Wiersze Kazimierza Malika

img154Kazimierz Malik urodził się w Żaganiu w roku 1956. Studiował najpierw filozofię Międzyuczelnianego Instytutu Filozofii i Socjologii UMCS w Lublinie, gdzie jako aktor współpracował z Akademickim Teatrem Grupa Chwilowa a jako poeta i happener z Grupą Sztuki Integratywnej Ogród-2.

W roku 1983 wyjechał do USA, zaś w 1988 z Chicago do Vancouver (Kanada). Studiował tam w British Columbia Institute of Technology (ukończył w 1991 r.) w Burnaby – Kolumbia Brytyjska i University of British Columbia (te studia ukończył w roku 1995) w Vancouver. Już jako obywatel Kanady w roku 1999 ponownie zamieszkał w amerykańskim Chicago, by pod koniec 2012 roku powrócić do Europy.

Początek XXI wieku to dwa tomiki Malika – zapomniałem cię nazwać oraz tren dla bezimiennych… Oba ilustrowali wybitni polscy graficy: pierwszy – Jerzy Jakubów, drugi – Andrzej Kot.

Pobyt na Starym Kontynencie zaczął poeta od rodzinnej Polski, ale po 1,5 roku przeniósł się do Włoch, a w roku 2015 do Bułgarii. Obecnie dzieli swój czas pomiędzy Bułgarię a Wielką Brytanię. Jedynym jego dzieckiem jest syn, Konrad.

Jak sam powiada: Emigracja jest moim wyzwoleniem – ale pozostawiła też liczne znamiona przekleństw losu…

Po raz pierwszy tedy gościem www.SieMysli.info.ke jest Kazimierz Malik. Redakcja ma nadzieję, iż ciąg dalszy – nastąpi…

img155 

* * * 

 

pożegnanie

Borysowi, w daleką podróż

 

zimno

podszyli nas dreszczem

a może to strach

ja o ciebie

a ty

bo nie znasz tam dróg

 

migawka z marco Island

 

nauczyłem się tu mieszkać, między ostami

w końcu nie rosną tak gęsto jak trawy więc

można boso oprzeć się o aksamitne oazy

 

czasami  zapominam że parasolki przy plaży

ani z sopotu ani z cherbourga ani też piasek –

chociaż mielony najlepszym słonecznym żarnem –

i nikt nie sprzedaje tu cukrowej waty

 

nie wzruszam  się  również w skali richtera

modny jest uśmiech z chińskiej porcelany

 

park centralny

 

pachniesz jak późny cohen szepcesz

wcierając się w resztki lata na moim ramieniu

i nie wiem czy ma to już boleć czy też

lato pomiędzy nami jeszcze tu powróci

 

słyszę zuzanny nucące wdowie nieszpory

jak kruki przyodziane pajęczymi woalkami

wabią dusze gołębi resztkami czerstwego chleba

po drugiej stronie stołu zawsze jest jego pełno

 

manhattan … manhattan niech zawsze powraca

to był nasz początek i niech tak już do końca

a do berlina … do berlina to już nie ta pora

twoje włosy szumią we mnie ogrodem miętowym

 

epitafium (o złej miłości albo przemijaniu)

 

żadną miarą sobie nieobcy

lecz

każdą już nieobecni.

 

Kazimierz Malik

 

(Visited 65 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*