Wspominkowe spotkanie w klamorach

 dsc_0194[…] Kupiłem telewizor

No i gra

Siedzę i nic nie widzę

No i gra

Nie wiem, czy to coś ze mną

No i gra

Czy może jest za ciemno

No i gra […]

 

(Fragment tekstu utworu „Budki Suflera” z albumu „Mokre oczy”)

 

 

 

 Zamiast wpatrywać się w czarną otchłań ekranu bezdusznych maszyn XXI wieku, może warto się spotkać, porozmawiać, spojrzeć w oczy drugiej osobie, pogadać, wspomnieć, poczuć ciepło dłoni swojego życiowego partnera. Czy warto topić swoje smutki we wspomnieniach? Kto wie, a może to one właśnie sprawią, że na naszej spowitej codziennymi troskami twarzy, zagości na początku blady ale zawsze radosny grymas uśmiechu…

Warto spróbować…

dsc_0230dsc_0185

 

Prezes oraz członkowie Związku Emerytów w Wilczy, postanowili spędzić sobotni wieczór 17. września w „Klamorach u Erwina”. Tym razem nie o zwiedzanie małego muzeum chodziło, a o wspomnienia z dzieciństwa i młodości. W klimat rytmów big beatu, twista i rock and rolla wprowadzał gości kultowy sprzęt, przy którym pokolenie wychowane na muzyce Karin Stanek, „Trubadurów”, Karela Gotta czy „SBB” spędzało w młodości każdą wolną chwilę. Poczciwy dziadek „Bambino” ożył dzięki niewielkim zabiegom reanimacyjnym a winylowe płyty wprowadziły wszystkich w nieco na początku nostalgiczny nastrój. Z łezką w oku słuchaliśmy na „pocztówkowych płytach” przebojów „Alibabek”, „Trubadurów”, Szczepanika. Wspominano czasy pierwszych dyskotek i tak modnych niegdyś prywatek, czy spotkań przy świecach w wiejskich klubach „Ruchu”.

dsc_0195dsc_0221dsc_0200

„Klamory u Erwina” to dobre miejsce na organizowanie tego rodzaju spotkań – informuje Przewodniczący Związku Emerytów w Wilczy pan Krystian Dudek. – Klimat tego miejsca nastraja do wspomnień. To już 10 lat minęło, odkąd zostałem wybrany przez kolegów i koleżanki do pełnienia funkcji przewodniczącego, więc jest to także mój mały jubileusz.

Staram się nie zawieść zaufania moich członków, jednak bez koleżeńskiej współpracy nie byłoby tego, co mamy i tego, czego zdołaliśmy dokonać.

Na początku roku zamawiamy mszę świętą, podczas której modlimy się w intencji parafian a także nas, seniorów. Prosimy w modlitwie, aby nas nie ubywało a raczej z roku na rok było nas coraz więcej. Po mszy świętej udajemy się na spotkanie podobne do tego, w którym uczestniczymy dzisiejszego wieczora. Staramy się żyć, mimo przybywających lat i szybko spadających kart kalendarza, bardzo aktywnie. Latem organizujemy wiele wycieczek, bywają te typowo krajoznawcze ale nie brakuje także pielgrzymek do wielu sanktuariów w kraju. Dużą popularnością cieszą się spływy kajakowe, wybieramy raczej spokojne rzeki, w myśl powiedzenia „mierz swoje siły na zamiary”. Nasz związek liczy 60 członków a na spotkania opłatkowe zdarza się, że przychodzi nas więcej. To dobrze. Przychodzą często i młodzi, co bardzo nas cieszy – widać ze u nas seniorów nie spycha się na margines życia.

dsc_0202

Na dzisiejsze spotkanie – wspomina pan Krystian – przygotowałem żur śląski, będzie też kiełbasa, bo jak żur bez kiełbasy? Panie upiekły ciasto, a na dwie nogi będzie także po sznapsiku* i flaszeczka piwa także się znajdzie. Na stołach królował będzie chleb z fetym* i szpyrkami a do tego kiszony ogórek – nieodłączni partnerzy każdej śląskiej biesiady.

