W nurcie działalności plastycznej i nie tylko (8)

***

Wracam do życia plastycznego.

Sprawy się zazębiają i nakładają wątki. Stąd też i niekonsekwencje w trzymaniu się tematu. Źródła załamania w nurcie środowiskowej inicjatywy plastycznej są podobne, niemal tożsame. Choć artystom, wyraźnie już się starzejącym a nie znajdującym inspiracji w samej Galerii (wszak na wniosek J. Hankowskiego i H. Książkiewiczowej niegdyś zrezygnowano z corocznego Salonu i z systemu nagród, do których zobowiązały się wydziały kultury w Elblągu) po prostu przestało się chcieć, zaś ostatni już Salon Elbląski z r. 2019 został zrealizowany przez nieopierzone a reformatorskie następczynie Denisiuka. W związku z czym – bo takie było widzimisię galeryjnych świetliczanek, organizujących imprezę – nie zaproszono nań twórców starszych wiekowo i doświadczonych. Równocześnie szeroko otwarto bramy dla artystów z przypadku, w związku z czym impreza stała się istnym śmietnikiem. A to tylko jeden z rezultatów niekompetentnego wyboru równie niekompetentnych kadr w zakresie kultury.

Zatem przyczyna najważniejsza tkwi w zawężeniu wymagań, stawianych windowanym na stanowiska kandydatom do stanowiska szefa Galerii (a dotyczy przecież nie tylko środowiska kultury). Może też tym razem co nieco zawinił sam odchodzący – J. Denisiuk – wprowadzając przed odejściem do zespołu Galerii ledwie opierzone kandydatki.

 

***

Obsada kadrowa Galerii od odejścia G. Kwiatkowskiego do czasów J. Denisiuka była w pewnym sensie naturalna (wyjąwszy czasy Pawła Petasza), gdyż pozostawała w kręgu towarzyszących mu wcześniej przyjaciół. Osobiście byłem z nią ściśle związany od r. 1965 (najpierw jako partner programowy Kwiatkowskiego i dokumentalista działań, w l. 1980 – 87 dyrektor).  Potem  „zawiniony przeze mnie” – A. Szadkowski, zaś po jego śmierci także quasi-galernik, bo związany z obiektem jeszcze w moich czasach – Zbigniew Opalewski. W ściślejszym jednak pobratymstwie z duchem Galerii pozostawał jej kolejny szef – Jarosław Denisiuk – nie artysta, ale krytyk, teoretyk sztuki, nade wszystko twórca ciekawy jej procesów rozwojowych, zainteresowany fenomenem Gerarda Kwiatkowskiego i pozostający też w stałym i bezpośrednim za nim kontakcie. Jego trwałym i autentycznym, a dziś jeszcze niedocenionym wkładem w życie kulturalne środowiska (i nie tylko) było przywołanie zaniedbanych już i pogrzebanych funkcji Galerii El z czasów Gerarda. Mam na myśli obecność Galerii w życiu artystycznym kraju, jej partycypację w procesie odnajdywania się reprezentantów krajowej awangardy (bardzo często uczestników Biennale z lat 60/70) wśród zawirowań świadomościowych i społecznych już nowego stulecia. To znaczy również działalność krytyczną i teoretyczno-interpretatorską Denisiuka, jako autora dociekliwych szkiców, poświęconych dotychczasowym funkcjom Galerii oraz orientacjom artystów, uczestniczących w „forum nowych autonomii sztuk” – jak brzmi tytuł książki, wydanej na pożegnanie Galerii El w r. 2018.

Okoliczności te każą mi zrezygnować ze snucia dalszych porównań funkcji Galerii jeszcze wczorajszej z tym, co zapowiada inwencja pań, aktualnie zawiadujących Galerią. Po odejściu J. Denisiuka sprawa obsady tak niekonwencjonalnej instytucji w życiu miasta – nie mogła nie przerastać – sił intelektualnych szumnego elbląskiego Departamentu d/s. Turystyki i Kultury. Skala Elbląga jako niegdysiejszego centrum sztuki o randze nie tylko krajowej, ośrodka grawitacji najważniejszych krajowych reprezentantów polskiej sztuki, jest mózgowiu aktualnych tutejszych rządzicieli i ich etatowców NIEDOSTĘPNA. ONI NAPRAWDĘ NIE MAJĄ POJĘCIA, CZYM BYŁA GALERIA W CZASACH GERARDA. Stan niewiedzy o tym, niestety, się utrwala. Jest dziś w Elblągu nawet kilka uczelni, w tym jedna, przyznająca sobie orientację humanistyczną. Aż dziw, że nie znajduję w jej działalności żadnej inicjatywy na rzecz choćby jakiegoś seminarium poświęconego gromadzeniu, porządkowaniu i upowszechnianiu wiedzy o powojennym dorobku kulturalno-artystycznym Elbląga. Boć przecież w parze z tym idzie publiczna już beztroska w desygnowaniu na stanowiska kierownicze ludzi skądkolwiek, jak i rejterada od własnych, kształtujących  opinię i stawiających władzy pytania wydawnictw prasowych. Wydawnictw prasowych..? A gdzie one? Do diaska! Dlaczego do pisaniny na miarę prasy, muszę angażować wydawnictwo książkowe? Ano właśnie dlatego, że Elbląg wyrzekł się prasy, w czym też „wybitna zasługa” także tzw. środowisk twórczych. Toć i telewizyjne Wilkowyje posiadaniem własnego dziennika skutecznie mogą rywalizować z Elblągiem, miastem, mającym niedawno pretensje do rangi ośrodka wojewódzkiego. (Cdn.)

 

Ryszard Tomczyk

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*