TVN… Nie ma co płakać!

W mediach od wielu dni porusza się problemy, dotykające stacje TVN i TVN24. Drugiej z nich pod koniec września wygasa koncesja na nadawanie, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji od 17 miesięcy nie wydała zgody na jej przedłużenie. Przyjaciele i wyznawcy tej zagranicznej stacji w Polsce zaczęli histerycznie krzyczeć i nawoływali swoich zwolenników, że w Polsce rozpoczęła się dyktatura, zaś ostatnia wolna stacja właśnie dzięki PiS-owi, ma być przejęta, a jej treść musi stać się wygodna rządowi. Przeciwnicy podnoszą głosy krytyki, przekonując, że reforma ta stanowić będzie dla obozu rządowego narzędzie do walki z nieprzychylnymi mu mediami.

Posłowie rządzącej partii twierdzą, iż proponowane zmiany są wzorowane na standardach europejskich. Ich zdaniem bardzo podobne przepisy antykoncentracyjne obowiązują już we Francji, Niemczech i Austrii, gdzie prawo ogranicza dostęp kapitału spoza Unii Europejskiej do rynku medialnego w danym państwie. Reporterzy ze stacji TVN przedstawiają siebie jako jedyną proeuropejską siłę, jako jedyny głos prawdy, jako jedynych obrońców uciśnionych i wykluczonych, jak choćby rodziny osób niepełnosprawnych protestujące w sejmie, czy właściwie w kółko wałkowany temat osób homoseksualnych i ich krzywdy. Stacja TVN była i jest dziś przekazem opozycji. Telewizja publiczna w rękach obozu rządzącego (Prawo i Sprawiedliwość) stała się męczącą, niestrawną propagandą. To samo robi amerykańska stacja TVN.

Jeszcze kilka lat temu, gdy jej kapitał sięgał naszych zachodnich sąsiadów, stacja ta reprezentowała interesy Niemców, była formą połajanki, straszaka i dobrego wujka, który potrafi wytłumaczyć polskiej ciemnej masie podludzi, na czym polegają wartości europejskie. Ulicami Berlina kilka dni temu przeszedł marsz z okazji Christopher Street Day, upamiętniającego zamieszki homoseksualistów z policją w Stonewall z 1969 roku. Uczestnicy wydarzenia (którzy nie musieli stosować się do pandemicznych obostrzeń) opowiadali się za ochroną praw osób LGBT. Wymierzyli również mocny cios w zachowanie polskiego i węgierskiego rządu, wprowadzających w życie regulacje, ochraniające dzieci przed ideologią LGBT i seksualizacją od najmłodszych lat. W berlińskim Christopher Street Day wzięło udział – w zależności od szacunków – od 65 do 80 tys. osób. Moralizatorzy z Niemiec, którzy podczas swoich dni chwały puszczali homoseksualistów przez komin, do lat 60. karali ich więzieniem, zaś do 2013 r. prawnie dopuszczali w kraju zoofilię – dziś stanęli w roli mentora.

LGBT jest niczym innym jak spaczeniem moralno-obyczajowym, propagandą, odrzucającą wszelkie wyższe wartości człowieczeństwa z wiarą, kulturą, tradycją i patriotyzmem na czele. Jest głosem pogardy, nienawiści niszczącej tolerancję, jak również pluralizm z ich własnego środowiska. Na tym cierpią najbardziej normalni, pokojowo nastawieni i pełni kultury ludzie homoseksualni, którzy niejednokrotnie o tym mówili, odcinając się od politycznej organizacji i parszywej ideologii. Jaki jest więc cel takiego dyskursu – ktoś może zapytać? Ano założenia i powiązane z nimi interesy liberalnego lewactwa oraz różnych lobbystów sfery stricte biznesowej (prywatni edukatorzy seksualni, kliniki operacji zmian płci, reklamodawcy, a za nimi produkty, trafiające do zwolenników tego „nowoczesnego” przekazu, grupy wpływów narodowych, jak np. Żydzi, ubiegający się po raz kolejny bezpodstawnie o zwrot rzekomo należnego im majątku, biorący do pomocy wpływowych polityków amerykańskich) – dziś dużo łatwiej jest zmanipulować medialnie również w TVN społeczeństwo, które odrzuciło wartości patriotyczne, tożsamość narodową i samo siebie.

TVN jest agendą globalistów, która udaje jakieś wartości, a w sprawach kluczowych, jak pandemia politycznej akcji Covid-19, gra ramię w ramię z rządem Prawa i Sprawiedliwości, serwując treści o segregacji niezaszczepionych, odsuwania ich z życia publicznego, marginalizowania, wyrzucania z pracy i pozbawiania opieki socjalnej i medycznej. TVN również przyklaskuje planom po pandemii. Dług UE ma być gwoździem do trumny, towarzysze z Brukseli szykują Europie biedę, drożyznę i ograniczenie wolności. Za kilka lat energia będzie tak droga, że zamiast lodówki wykopiemy ziemiankę, a zamiast samochodu kupimy sobie osła. Samochody mają być w roku 2030 tak drogie, że stać na ten luksus będzie nielicznych, zaś sam zasięg silników elektrycznych jest tak mały, że przestaniemy się przemieszczać nawet w obrębie własnych krajów. Krów nie będzie, bo mleko i mięso będzie zakazane. Nie będziemy mieli już naszego czarnego złota, bo kopalnie zasypiemy, miast tego zatrzepoczą nam wiatraki z niemieckiego demobilu tak wydajne, że zimą będziemy palić ogniska – lub marznąć. Niestety, nasz rząd i takie propagandowe stacje jak TVN, wolą stać okrakiem na barykadzie. Tusk, Thun, Lewandowski, Halicki, Miller, Zwiefka, Cimoszewicz, Biedroń, Spurek – w Brukseli są zachwyceni, kiedy Polska i Węgry są „grillowane” z byle powodu, co wiąże się z konsekwencjami prawnymi i finansowymi.

Kiedyś agresję na Polskę usprawiedliwiano troską o mniejszość niemiecką, rzekomo prześladowaną w Polsce. Oczywiście to jest czysta psychologia, a ściślej sztuka manipulacji społecznej, będąca bardzo niebezpiecznym narzędziem w rękach oszołomów. Dziś Polska stoi euro-globalistom kością w gardle, ponieważ jeszcze jest w kilku procentach samodzielnym bytem (waluta) i te resztki niezależności dla wielkich tego świata są nie do przyjęcia. (Cdn)

 

Roman Boryczko,

lipiec 2021

(Visited 29 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*