rolnikom zaś pomaga w dojeździe na pola. Można się spierać, czy to jeszcze ochrona środowiska naturalnego, ale wyłączyć lessowych wąwozów z jakiegokolwiek użytkowania przecież się nie da. W tak pofałdowanym terenie innych realnie dróg dojazdu do pól i lasów – brak.

Dnem wąwozów biegną też dokoła uzdrowiska trasy trekkingowe. Jest gdzie wędrować i co oglądać. Chyba, że komuś wpadną do głowy pomysły z XIX w. rodem (choć Żeromski i Prus nigdy by nie potraktowali w ten sposób perełek krajobrazu). Jeden z wąwozów miał również otrzymać nawierzchnię z płyt budowlanych. Zgromadzono je nawet u jego wlotu. Zabrakło funduszy, albo któryś z samorządów zmienił koncepcję – płyty zarosły krzewami tarniny i mchem, nawet nie bardzo rzucają się w oczy amatorom trekkingu i zwykłej łazęgi po górkach i dolinach. Zamiast betonu pojawił się w wąwozie asfalt – porozrzucano tam solidne fragmenty zerwanej gdzie indziej nawierzchni. Nie dość, iż wielkość czarnych „okruchów” utrudnia jazdę nie tylko autom, ale i rolniczym ciągnikom, to wyglądają ohydnie i w otoczenie się nie wkomponują. W dodatku dość szybko rozpadną się pod kołami pojazdów, a woda zniesie brudny miał i kamyki na wysokość przydrożnej kapliczki, gdzie też pojawiła się solidna pryzma asfaltowych ułomków.

Przy takim podejściu nie dziwi poszerzenie fragmentu innego wąwozu spycho-ładowarką bodaj dwa lata temu. Widocznie jacyś lokalni bonzowie nie potrafili się tam minąć samochodami na odcinku +- 120 metrów.

Jeśli dodać do tego uciążliwy hałas pseudo-terenowych motocykli, rozjeżdżających nałęczowskie lasy a w weekendy quady, niszczące teren szybciej od motorów i płoszące wszystko, co dzikie, a wciąż żywe – to uzdrowiskowa strefa ciszy jest w Nałęczowie fikcją.

Miasteczko i tak opustoszało dzięki Covidovi-19; jeśli samorząd bez walki oddaje ostatnie atuty, jakimi są wąwozy, na pastwę troglodytów, to niebawem ktoś w stolicy może powiedzieć „Basta” i jednym podpisem odebrać Nałęczowowi prawa uzdrowiska.

W tym kraju najpierw dopuszcza się do nieszczęścia, potem zaś wylewa krokodyle łzy. Cóż, szkoły od dawna nie uczą logiki i związków przyczynowo-skutkowych, tylko rozwiązywania testów. I póki to się nie zmieni, ochrona środowiska w RP pozostanie fikcją dla naiwnych.

Lech L. Przychodzki

(Visited 29 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*