Kto będzie miał ochotę, może potańczyć przy dźwiękach lampowego adapteru. Jedna z par właśnie wyszła na parkiet, acz już po chwili bardzo wzruszeni wrócili na miejsce, dlaczego?

– To właśnie przy dźwiękach tej melodii poznaliśmy się, i tak już zostało, posłuchamy więc w milczeniu, bo tak łatwiej wrócić pamięcią do tego minionego czasu…

Wspomnienia, chwile wzruszenia, czasami to tylko cofnięcie kart kalendarza na moment, a czasami nieco przyblakłe uczucia na nowo otrzymują dawny blask i jakby nagle odświeżone wspomnieniem – trwają…

Widać w życiu wilczańskich seniorów wiele miłych, pełnych ciepła i radości akcentów, nie brak jednak i tych przykrych, jak to w życiu. Tak się składa – wspominają panowie przy stole – iż większość z nas to byli górnicy. Przez wiele lat wydzieraliśmy ziemi ten czarny kamień, nie ma wśród nas jednego który by miał wszystkie zdrowe kości, wypadki, choroby płuc, zdrowie zżarte ciężką i niebezpieczna robotą. Były czasy komuny, tej wczesnej i tej późniejszej, jakoś nas szanowano, teraz kiedy nadejdzie zima, łatwo będzie rozpoznać, w którym z domów mieszka górniczy emeryt, bo mróz na szybach okien tych mieszkań wymaluje swoje kwieciste dzieła sztuki, które znikną z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Zabrano staremu nikomu niepotrzebnemu dziś człowiekowi to, na co sobie zapracował przez wszystkie lata, zabrano wszystkim, nam i tym którzy pracowali jak my w kopalniach, a rodziny zostawili daleko poza regionem Śląska – czujemy się niepotrzebni, mało szanowani a tego szacunku mamy prawo się domagać.

Dziś grają na uroczystościach dożynkowych orkiestry górnicze. Górnicy z dumą niosą korony dożynkowe, ten symbol dostatku i poszanowania dla ludzkiej ciężkiej pracy – górnicy nie zapomnieli. – Zresztą sami jesteśmy rolnikami – wspominają biesiadnicy – po szychcie wsiadało się na traktor i w pole.

Wspomnienia jak życie, są mniej i bardziej radosne. Niestety coraz więcej smutnych akcentów przewija się we wspomnieniach śląskich seniorów i to nie z powodu bolących kości, braku oddechu, czy połamanych prawie wszystkich członków, to wszystko jak się okazuje, boli najmniej. Boleśnie doskwiera brak szacunku, samotność i obojętność.

dsc_0186dsc_0211

Gospodarzami wspomnieniowej biesiady byli państwo Erwin i Gabriela Sapikowie, miejscem spotkania zaś było Małe Muzeum, które dzięki ich pasji do zachowania tradycji i lokalnej historii, uratowało od zniszczenia wiele ciekawych eksponatów.

Kto wie, czy tego rodzaju biesiady, nie są dobrym sposobem na pokonanie nudy zbliżających się wielkimi krokami jesiennych wieczorów. Z pewnością pomysł wart naśladowania. Wszystkie drogi – i te bliższe i te nieco bardziej oddalone – prowadzą do „Klamorów u Erwina”. Zarówno gospodarz jak i jego małe muzeum, otwarci są na każdą współpracę. 

 

 

W gwarze śląskiej „wypić na dwie nogi po sznapsiku*” – znaczy tyle, co dla towarzystwa wypić dwa kieliszki czegoś mocniejszego.

Fet* – (niem.) zapożyczone do gwary śląskiej słówko znaczy – smalec.

 

 

Fotografie i tekst:

Tadeusz Puchałka

 

 

(Visited 4 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*