Wyklęci mogli żyć… (2)

Wyklęty Konrada Łęckiego był szeroko reklamowany przez środowiska, związane z propagandą obecnej władzy, mimo że nie dołożyła się ona do powstania tego dzieła, a sam film o bardzo niskim budżecie 2 milionów, powstał ze zbiórek publicznych. Kilka groszy dołożyły spółki Skarbu Państwa. Mit „wyklętych” dla Prawa i Sprawiedliwości stał się od niedawna swoistym fundamentem nowo powstałego, konserwatywnego człowieka. To swoista wybiórcza pamięć, mająca na celu odsłonięcie najbardziej skrywanej tajemnicy komunistów. Ostatnich „leśnych” bandyci sowieccy w polskich mundurach eksterminowali i zatarli o nich pamięć, nie godząc się na cywilizowane pochówki. Dziś IPN odkrywa te zbrodnie, rząd ogłasza różne konkursy historyczne, tworzy się muzea (w Ostrołęce i w więzieniu na Rakowieckiej). Powstał specjalny dział filmów o tematyce patriotycznej, gdyński festiwal Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci. Młodzież dziś ma poznać tych, co często w umundurowaniu bardziej schludnym od ich oprawców, nie złożyli broni. Nie mogli w latach powojennych, ale w roku 1945, kiedy granice były jeszcze czymś umownym wobec dosyć jasnej sytuacji geopolitycznej, wybrać mogli – jako ludzie wykształceni – emigrację i budowanie inteligenckich elit a nie śmierć!

„Wyklęty” z dzieła Konrada Łęckiego to młody chłopak, który swoje dzieciństwo spędził na jakimś dworku szlacheckim, a wojnę w oddziale AK. Postanowił zakończyć swoją leśną tułaczkę lecz wprost z powiatowej komendy Milicji Obywatelskiej, gdzie się ujawnił, trafił do katowni UB. Przesłuchiwali go kaci, przedstawieni przez reżysera jako sadyści, jacy z lubością wyszukiwali kolejnych metod zadawania bólu. Co razi – szczególnie przy ewentualnych pokazach dla młodzieży – w film wpleciono całą masę plugawych wulgaryzmów, nie potęgujących negatywnego zabarwienia postaci a rozmywających opowieść. Franciszek Józefczyk, przewożony przez swych katów wpada w zasadzkę leśnego oddziału, który likwiduje konwojentów a samego chłopaka ratuje. Od tego momentu życie młodego człowieka nabiera mesjanistycznego zabarwienia. Śmierć będzie nagrodą tej ostatniej walki. On i jemu podobni osamotnieni, brudni i zmarznięci tułają się po górach i niedostępnych lasach. Dowódcy stoją na stanowisku, że już tylko miesiące dzielą ich od kolejnego konfliktu – III wojny światowej, jaka przywróci stare porządki. Oni zaś muszą trwać na rubieży wojny domowej, likwidować przedstawicieli rodzącej się władzy – milicjantów i działaczy, często młodych pochodzących z tych samych terenów. Nowotko, Finder, Krasicki, Wasilewska, Świerczewski, Bierut, Gomułka, Cyrankiewicz – przedwojenni działacze komunistyczni – jeśli przeżyli, wchodzili do najwyższych władz Polski Ludowej. Świat się zmieniał, normalizował. Odbudowywano wspólnymi siłami miasta, drogi, infrastrukturę kolejową, na Ziemie Zachodnie ciągnęli repatrianci ze wschodu a kopalnie Śląska zaczęły pracować pełną parą. Po wsiach rozpoczęła się reforma rolna, władza zaczęła walczyć z analfabetyzmem, ludzie, mimo iż trwali przy Kościele katolickim, akceptowali nadchodzące zmiany.

Kilkanaście tysięcy niepokornych traciło grunt pod nogami, bowiem do walki z nimi państwo użyło specjalnego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i regularnego wojska oraz oddziałów sowieckich. Wsie, tak przychylne podczas walki z hitlerowcami, teraz coraz częściej odwracają się od „żyjących prawem wilka”, bojąc się konsekwencji i chcąc zacząć normalne życie. Taka sytuacja daje partyzantowi życie w ogromnej presji, gdzie każda minuta może być tą ostatnią. Józefczyk, zachodząc do miasteczka, przy komendzie MO natyka się na kogoś znajomego, niejakiego Baumana. Okazuje się, że to Żyd, uratowany z powstania w getcie warszawskim. Mężczyzna jest wdzięczny chłopakowi, jednak zna jego sytuację, proponując pomoc u najwyższych władz w ujawnieniu się, ewentualnie w zostaniu  informatorem służb bezpieczeństwa. Wymiana argumentów kończy się zabójstwem przedstawiciela władz.

Każda kolejna ofiara jest zaciskającą się na szyi chłopaka pętlą. Władze są naciskane przez Sowietów do ostatecznego rozwiązania. Do lasu wysyła się informatorów i prowokatorów, a kaci nie oszczędzają już rodzin partyzantów, ich żon i dzieci. To wojna bez zasad i ściganie rannej zwierzyny, bez dania jej szansy na równą walkę. Odziały leśne odpowiadały desperacją, likwidowaniem często niewinnych chłopów. Partyzanci likwidowali ludzi w celach rabunkowych, zabijali Żydów i innowierców za sprzyjanie władzy. Łęcki nie wydaje się być rzecznikiem którejkolwiek ze stron, ale wplatając do scenariusza czasy współczesne (proces dawnego ubeka, dziś starszego krętacza i konfabulanta, wylęknionego dziadka i order, jaki od małego, siwego prezydenta, łudząco podobnego do Lecha Kaczyńskiego za czyny Franciszka dostał syn Józefczyka, który w ręku dzierży pamiętnik ojca) pokazuje skutki tamtych wydarzeń. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

listopad 2017

(Visited 75 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*