Ukraińcy nie odrobili swojej lekcji historii i chcą być nazistami (2)

Współcześni ukraińscy  wizjonerzy – w postaci np. byłego już prezydenta Ukrainy, Petro Poroszenki, pełniącego swój urząd w konsekwencji zamachu stanu i finansowanej z zewnątrz rewolucji, postanowili dać Ukraińcom i Ukrainie pewną kotwicę, w postaci pełnej rehabilitacji skrywanych po domach zbrodni i bestialstw, jako godnych bohaterów. Ludobójcy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii stali się weteranami o wolność, prawnie chronionymi przez nowy neobanderowski i neohitlerowski twór, a wszelka krytyka ich krwawych działań ze strony choćby niezależnych historyków, jest na Ukrainie prawnie chroniona.

Nic oczywiście w tej części Europy nie dzieje się bez zgody Rosji albo Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, więc i w tym przypadku projekt pt. „nazistowska Ukraina” zyskał mocodawców i parasol ochronny ze strony Stanów Zjednoczonych. Dla Obamy i Trumpa gra kartą banderowską w obecnych czasach to tylko kontynuacja działań, podjętych jeszcze w 1945 r. wobec nazistowskich dygnitarzy, lekarzy i naukowców. Co ciekawe – obecna brunatna Ukraina wspierana jest przez banksterskie, żydowskie pieniądze, które doprowadziły ten kraj do upodlenia i jest to jakby historyczna sprawiedliwość, jaką wyciągnęli sobie bez sądów i trybunałów neokonserwatyści z żydowskiego lobby.

Polska w tej układance jest na krótkiej smyczy u tego samego pana. Zarządcy zdegenerowanego kraju, leżącego nad Wisłą, mają jednak dobre humory. Poroszenko wbił nóż w plecy sąsiada i po raz kolejny upodlił go bez opamiętania. Przecież wielu kresowiaków jeszcze pamięta! Polska klasa polityczna upodliła się sama! Patologia rusofobii spotkała uwielbienie dla rezunów z UPA i bezkrytyczną ukrainofilię. Rok 2004 i Pomarańczowa Rewolucja były kamieniem węgielnym pod nazistowską Ukrainę (przestrzegał wówczas przed tym w Ulicy Wszystkich Świętych Edward L. Soroka, wzbudzając niesmak i niedowierzanie), a Polska patrzyła na odradzającą się hydrę z zadowoleniem! Patrząc na historię – to nic nowego, bowiem reakcje Komendy Głównej AK na sytuację na Wołyniu były równie tragiczne i pozbawione sensu. Zdrajcy Września 1939 decydowali z ciepłych foteli, jak wyglądać ma sąsiedzka rzeczywistość, snując gawędę o uległych i poczciwych, tylko słabo uświadomionych Rusinach, którzy są marnie zorganizowani, źle uzbrojeni i w razie czego można z nimi zawsze pertraktować.

Do tego wszystkiego doszedł również konflikt dowódczych ambicji wołyńskiego dowódcy Armii Krajowej – pułkownika Kazimierza Bąbińskiego, ps. Luboń, z drugiej zaś wołyńskiego Delegata Rządu na Kraj – Kazimierza Banacha, ps. Jan Linowski.

Inna rzeczywistość zaskoczyła te prymitywne, tępe głowy. Kto by w obliczu tylu frontów pamiętał o Kresach? Otóż we wrześniu 1939 Polacy zostali zmobilizowani, wielu z nich biło się na wszystkich frontach II wojny światowej. 17. września wkroczyła na te tereny Armia Czerwona, Ukraińcy witali ją chlebem i solą, wydając wielu Polaków do wywózki na Sybir, myśląc pewnie, iż komunizowanie będzie jakimś sposobem na przejęcie polskich majątków. Rok 1942 – przychodzą Niemcy. Znowu Ukraińcy witają ich chlebem i solą, tworzy się policja ukraińska, która morduje i Żydów i Polaków wierząc, że przy Niemcu polskie majątki będą ich! Rok 1944. Na powrót przychodzą bolszewicy. Polacy, ci co pozostali przy życiu, zostają zmobilizowani do Wojska Polskiego. Ukraińcy z UPA idą do lasu. I właśnie z tego lasu po nocach atakują wsie, palą i mordują polskie kobiety i dzieci. Mężczyzn już nie było, tylko garstka starców lub zupełnych młokosów. Oto ukraińskie bohaterstwo, godne tchórzliwych szczurów! Podobnie, jak żydowskiej partyzantki na Litwie.

 

Szereg ukraińskich nieszczęść!

Ukraińcy przedstawiają siebie jako ofiary niebywałego ucisku, jaki doznali od „polskich panów”. Trzeba jednak przypomnieć i wyprostować relacje o rzekomych kolonistach, gnębiących lud ukraiński od zarania dziejów. Akurat magnaccy panowie tamtych ziem wywodzili się ze szlachty bojarskiej, wolnych ukraińskich chłopów, miejscowej szlachty – z czasem spolonizowanej. Nie można więc mówić o kolonizacji przez polskich panów. Ci, pierwotnie rusińscy, panowie z równą pogardą traktowali zarówno chłopów polskich jak i rusińskich. Lud rusiński nigdy nie kochał polskich lokatorów dworków szlacheckich. Tę niechęć wzmacniał niski poziom oświaty, prymitywizm kresowego chłopstwa – jednocześnie tolerowane przez władze w Warszawie zachowanie tych „niby-Polaków”, uznające ucisk klas niższych poprzez pańszczyznę i tworzenie obywateli drugiej kategorii. To była tradycja magnaterii i szlachty tamtych ziem. Panowie szlachta – Wiśniowieccy, Zbarascy, Zasławscy, Radziwiłłowie, Potoccy, Braniccy, Ostrogscy czy Zamoyscy – mimo że wiele z tych rodów miało korzenie litewskie lub rusińskie, idealnie wpasowywały się one w rządzenie twardą ręką. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

wrzesień 2020

(Visited 25 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*