Zaufanie

W dobie społeczeństwa cyfrowego choćby najbardziej czysta intencja u dziewiczej, nieskalanej kłamstwem jednostki, nastawiona będzie na próbę wiarygodności. Ten kto oparzył się wielokrotnie mając wciąż zaufanie do dobrych rad w końcu przestanie ufać i do spraw ważnych będzie podchodził empirycznie. Problemem Polaków nie jest to, że pokarał nas Bóg genetycznie mniejszym rozumem, poskąpił nam urody, męstwa, czy nieurodzajnych ziem, na których mieszkamy. Problemem ludzi tu mieszkających jest to, iż zatracili w sobie prawdę. Prawdziwe uczucia, prawdziwe relacje, prawdziwe życie!

Na co dzień jesteśmy indywidualistami, bardzo nieufnymi wobec innych. To może być jedną z głębokich przyczyn niemożności zorganizowania w Polsce wielkich przedsięwzięć. Ta nieufność, potęgowana przez wieki szeregiem cech, utrwalających przetrwanie jednostki w chwili próby, doprowadziła do stanu, kiedy to jesteśmy społeczeństwem o bardzo niskim zaufaniu wzajemnym. Co znamienne – daliśmy światu ruch społeczny, jakim była pierwsza Solidarność, czy na przykład Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy jako dowód jedności. Dziś możemy zapytać się sami siebie: na ile te nasze „społeczne” akcje są dziełem naszych serc i naszych chęci, a na ile działaniami reżyserowanymi, według scenariuszy pisanych z zewnątrz? W sytuacjach heroicznych Polacy potrafią występować razem – zachowania w czasie powstań, wojen, czy choćby społeczna izolacja w dobie coronavirusa – covid 19 są na to dowodem. Ale to są momenty nadzwyczajne i za moment wrócimy do naszej „bańki” – społecznej izolacji o wielkim dystansie wobec innych!

Polacy nie wypracowali w swojej watasze zdolności kreowania przywódców, zdolnych do prowadzenia stada i oczywiście wzorem zwierząt, posiadających ku temu odpowiednie przymioty. W naszym stadzie nie liczy się ani rozum ani siła, ani spryt i przebiegłość. W naszym stadzie liczy się tylko bezgraniczna wierność i służalczość. Dziś – w czasach niepewności, ryzyka, otwartego świata, zdolności przywódcze wymagają nowych kwalifikacji. Polacy słusznie postrzegają polityków jako klasę dyletantów, wśród której widzi się często cynizm i zainteresowanie jedynie sprawami własnymi i własnej partii. Nikt nie podejmuje ryzyka, bo… tego nie potrafi i jest to niezgodne z partyjną linią. Nikt nie walczy o obywatela (stołeczny Ratusz, mając wyroki w kryminogennych sprawach reprywatyzacyjnych, miast lokatorom wypłacać odszkodowania zasądzone przez Komisję weryfikacyjną – ciąga ich od lat po sądach). Poczynając od poziomu Rady Ministrów aż po majstrów w fabryce, można dostrzec problemy ze zdolnością przywódczą, umiejętnością organizacji pracy.

Zderzyliśmy się z rzeczywistością i niskie zaufanie do władz powoduje, że obywatele traktują państwo, ale też i firmę, w jakiej pracują (najczęściej o obcym kapitale) i najwyższe jej instytucje jako obce i wrogie! Z mlekiem matki dostajemy te prawdy, że państwo nas łupi a nie pomaga! Politycy przychodzą i odchodzą. Ich rolą jest dobre wypromowanie marki, jaką się stają dla systemu. Potem czerpią z tego profity (oni, ich rodziny i znajomi – patrz „konflikt interesów” ministra zdrowia Szumowskiego i setki milionów grantów na działalność rodzinnych jego firm), ogromne korzyści niekoniecznie finansowe, nie rozumiejąc zupełnie czym jest termin „odpowiedzialność”! (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

czerwiec 2020

(Visited 46 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*